piątek, 27 września 2013

"Świat przedwczorajszy" Stefana Badeniego.

Książkę "Świat przedwczorajszy" zakupiłam na Allegro, bo to wydanie z 1996 roku (Wyd. Krupski i S-ka), a więc w księgarniach już nieosiągalne. 
Tytuł i nazwisko autora już wiele mówią o tym, czego możemy się spodziewać po zawartości książki.
Badeniowie to stary, galicyjski ród. Na okładce fotografia z czasów międzywojennych, a na niej Stefan Badeni - arystokrata, gentleman  w idealnie (zapewne na miarę) skrojonym garniturze, gdzie mankiet koszuli wystaje przepisowo 1 cm spod rękawa marynarki, na ręce błyszczy zegarek, do tego wszystkiego kamizelka, krawat. Jednym słowem przedwojenna elegancja i szyk. 



Stefan Badeni (1885 - 1961) pochodził z rodziny zasłużonej w Galicji (ojciec był marszałkiem krajowym, stryj premierem Austro-Węgier). On sam uczył się za granicą, studia humanistyczne dla zainteresowanego historią Stefana były najlepszym wyborem. Rezydował w pałacu w Koropcu, nad Dniestrem. Hodował bydło, konie, w majątku były stawy rybne, gorzelnia, wielka uprawa orzechów włoskich i moreli. Jego żoną została Maria z Jabłonowskich, ślub wzięli w Zakopanem. Życie kwitło... do 17 września 1939 roku, gdy spadły w okolicy Koropca pierwsze niemieckie bomby. Dzień później Badeni wraz z rodziną opuścił swój dom, na zawsze. Koropiec leżał tuż przy granicy z Węgrami. Zamieszkali w Budapeszcie uczestnicząc w działaniach konspiracyjnych. W 1944 aresztowany przez Gestapo trafia do obozu Mauthausen.
Doczekał się amerykańskich czołgów, które wyzwoliły obóz w maju 1945 r. Powrotu do Koropca, który leżał już na terenie Związku Radzieckiego nie było. Do Polski też nie wrócił, wybrał emigrację. Zamieszkał w Dublinie, zaczął pisać. Miał dobre pióro, historyczną wiedzę i moc doświadczeń. Drukował w londyńskich "Wiadomościach". Pisał o wojnie, o XIX-wiecznej Galicji, historii europejskiej.
Książka "Świat przedwczorajszy" składa się z różnych tekstów dotyczących XIX-wiecznej Europy, które ogłosił na emigracji. O Luizie Pruskiej, Napoleonie, Habsburgach, Mikołaju I, ostatniej cesarzowej Zycie. Badeni ma świetne pióro, głęboką wiedzę, umiejętność zaciekawienia czytelnika.
Przenosi nas w ten czas przedwczorajszy, dawno zastygły, który jednak pod jego piórem ożywia się i nabiera blasku. Zabiera w podróż po Europie, której już nie ma.

Książkę poprzedza słowo wstępne Karoliny Lanckorońskiej i wprowadzenie (ilustrowane fotografiami) Rafała Habielskiego.

niedziela, 22 września 2013

Książki na jesienne wieczory

Przeglądam zapowiedzi i trafiam często na książki, po które od razu sięgnęłabym ręką i wyciągnęła z ekranu monitora. Jesień w zapowiedziach szykuje się dla mnie ciekawie...
Co tym razem mnie zainteresowało?


Kacper Śledziński "Odwaga straceńców. Polscy bohaterowie wojny podwodnej".
 Od Wydawcy (Znak):

"Marynarze o stalowych nerwach i niezwykłej woli walki. Doskonale wyszkoleni. Niezłomni. Porzuceni na pastwę wroga już w pierwszym dniu wojny. Niezwykła epopeja polskich podwodników – bohaterów, którzy potrafili dokonywać rzeczy niemożliwych.Załoga ORP „Wilk” przez 11 dni kampanii wrześniowej nieustępliwie stawiała czoła naporowi Kriegsmarine, po czym w pojedynkę przedarła się przez ściśle strzeżone cieśniny duńskie. Do Wielkiej Brytanii „Wilk” dopłynął z ciężkimi uszkodzeniami i na oparach paliwa. Byle nadal walczyć z wrogiem.Marynarze ORP „Orzeł” udowodnili całemu światu, czym jest polska brawura. Po internowaniu w Tallinie dokonali spektakularnej ucieczki, by bez map i broni przepłynąć cały Bałtyk. Zaginięcie „Orła” wiosną 1940 roku do dziś pozostaje jedną z największych zagadek polskiej historii.
ORP „Sokół” i ORP „Dzik” – z respektem określane mianem „strasznych bliźniaków” – przez długie miesiące siały spustoszenie na wodach Morza Śródziemnego. Zatopiły i uszkodziły ponad dwadzieścia jednostek wroga.
Bestsellerem Cichociemni Kacper Śledziński położył podwaliny pod zupełnie nową jakość literatury historycznej. W Odwadze straceńców raz jeszcze odkrywa nieznane karty wojennej historii i sylwetki zapomnianych bohaterów. Dzielne załogi polskich okrętów podwodnych wreszcie otrzymują hołd, na który zasłużyły."


 
Jim Powell "Nie usmażysz omletu, nie tłukąc jaj".

Od Wydawcy (Albatros):
"Feliks Żukowski to 61-letni Polak, długoletni komunista-ideowiec, który od końca drugiej wojny światowej mieszka we Francji. Urodził się w Łodzi, lecz w przededniu wojny matka wysłała go wraz ze starszym bratem, Woodrow, do ciotki w Bazylei. Od tamtej pory nie miał kontaktu z rodziną w kraju - ani z bratem, odkąd ten dwa lata później przekroczył granicę francuską, by wstąpić do ruchu oporu.
Feliks od ponad trzydziestu lat wynajmuje to samo paryskie mieszkanie u pani Sandrine Lefevre i wydaje "Guide Jaune", przewodnik po państwach Europy wschodniej adresowany do zachodniej publiczności, "odkłamujący" kapitalistyczną propagandę na temat państw demokracji ludowej. Sześć miesięcy w roku
spędza w podróży po krajach bloku socjalistycznego, zbierając materiały do publikacji. W jego życiu panuje stagnacja, a on sam nie lubi zmian. Nastaje jednak rok 1991 i Europa przestaje być miejscem, do którego przywykł. Upadł mur berliński, znikła żelazna kurtyna, a system, w który Feliks wierzył przez całe dorosłe życie, poniósł porażkę. On sam zmuszony jest na nowo odnaleźć się w zmienionym świecie."

Ludwik Stomma " Stommowisko. O mojej rodzinie i o mnie".
Od Wydawcy (Iskry):
"Czym jest życie? Pasmem szczęścia, sukcesów i radości czy też stałym zmaganiem się z przeciwnościami losu? Trudno tu o jednoznaczną odpowiedź, co autor udowadnia cytując różne na ten temat poglądy: Życie jest tylko przechodnim półcieniem/Nędznym aktorem, który swoją rolę/Przez parę godzin wygrawszy na scenie/W nicość przepada – powieścią idioty/Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą. (William Szekspir); Hej, użyjmy żywota! Wszak żyjem tylko raz. (Adam Mickiewicz); Gorycz i nuda życie, nic więcej, a świat to bagnisko. (Giacomo Leopardi); Życie ludzkie na pozór/to zwykły kawał,/Lecz on nie jest tak prosty,/jakby się zdawał. (Tadeusz Boy Żeleński). Tak już jest, że w naszym życiu splatają się, w różnych proporcjach, radość i gorycz, obowiązki i przyjemności, pewność i zwątpienie, sukcesy i porażki – czy warto żałować chwil, które minęły? W Stommowisku autor opowiada o rodzinie, jej historii i podejściu do życia najbliższych mu osób."

Andrzej Kępiński "Ukraina. Po obu stronach Dniestru".
Od Wydawcy (Znak):
" Polskę z Ukrainą łączą ponad tysiącletnia historia, wojny i wielkie miłości, radości i dramaty, braterstwa broni i przelana krew. A tymczasem? Jesteśmy sąsiadami, żyjemy tak blisko siebie, a prawie nic o sobie nie wiemy. Każdy kraj obiera swój kierunek, Polska na Zachód, Ukraina na rozdrożu. Czy drogi te mają szansę się spotkać?
(...) Autor podkreśla, że wyprawa na Ukrainę może być zupełnie nieprzewidywalna. Z jednej strony osławione stepy Akermanu, ruiny zamków i pałaców pośród malowniczych pól, magia głęboko zakorzeniona w folklorze, przywiązanie do tradycji i serdeczność mieszkańców. Z drugiej zaś wieloetniczność i regionalne separatyzmy, kościoły zamienione na cerkwie, synagogi przekształcone w magazyny, pozory demokracji i zależność od Rosji. Andrzej Kępiński zabiera do kraju pełnego kontrastów, którego wyjątkowość przyciąga jak magnes coraz więcej osób ciekawych świata. Trudno przejść obojętnie obok tej autorskiej wizji podróży! "


Maja, Jan Łozińscy "Życie codzienne arystokracji"

Od Wydawcy (PWN):
"Arystokracja, niegdyś szczególnie uprzywilejowana warstwa społeczna, stanowiła dość zamkniętą, a jednocześnie najzamożniejszą grupę polskiego społeczeństwa. Z rodami panującymi Europy łączyły ją związki krwi i towarzyskie koligacje – zawsze więc budziła zrozumiałe zainteresowanie. Szczyciła się kultywowaniem dobrych obyczajów i wystawnym trybem życia, podkreślającym przynależność do elit.
Autorzy książki oprowadzają nas po pokojach najwspanialszych pałaców – Łańcuta, Rogalina, Nieborowa czy Nieświeża – opowiadając o prywatnym życiu, upodobaniach i zajęciach ich mieszkańców. Jesteśmy obecni przy narodzinach dzieci, zaglądamy do pałacowych jadalni, gościmy na eleganckich ślubach i wystawnych weselach. Bierzemy udział w ulubionych rozrywkach arystokracji: to w posiadłościach znakomitych rodzin wydawano najokazalsze bale, organizowano huczne polowania i jeździeckie eskapady. Tam powstawały pierwsze na naszych ziemiach korty tenisowe, a w garażach pałacu w Jabłonnej można było zobaczyć pierwsze wyścigowe automobile.

piątek, 20 września 2013

Leon Lipkowski - wspomnienia z Kresów

Dziś o książce niezwykłej. Trafiłam na nią przypadkowo przeglądając internet. Już kiedyś spotkałam się z informacją, że Leon Lipkowski napisał i wydał książkę pod tytułem "Moje wspomnienia 1849 - 1912". Wydanie z 1913 roku było prawdziwym unikatem, bo liczyło zaledwie 500 egzemplarzy, wszystkie były numerowane.
Tymczasem kilka lat temu (2009 r.) Stowarzyszenie Domus Polonorum wydało reprint tego tytułu jako  tom I Biblioteki Domus Polonorum.
Książka zyskała przepiękną szatę graficzną. Okładka jest twarda, znakomitej jakości papier, mnóstwo ilustracji czarno-białych. Format książki duży, albumowy.




Leon Lipkowski, ziemianin z Kresów, skoligacony z mnóstwem rodzin tam żyjących przedstawia świat, który kilka lat po wydaniu tej książki miał bezpowrotnie zginąć. Rewolucja bolszewicka położyła kres polskim siedzibom, pałacom, przez lata gromadzonym kolekcjom, skarbom chowanym w dworskich bibliotekach, obrazom przodków od pokoleń wiszących na tych samych ścianach. Lipkowski spisując swe wspomnienia nie przypuszczał nawet, że to ostatnie lata spokoju, egzystencji, która trwała tam od pokoleń, niezmienna. Na kartach książki, pisanej dla rodziny i przyjaciół, pozostawił kawałek tamtego życia.
Pisze o rodzinie, sąsiadach i ich siedzibach, przytacza nieraz anegdoty i ciekawostki. Przede wszystkim pisze z wielką klasą gentlemana, który wyznaje zasadę, że jeśli się już mówi o innych lub pisze, to albo dobrze albo wcale.
Nie ma więc na kartach tej książki pikantnych historyjek, skandalików, ploteczek. Jest za to ukazany świat porządnych ludzi, którzy pracą, zamiłowaniem do ziemi i  tradycji tworzyli ów mit kresowy, który dziś ponownie, po latach milczenia, jest obecny w rożnych publikacjach.

O szacie graficznej już pisałam, ale napiszę jeszcze rzecz ważną. Książka prezentuje mnóstwo fotografii, portretów. Niegdyś wisiały i ozdabiały kresowe rezydencje, dziś... przeważnie nie istnieją. Nieliczne uratowano. 
Większość dorobku polskiej kultury, sztuki, kolekcjonerstwa na Kresach po prostu przepadła. Zrabowana, zniszczona bestialsko przez bolszewickie hordy, które napadając na polskie dwory potrafiły tylko niszczyć, kraść, gwałcić, zabijać. Ale to inna historia...  Kto czytał np. "Pożogę" Zofii Kossak-Szczuckiej wie, o czym piszę.
Książka Leona Lipkowskiego to książka smakowita, dobrze się czyta, dobrze ogląda. To książka na spokojne wieczory, gdy w ciszy możemy zagłębić się w świat dworów, polowań, kuligów, wizyt...

Kilka cytatów z książki:
"Dziś jeszcze pamiętam, z jaką niecierpliwością oczekiwaliśmy ukazania się po drugiej stronie Bohu wielkich kazańskich sani, w sześć koni zaprzężonych, któremi przyjeżdżała siostra z całą gromadką dzieci." (s. 45)

"Wujenka, o ile pamiętam, w czarnej sukni, czepeczku i mantyli, bardzo była sentymentalna i nie pamiętam jej nigdy inaczej, jak roniącej obficie łzy przy każdej rozmowie." (s. 65)

"Bywając w domu Władysławowstwa Branickich, gdzie zawsze doznaję wielu dowodów życzliwości  odczuwam atmosferę starego polskiego gniazda na kresach, pełnego cnót narodowych i rodzinnych, które wniosły do swych ognisk domowych i córki tych zacnych rodów." (s.158)

Wołodarka ze słynną galerią obrazów, Tokarówka koło Nowo-Chwastowa, Nenadycha z pięknym ogrodem kwiatowym, Cybulów, jedna z najwspanialszych stadnin w Stawiszczach, Hajworów... kto dziś wie, gdzie są położone? Jak brzmi ich dzisiejsza nazwa? Ile kamieni zostało z tamtego życia?
Książka ta jest jeszcze jednym, bezcennym świadectwem naszej historii, naszego istnienia także tam, na Wschodzie. W dobie unijnych fajerwerków przypomina o sprawie zasadniczej - polskości. 


*****
Zainteresowanych odsyłam na stronę:
 http://www.domuspolonorum.nobiliscounsels.com/index.php?dzial=recenzja
Można przeczytać recenzję książki Andrzeja Mańkowskiego i obejrzeć galerię książki. 

środa, 18 września 2013

Anna Austriacka - królowa Francji

Od lat czytam serię "Biografie Sławnych Ludzi", którą wydaje PIW. Nie wszystkie tytuły znam, bo nie każda postać interesuje mnie w równym stopniu, ale gdy zobaczyłam w zapowiedziach książkę Wojciecha St. Magdziarza "Anna Austriacka"ucieszyłam się. 
Niegdyś bardzo interesowałam się historią władców Francji, to zainteresowanie pozostało do dziś, ale już nie tak silne. Mimo to z zaciekawieniem wzięłam do ręki biografię królowej Anny.
Pierwszy raz zetknęłam się z tą postacią w książce lub filmie (już nie pamiętam co było pierwsze) "Trzej muszkieterowie". Piękna królowa dręczona przez intryganta, wszechwładnego kardynała Richelieu wzbudzała u widza/czytelnika sympatię. Moją także. W odzyskanie słynnych spinek królowej zamieszany był kawaler d'Artagnan. 



Prezentowana biografia nie ma w sobie nic z wartkiej akcji filmu płaszcza i szpady, ani z powieściowej fantazji Aleksandra Dumasa. To biografia będąca porządną dawką historii. Koligacje, daty, wydarzenia polityczne, dworskie. Przede wszystkim wydarzenia, potem człowiek.
Dla mnie trochę za mało o samej Annie. Jej życie autor odmalował na szerokim tle politycznym ówczesnej Francji i Europy. 
Za mało tu jednak życia, o którym - przynajmniej ja - chętnie bym przeczytała. Kto malował jej portrety? Z czego składało się menu królewskiego stołu? Jakie miała zainteresowania? Jaki wywarła wpływ na ówczesne obyczaje, modę, rozwój sztuki? Czasem jest o tym zaledwie niewielka wzmianka. Trochę za mało.
Brak mi tu także anegdoty, obyczajowego szczegółu.
Nieco więcej o królowej można przeczytać dopiero w połowie książki, gdy po śmierci króla Ludwika XIII związała się z kardynałem Mazzarinim. Majestatyczna, o zielonych oczach, wzbudzała respekt, ale była dość leniwa, jej decyzje były często pochopne i podejmowane zbyt emocjonalnie. 
Anna jako trybik w historii XVII- wiecznej Francji  jest bohaterką tej książki,  ale Anna jako kobieta mająca swe pasje, marzenia, rozterki w zasadzie tu nie istnieje. Szkoda. 
Życie każdego człowieka osadzone jest w epoce i trudno uciec od nakreślenia jej realiów, szczególnie gdy bohaterka jest królową jednego z najpotężniejszych krajów Europy. Jednak epoka przysłoniła tu postać. Może po prostu moje oczekiwania wobec tej książki były inne?

Absolutnie nie zniechęcam do przeczytania książki, bo to solidna, historyczna praca, ale dla mnie ma pewne braki. Po prostu lubię nieco inne biografie. Atutem książki jest jej wydanie - twarda okładka,  książka jest szyta, z wkładką z 8 kolorowymi portretami.

Zainteresowani historią XVII  wieku, a szczególnie historią Francji, będą na pewno lekturą usatysfakcjonowani. Kto jednak liczy na biograficzny portret kobiety - królowej może odczuwać pewien niedosyt. 
Autor jest na pewno ekspertem w historii dziejów Francji, mam w biblioteczce  jeszcze inną jego biografię "Ludwik XIV" (Ossolineum, 1991), która jest historią syna Anny - Króla Słońce.
Książek o Annie wydano wiele, na naszym rynku (chyba jedynie) "Anna Austriaczka i jej dwór" F. de Motteville (Czytelnik, 1978). O wiele częściej wydawano książki o królowej Annie poza Polską, szczególnie, co zrozumiałe, we Francji.




poniedziałek, 16 września 2013

KRAKÓW to jest wielka rzecz

Będąc nie tak dawno temu w Krakowie zajrzałam do składu taniej książki na Grodzkiej. Można się tam zatracić w poszukiwaniach i czasem po naprawdę okazyjnych cenach kupić bardzo wartościowe publikacje.
Tym razem kupiłam VI tom Lapidarium Kapuścińskiego i książkę,  o której chcę dziś napisać - "Kraków to jest wielka rzecz" Stanisława Dziedzica (2012, Petrus).
Książka napisana przez wielkiego pasjonata Krakowa, mówi o sprawach znanych i mniej znanych. Mnie osobiście bardzo zainteresował rozdział "Miasto i muzeum", w którym to możemy przeczytać o najnowszych dziejach Muzeum Czartoryskich, o sporach z Muzeum Narodowym, o ciągłych zmianach w statucie Fundacji i o niepokojach związanych z przyszłością i jednością kolekcji.


To jeszcze jedna z tysięcy książek o Krakowie, mieście posiadającym 7 tysięcy obiektów i zespołów zabytkowych, odwiedzanym rocznie - podobno - przez 8 milionów turystów. Imponujące!
Gdy jestem w Krakowie staram się turystów nie dostrzegać, chodzę swoimi ścieżkami  nieraz nawet tymi zatłoczonymi, ale tu, jak nigdzie indziej, widzę jedynie domy, kamienie, pałace, duchy przeszłości i tych wszystkich znakomitych i sławnych, którzy tu mieszkali, bywali, zaznaczyli swą obecność.
W gruncie rzeczy to MOJE miasto, które kształtowało mnie od dziecka - podczas niedzielnych wycieczek z rodzicami, potem w czasie studiów na jednym z najstarszych uniwersytetów świata i potem także... podczas okazyjnych przyjazdów, ale zawsze przyjazdów "do siebie", do miejsca, które nie jest obce, ale stanowi fragment życia, mnie samej.

Książka "Kraków to jest wielka rzecz" podzielona jest na rozdziały, każdy zawiera przypisy, na końcu mamy notę bibliograficzną, indeks nazwisk i kolorową wkładkę z ilustracjami. Ilustracje, znane akwarele miasta autorstwa Tondosa, to urocze obrazki z epoki, znane wszystkim miłośnikom miasta, ale ja mogę oglądać je w nieskończoność.

                                                                          ******

Skoro już o Krakowie, to jeszcze na koniec mały fotograficzny spacer. Nowością było dla mnie odwiedzenie otwartego w tym roku, po 70 latach, Muzeum im. Emeryka Hutten - Czapskiego, w pięknym pałacyku z ogrodem. Muzeum mieści unikalną w skali europejskiej kolekcję numizmatyczną.

Pałacyk Czapskich od strony ogrodu
Ozdobna misa z wodą i rzeźbą Morfeusza w otoczeniu
kamiennych maszkaronów
Wawel skąpany we wrześniowym słońcu. 



























U wejścia do ogrodów Muzeum Mehoffera

poniedziałek, 9 września 2013

"Jezioro szczęścia", czyli dlaczego pojechałabym do Moses Lake?

W piątek i sobotę czytałam "Jezioro szczęścia" Lisy Wingate. Jak już pisałam książka trafiła do mnie jako nagroda w konkursie organizowanym przez Montgomerry
Spędziłam naprawdę miłe chwile nad książką, która okazała się nie tylko ciekawie opowiedzianą historią, nie tylko romansem, ale także zadziwiająco celną w swych spostrzeżeniach pozycją o życiu, dorastaniu, o trudnych relacjach z rodzicami.
To właśnie rodzic swymi nakazami lub wiarą w nas kształtuje to, czy kiedyś, w dorosłym życiu będziemy odważni czy raczej pasywni. Czy starczy nam determinacji, by coś zmienić? Czy ważne będzie nasze szczęście, chwila fantazji, czy też to, co powiedzą o nas sąsiedzi?


Wydawca napisał o książce:
"Andrea Henderson przeżyła koszmarny rok. Przeprowadzając się do Moses Lake, ani myśli o szukaniu przygód. Z synem u boku postanawia rozpocząć nowe życie. Ma nadzieję, że praca, która (jak słyszała) odmienia losy innych, jej samej przywróci wiarę w siebie, pomoże odnaleźć cel i ukojenie.
Dla nowo mianowanego strażnika leśnego Marta McClendona szukanie celu jest sprawą drugorzędną. Przyjął tę pracę, by uciec z południowo-zachodniego Teksasu, jak najdalej od natrętnych wspomnień tragedii, której nie może sobie wybaczyć.
Gdy w towarzystwie miejscowego odludka pojawia się dziewczynka, losy Marta i Andrei splatają się.
Dzięki dziewczynce mają szansę odnaleźć nadzieję i spełnienie, ale i zbliżyć się do siebie bardziej, niż kiedykolwiek zakładali..."



Andrea to 38 -letnia kobieta, tzw. dziewczyna z dobrego domu. Stosuję specjalnie to określenie, bo jej wychowanie miało zasadniczy wpływ na podejmowane decyzje. Strofowana przez rodziców, którzy zawsze wiedzieli lepiej, żyła w świecie nakazów i zakazów.  Gdy zdobyła się na odwagę, by zacząć wszystko od nowa, zahamowania które w sobie nosi nie dają jej tak do końca rozwinąć skrzydeł. Czasem czuje się nudziarą, kobietą, która nie potrafi tak naprawdę być wolna. Jej nieporadność (scena pierwszej jazdy łodzią z Martem) wynika z faktu, że zawsze chciała (musiała?) być na miejscu, zawsze w ramach, zawsze z wyprasowanym kołnierzykiem.
To nie jest oczywiście złe, ale do końca nie jest też zupełnie dobre.
Wątek romansowy - ciekawy, poprowadzony subtelnie, bez żadnych "seksownych" kawałków jest też jedną z osi tej książki. No cóż, męski bohater jest niczym Robin Hood, silny, zaradny, przystojny. Facet-marzenie. 
Nie mam nic przeciwko romansom w literaturze pod warunkiem, że przedstawione są jako umiejętna analiza psychiki bohaterów, ich przemyśleń, zahamowań, wątpliwości. Tu to znalazłam.
Mieszkańcy malutkiego miasteczka Moses Lake w Teksasie to ludzie żyjący innym tempem, wolnym. Wszyscy się tu znają, atmosfera jest nieco senna, ale przyjazna. 
Polubiłam bohaterów i samo miasteczko Moses Lake także. Mogłabym się tam wybrać, zajrzałabym do miejscowego baru "Przynęta", obejrzała jezioro i skały. A gdybym spotkała strażnika leśnego Marta McClendona chętnie wybrałabym się na przejażdżkę po jeziorze. Czemu nie?

piątek, 6 września 2013

Miłe weekendu początki.

Piątek! Piękna popołudniowa godzina, koniec pracy. Słońce za oknem, delikatny wiaterek, w ogrodzie jeszcze kwitną róże i hortensje.
W planie miłe spędzanie czasu przy kawce, lekturach, w niedzielę może wypad na krótką wycieczkę?
Co umili mi czas? Wszystko na zdjęciu poniżej.


Wygrana w konkursie, który organizowała Montgomerry, prowadząca bloga Słowem malowane.
 To książka "Jezioro szczęścia" Lisy Wingate.
Mój wczorajszy nabytek, wyczekiwana biografia królowej Francji Anny Austriackiej ze znanej serii PIW.
A między lekturami lub w trakcie album, na który już dawno miałam ochotę. Cztery płyty pełne jazzu... których od tygodnia nie miałam czasu do końca przesłuchać.

Miłego weekendu!

wtorek, 3 września 2013

Pomniki... podsumowanie wakacyjnych wojaży

Wrześniowy chłód każe zamknąć czas wakacyjnych wyjazdów, ale w ramach segregowania wspomnień jeszcze mały post o ... pomnikach.
Pisałam już o warszawskich tablicach, zamku królewskim, Wilanowie, wakacjach z Chopinem w Szafarni i Kopernikiem we Fromborku, to czas jeszcze na podsumowanie widzianych, zapamiętanych i sfotografowanych obelisków i  monumentów.
Niektóre z nich są znane, inne mniej. Pomniki zawsze mnie ciekawią. Przystanę, przeczytam, czasem się zadumam lub zdziwię. 
Choć są i tacy, którzy twierdzą, że pomnikami zajmują się przeważnie albo gołębie albo dźwigi...
Chyba jednak nie do końca.

Warszawskie pomniki

Książę Józef przed Pałacem Prezydenckim
Mikołaj Kopernik spogląda na Krakowskie Przedmieście
Adam Mickiewicz
Pomnik Powstania Warszawskiego
Król Jan III Sobieski w Łazienkach
I jeszcze raz zwycięzca spod Wiednia
Na wakacyjnej trasie:

Mikołaj Kopernik we Fromborku
Poznańskie koziołki
Wisława Szymborska na promenadzie w Kórniku
Bolesław Krzywousty w Płocku
Fryderyk Chopin przed pałacykiem w Szafarni

Wiosenne zmiany

Wiosna, zmiany, porządki... Mój blog przeszedł pewne "przemalowanie". Do końca nie jestem jeszcze zadowolona z tych zmian, ale ...

Popularne posty