Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblioteki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblioteki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 grudnia 2019

Rok 2019 - autorskie podsumowanie.

Podsumowanie roku - robić, nie robić? Oto jest pytanie! 
W zasadzie takie podsumowania mają swoje zalety. Porządkują w pamięci pewne rzeczy, a inne przypominają.
Mój blog odwiedzany jest przeze mnie bardzo rzadko, zaprzestałam pisania recenzji czy raczej moich opinii o książkach, bo zwyczajnie nie mam na to czasu. 
Pracuję zawodowo, a w czasie wolnym piszę książki.
Poza tym mam rodzinę, dom, kota... więc trzeba to wszystko jakoś ułożyć i zamknąć w dobie, która niezmiennie ma tylko 24 godziny. 

Co działo się w mijającym powoli roku? Z czym jako autorka się zmierzyłam? Gdzie byłam? Czego dokonałam? 

1. W lutym pojechałam do Grójca na zaproszenie Biblioteki Publicznej. Wygłosiłam w siedzibie tamtejszego Starostwa prelekcję o Zdzisławie Lubomirskim, bohaterze mojej książki "Książę Regent".  Prelekcja kierowana była do uczniów grójeckich szkół.


2. W maju uczestniczyłam po raz kolejny w Warszawskich Targach Książki i rozmawiałam z czytelnikami przy stoisku Wydawnictwa LTW.





3. Podczas warszawskich targów poznałam autorkę książki "Zagraniczne podróże Polek w epoce Oświecenia" Małgorzatę Ewę Kowalczyk, z którą chwilę później miałam przyjemność rozmawiać w Radiu RDC.

Byłyśmy gośćmi audycji „Rody i Rodziny Mazowsza”, a rozmowę poprowadził z nami redaktor Piotr Szymon Łoś. 

Fot. Radio RDC


4. W maju miała miejsce premiera nowego wydania książki Edwarda Raczyńskiego "Pani Róża". Po raz pierwszy podjęłam się zadania zebrania do książki innej niż moja własna, materiału ilustracyjnego. 


5. Wczesna wiosną (a może był to koniec zimy?) podjęłam też decyzję, by zmierzyć się z postacią Zdzisława Tarnowskiego - właściciela zamku w Dzikowie, wielkiego polskiego pana, polityka, myśliwego, hodowcy koni. 
Powstającej książce poświecam (również i teraz w ostatnich dniach roku) wolne chwile. Przez wiele miesięcy na przemian pisałam, szukałam materiałów, czytałam, notowałam, podróżowałam. Czyli tworzyłam biografię. 

Obraz może zawierać: niebo, chmura, dom, drzewo, na zewnątrz i przyroda
Zamek w Dzikowie, który odwiedziłam w lipcu i sierpniu tego roku.


Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Za tymi drzwiami kryją się prawdziwe skarby, miedzy innymi
Archiwum Dzikowskie Tarnowskich.
Długie godziny spedzone w wawelskich murach...

Obraz może zawierać: tabela i w budynku
Godziny spędzone nad książkami...

Plany na 2020?

Opublikowanie biografii Zdzisława Tarnowskiego. 
Będzie to moja 12 książka. 
W przyszłym roku obchodzić będę również 20-lecie mojej autorskiej pracy, co sprzyja wielu refleksjom, podsumowaniom i chęci... literackiego pomilczenia.
A jak będzie - zobaczymy.





sobota, 8 kwietnia 2017

Kustosz i samotnik. Tom poświęcony pamięci Romana Aftanazego.

W marcu 2017 roku pojawiła się nakładem Wydawnictwa Ossolineum niezwykła książka. W roku, w którym przypadł jubileusz dwustulecia tej zasłużonej dla polskiej kultury i nauki instytucji (Zakładu Narodowego im. Ossolińskich) wydano publikację poświęconą pamięci niezwykłego człowieka - Romana Aftanazego.
Dla wszystkich wielbicieli Kresów, rezydencji ziemiańskich, to nazwisko doskonale znane. Aftanazy był bowiem instytucją. Człowiekiem, który sam, bez asystentów, zespołu badawczego, za własne fundusze, po godzinach pracy, przez kilkadziesiąt lat zbierał materiały i pisał wielkie dzieło swego życia - jedenastotomową monografię Dzieje rezydencji na dawnych Kresach Rzeczypospolitej. Pisał w czasach, gdy o Kresach nie mówiono, a szansa na wydanie tych materiałów w PRL-u była w zasadzie żadna. Mimo to nie poddawał się, temat polskich dworów i pałaców na wschód od powojennej granicy był jego życiową pasją.




Książka Kustosz i samotnik nie jest typową biografią, to zbiór niezależnych od siebie rozdziałów, na który składa się m.in. szkic biograficzny o Aftanazym, jego lwowski pamiętnik, wybrane listy czy wspomnienia czynione przez jego nielicznych przyjaciół.
Z całości zgromadzonych wspomnień, listów, biogramu wyłania się ciekawy człowiek, wierny swym pasjom, niezwykle pracowity, życzliwy innym i całe życie tęskniący za swym ukochanym Lwowem.

Roman Aftanazy urodził się w 1914 roku Morszynie koło Stryja, studiował we Lwowie, w młodości dzięki szkolnym przyjaźniom często bywał w poleskich dworach, w 1944 roku zatrudnił się w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich. Szybko dał się poznać jako sumienny pracownik.  Po kartę ewakuacyjną zgłosił się dopiero w 1946 roku. W swym pamiętniku pisał, że gdy wreszcie otrzymał dokument, dzięki któremu mógł pojechać do Polski "uczułem się po prostu głupio. W pewnym momencie żal mi się zrobiło oddanych sowieckich papierów, bo wg nich byłem Polakiem, obywatelem Lwowa. Według nowego dokumentu natomiast stawałem się cudzoziemcem we ... Lwowie. Jak tragiczne bywają nieraz powikłania losu!" (s. 142-143)


Brał udział w przygotowaniach przewozu części zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich do Polski. Wiele z nich uratował. W Przemyślu przejmował zbiory i transportował dalej, do Wrocławia. Tam zresztą zamieszkał. Zawodowo związany był do końca życia z Biblioteką Ossolineum, gdzie zwano go Kustoszem. W jego sercu na zawsze pozostał jednak obraz Lwowa - miasta młodości i utraconych Kresów, do których zawsze tęsknił.

Aftanazy zasłynął jednak z pracy, którą wykonywał poza etatem w Ossolineum. Po godzinach pisał swe wielkie dzieło chcąc uratować od zapomnienia świat kultury ziemiańskiej na Kresach. Jego materiał dokumentacyjny zgromadzony jeszcze przed wojną był imponujący. Gromadził stale nowy korespondując z tysiącami osób. W ciągu 50 lat pracy nad Dziejami rezydencji... wysłał kilkadziesiąt tysięcy listów. Średnio pisał 2-3 dziennie, prosił dawnych właścicieli dworów i pałaców (samo uzyskanie danych adresowych było pracochłonne) o informacje, wspomnienia, fotografie. 
Jego praca była czymś niespotykanym, absolutnie wyjątkowym, szczególnie w czasach, gdy ze względów politycznych wiadomo było, że nikt nie wyda opracowania o Kresach Wschodnich. O jego pracy nikt w Ossolineum nie wiedział, tym bardziej że Roman Aftanazy był człowiekiem skromnym, nie afiszował się ze swymi zainteresowaniami, a przyjaciół, którzy wiedzieli o jego pasji było niewielu. 


Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu 

Przy prowadzonej tak rozległej korespondencji wieść o Aftanazym posiadającym tak niezwykłe materiały rozeszła się szybko w środowisku ziemian i historyków. W 1984 roku odwiedził go we Wrocławiu prof. Mossakowski z Instytutu Sztuki PAN wraz z kolegami. Profesor zapoznał się z imponującym materiałem i postanowił wydać go drukiem. Dwa lata później zaczęto drukować pierwsze tomy, w niewielkim nakładzie, tylko dla bibliotek naukowych. Tytuł, który wybrano miał nie sugerować zakresu terytorialnego, jakiego dotyczyły opisywane siedziby. Pierwsze wydanie dzieła Aftanazego nosiło tytuł Materiały do dziejów rezydencji.
Po 1989 roku dzieło wydało w dobrej szacie graficznej Wydawnictwo ZNiO pod tytułem Dzieje rezydencji na dawnych Kresach Rzeczypospolitej.


W swoich zbiorach mam tylko jeden tom...

W latach 1991-1997 wydano 11 tomów opisujących dzieje prawie 1500 zamków, dworów, pałaców - bezcenne źródło do zachowania pamięci o miejscach, których często już nie ma...
Wykorzystano ponad 6800 ilustracji!
Roman Aftanazy za swe nie mające precedensu w polskiej nauce dzieło został odznaczony i nagrodzony wielokrotnie. Zmarł w 2004 roku, w swym domu. Pochowany został zgodnie ze swym życzeniem na warszawskich Powązkach, pewnie dlatego, że "Powązki znajdują się o tyle bliżej Lwowa..." (s. 207)



            Ciekawostki z życia i pracy Romana Aftanazego:

*  Aftanazy mieszkał na 8 piętrze wrocławskiego wieżowca, na 30 metrach. Gdy przekraczało się próg jego mieszkania odwiedzający mieli wrażenie, że oto przenieśli się do staropolskiego dworu. Stylowe meble, sztychy, obrazy, wartościowy, piękny księgozbiór, miśnieńska porcelana wypełniały mieszkanie badacza.

* Część pieniędzy z licznych nagród, które otrzymał za Dzieje rezydencji... przeznaczył na cele społeczne.

* Po 1946 roku nigdy nie odwiedził rodzinnych ziem, ale przez wiele lat raz w roku wsiadał do pociągu w Przemyślu, który jadąc do Ustrzyk jechał przez skrawek dawnych polskich terenów, które oglądał z okien pociągu...

* Był samotnikiem. Sprawiał wrażenie niedostępnego, ale jednocześnie był człowiekiem bardzo życzliwym i o nieskazitelnych manierach.

* Postępująca choroba oczu spowodowała, że pracował z lupą.

* Lubił wyruszać na krótkie wycieczki w okolicach Wrocławia, m.in. na Ślężę, przypominała mu ona bowiem widok Wysokiego Zamku we Lwowie.

Wspomnienia o Romanie Aftanazym:

"Nie wstawał od biurka całymi dniami, tygodniami, miesiącami - właściwie całymi latami"
                                                                                                            /Jan Kolasa, s. 191/

"Wydaje się, że znał i rozumiał ziemiaństwo często lepiej od tych, którzy byli jego częścią.Czuł się z nim związany bardziej niż z jakąkolwiek grupą społeczną. I usiłował ocalić od zapomnienia to, co wytworzyło wartościowego. Spadkobierca nie  z urodzenia, ale z przekonania, któremu nie obcy był ból utraty skrywany głęboko pod maską sarkazmu."
                                                                                                           /Jan Dowgiałło, s. 206/


W 2014 roku, podczas wizyty w Ossolineum,
sfotografowałam tablicę poświęconą
Romanowi Aftanazemu



wtorek, 26 sierpnia 2014

Książki i ja, czyli o moich skarbach.

W czasie wakacji na blogu Guciamal, a potem także na kilku innych (książkowiec, kaye) można było poczytać bardzo ciekawe posty dotyczące książek, a ściślej naszej osobistej, ukochanej biblioteczki. Naszej, bo domowej.
Wakacje się kończą, sądząc po aurze za oknem mamy już jesień, więc w tych ostatnich dniach sierpnia i ja do zabawy jeszcze dołączę.  Znalazłam trochę czasu na sfotografowanie fragmentów mojej biblioteczki, więc oto Ona.


Ostała się jeszcze jedna półeczka z porcelaną...
Jej los jest jednak przesądzony!
Książki stoją w dwóch rzędach, czego na zdjęciu
oczywiście nie widać.

MOJA BIBLIOTEKA i odpowiedzi na kilka pytań...


Jak powstała twoja biblioteka?

Część książek "od zawsze" była w domu. Sporo kupowała moja Mama,  a potem, gdy i ja połknęłam książkowego bakcyla zaczęłam tworzyć własną bibliotekę. Książki historyczne, biografie, pamiętniki, albumy o sztuce to jej trzon. Jest także trochę "odziedziczonej"  beletrystyki. 

Na zdjęciach przedstawiam jedynie to, co mieści się w jednym pokoju, gdzie znajduje się moje "centrum dowodzenia". Naprzeciw biblioteczki mam wygodny duży stół, laptop, krzesła pełne książek, segregatorów i notatek. Tu piszę, czytam i spędzam najwięcej czasu.




Czy jest jakiś ład w twojej bibliotece? 
Żadnego. Niemniej z dokładnością mogę wskazać, gdzie mam jaki tytuł. 




Ile wydajesz miesięcznie na książki? 

Zbyt wiele...



Czy pożyczasz swoje książki? 

Nie lubię pożyczać książek i w zasadzie tego nie robię. Książki albo potem nie wracają albo wracają, ale już jakieś inne, odmienione, nie takie... Od razu widzę każde zagięcie kartki, rysę na okładce... To taka mała fobia:)




Czy masz emocjonalny stosunek do książek? 
Oczywiście! To moi domownicy. 


Czy robisz notatki w książkach (bazgrzesz, piszesz, zaginasz rogi)? 
W niektórych robię notatki ołówkiem, zaznaczam coś na marginesach, niekiedy przyklejam samoprzylepne, kolorowe karteczki. Dotyczy to tylko tych książek, które wykorzystuję podczas pisania swoich własnych.


Jak szybko czytasz?
Chyba szybko, gdy coś mnie interesuje nie ma siły, by mnie od książki odciągnąć. 

Fragment półki z albumami. Jest na dolnym
regale ze względu na wagę...
Czy wracasz do książek raz przeczytanych? 
Do pamiętników i listów wracam często, poszukując informacji. Jeśli chodzi o beletrystykę to mam trzy tytuły, które czytam od zawsze i to po wielokroć:  Anna Karenina Tołstoja, Lalka Prusa i Łuk Triumfalny Remarque'a.



Ile piszesz dziennie?
Piszę dużo, niekiedy codziennie, potem przerwa. Bywa tak, że nie piszę, bo to nie mój dzień lub po prostu trzeba popracować zawodowo. A potem przychodzi wena... i tak powstają książki.

***

Na koniec fragment półeczki, gdzie trzymam Swoje Książki w liczbie 7. 



"Gdy ktoś czyta, zawsze albo się czegoś nauczy, albo zapomni o tym co mu dolega, albo zaśnie - w każdym razie – wygra."

/Henryk Sienkiewicz/


wtorek, 6 maja 2014

Maj w Beskidzie Śląskim

Znów zrobiło się pięknie i słonecznie. Tak było przez pierwsze dwa dni majówki, które spędziłam w Beskidzie Śląskim. Zielono, słonecznie, w otoczeniu gór, kwitnących azalii i ogromnej ilości... czasu wolnego.
Kawka w cukierni, wizyta w malutkiej księgarence w Ustroniu, gdzie na wystawie zobaczyłam swoją ostatnią książkę, spacerki z widokiem na Wisłę, spojrzenie na kolorowe fontanny, kolejka na Czantorię, a potem - jak dla mnie, rasowego mieszczucha - "daleki i stromy" spacer na szczyt. Zdobyty!

Poniżej krótka fotorelacja.

Na Czantorii

Czantoria (po czeskiej stronie)
Wisła w Ustroniu
Kwitnąca azalia (Górki Wielkie)
W Ustroniu jest niezwykła biblioteka... 
W zabytkowym budynku, ozdobiona wspaniałymi muralami. 

Biblioteka




Panorama Ustronia


piątek, 18 kwietnia 2014

Wielkanocna kolekcja

Biblioteka Narodowa pochwaliła się swymi bogatymi zbiorami i wydobyła z zakamarków magazynów, często niedostępne na co dzień dla oka zwiedzających, eksponaty.
Tym razem piękne świąteczne pocztówki. W stylu retro.
Trafiają do domeny publicznej, więc można z nich bez przeszkód korzystać i przypomnieć ich elegancję i piękno.

                     

                  


zbiory Biblioteki Narodowej;  http://www.polona.pl/

Wszystkim zaglądającym na mojego bloga życzę spokojnych, pełnych dobrych myśli
świątecznych dni.


wtorek, 15 kwietnia 2014

Wiosenny pokaz mody w stylu retro

Wiosenne porządki na półkach zaowocowały przypomnieniem mi, że mam oto taką niewielką książeczkę, w zasadzie broszurkę pt. "Wiosenny pokaz mody w stylu retro. Wystawa żurnali z lat 1833-1939 zachowanych w zbiorach biblioteki zamkowej w Łańcucie."
Książeczka wydana w 1981 roku przez Muzeum-Zamek w Łańcucie ma dziś mocno pożółkłe kartki i jest równie "retro" jak i tematyka, której dotyczy.


Temat wydał mi się szczególnie na czasie, bo wiosna wybuchła ostatnio kwiatami, magnoliami, migdałowcami, tulipanami...

Książeczka, o której piszę to pamiątka wystawy jaka miała miejsce wiele lat temu w Łańcucie. W tamtejszej bibliotece zamkowej zachowały się czasopisma poświęcone modzie, gromadzone przez kolejne właścicielki tej rezydencji.
Całość ma 22 strony, 8 ilustracji czarno-białych i dwie wkładki na kredowym papierze, kolorowe, luźno dołączone do książeczki. Nakład 800 egzemplarzy. Tekst katalogu i organizacja wystawy: Maria Nitkiewicz.

Jest tu wiele ciekawostek, opisów mody w kolejnych sezonach.  Na przykład w 1843 roku zapanowała "moda na uczoność". Suknie ówczesne miały przedziwne nazwy. Modne były suknie à la gramatyk, frak à la profesor lub dyrektor.
Rankiem zakładano suknie muślinowe, a na głowę wkładano "kapotkę" w kolorze ... kapuścianym! 
Temat może wydawać się błahy, ale moda tamtych czasów to nie tylko "historia ubiorów, ale również (...) zjawisko społeczne powiązane z wydarzeniami politycznymi, rozwojem sztuki, kultury i ogólnie cywilizacji" (s. 12).




poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rapperswil - polski zamek w Szwajcarii

Zbierając materiały do mojej kolejnej książki skontaktowałam się, nie po raz pierwszy zresztą, z Muzeum Polskim w Rapperswil.
To unikalne miejsce w dziejach polskiej kultury. Mam nadzieję,  że kiedyś moje  podróżnicze ścieżki zaprowadzą mnie do XIII-wiecznego zamku nad Jeziorem Zuryskim.
Zdjęcie ze strony
http://www.muzeum-polskie.org
Historia polskiego muzeum w Szwajcarii sięga jeszcze XIX wieku. W 1870 roku hrabia Plater otworzył na zamku muzeum polskich pamiątek historycznych. W czasie zaborów opiekowało  się zbiorami wielu wybitnych Polaków. Kolekcja  rozrastała się. Gdy odzyskano niepodległość wypełniono testament hr. Platera, postanowiono wreszcie cenne pamiątki sprowadzić do kraju. 
Wielki powrót nastąpił w 1927 roku. Przejęcie zbiorów podpisał uroczyście marszałek Piłsudski. W 13 wagonach kolejowych jechały do Polski rapperswilskie skarby. Dzieła sztuki, cenne książki  starodruki, mapy,  rękopisy...
Zbiory złożone zostały w różnych miejscach. Część podarowano Muzeum Narodowemu, ale na przykład książki,  archiwalia przejęła jako oddzielny zbiór Biblioteka Narodowa.
Przyszedł czas wojny...
Zbiory biblioteczne po raz pierwszy zagrożone w 1939 roku, zostały doszczętnie (za wyjątkiem niewielkiej części ocalonej przez pracowników biblioteki) spalone po Powstaniu Warszawskim.
Gdyby zostały w Szwajcarii... Gdyby...


Korespondując ostatnio z  obecną panią kierownik Biblioteki w Rapperswilu  pozyskałam zdjęcia, które poniżej prezentuję, a które w przejmujący sposób przypominają nam o stratach poniesionych przez polską kulturę.                                                                                                                                      
Zdjęcie udostępnione mi dzięki uprzejmości pani Anny Piotrowskiej - kierownika Biblioteki Muzeum Polskiego     w Rapperswilu

























Zdjęcie udostępnione mi dzięki uprzejmości
pani Anny Piotrowskiej - kierownika
Biblioteki Muzeum Polskiego w Rapperswilu
Obecnie działające w Rapperswil Muzeum Polskie otwarto w 1975 roku. Jego zbiory zaczęły się powiększać dzięki cennym depozytom i darom . Placówka stała się ważnym miejscem na muzealnej mapie Europy, nie tylko dla Polaków. W 1978 roku  Artur Tarnowski podarował Muzeum wspaniałą kolekcję miniatur, które niegdyś należały do zbiorów w rodzinnym Dzikowie (dziś dzielnica Tarnobrzega). Miniatury, które od 19 pokoleń były w rękach Tarnowskich trafiły do zamku w Szwajcarii.
W 1994 roku wydano okolicznościowy, piękny album - katalog  upamiętniający  wystawę  miniatur rapperswilskich na Zamku Królewskim w Warszawie. 



Jeszcze przed II wojną wydano katalog rapperswilskiej biblioteki. Dziś jest on do przejrzenia w niektórych bibliotekach w Polsce. Posiada egzemplarz Biblioteka Narodowa, Biblioteka Jagiellońska, być może także inne.
Badacze muszą jednak pamiętać, że jest to katalog nieaktualny, gdyż jego zbiory niestety, już nie istnieją...

Warto zajrzeć na  stronę zamku  http://www.muzeum-polskie.org  i wybrać się w wirtualną wycieczkę...

czwartek, 14 lutego 2013

Z miłości do książek...

Szczerze powiem, a raczej napiszę, Walentynek nie lubię. Idea może dobra - przypomnieć ludziom, że istnieją jeszcze inni, że poza naszym własnym egoizmem jest też obok nas ten drugi człowiek. I dobrze go zauważyć, uśmiechnąć się do niego, kupić mu w środku zimy wiosennego tulipana, a może po prostu zabrać go na wino/kawę/herbatę, czy co kto chce, w ulubione miejsce?
Tylko dlaczego otoczka tego importowanego święta jak tak banalna, że aż mdli? Bo mnie mdli. Tak już mam i nic na to nie poradzę. 
Wysyp  serduszek, pluszaczków, poduszeczek, wszelkiej  maści aniołeczków, koteczków i innych "gadżetów" w kolorze czerwonym jest ponad moje siły.
Dziś schodząc na śniadanie (tak się składa, że spędzam urlop w górach) zauważyłam  że wszystkie stoliki udekorowane są brokatowymi serduszkami. Przy szwedzkim stole, między jajkami na twardo a tymi na miękko, pluszowe serduszka, nad ekspresem do kawy zwisa rząd małych mieniących się serduszek, nawet jajecznica wydała mi się lekko czerwona i ułożona w serca? Czy to możliwe? Czy to walentynkowa schizofrenia?
Ale dość rozważań. Niech będzie - Dzień Zakochanych. Zakochanych... na przykład w książkach.


Tytuł mojej urlopowej książki nieoczekiwanie wpisuje się w  dzisiejsze święto - "Miłośnica" Marii Nurowskiej. Zbeletryzowana opowieść o autentycznej postaci Krystynie Skarbek -  polskim szpiegu z czasów II wojny światowej. Była bardzo piękną kobietą, uwodzicielką, arystokratką, a do tego asem wywiadu. Nieprawdopodobnie odważna, spontaniczna, niezwykła.
Dobrze czyta się tę opowieść, a Nurowska prowadzi ją w ciekawy sposób. Mamy tu współczesną dziennikarkę-narratorkę, która na zlecenie szuka materiałów do biografii o Krystynie. Widzimy jak rodzi się fascynacja postacią Skarbek, jak odkrywa kolejne fakty, jak dochodzi do  swych odkryć.
I jeszcze jedna dygresja. Skoro dziś o miłości. Miłość do książek to jedno, ale skoro książki przechowują biblioteki, to w zasadzie i te ostatnie można darzyć uczuciem. Czemu nie?
Spacerując sobie po beskidzkim Ustroniu natrafiłam na ... bibliotekę. W zabytkowym, odnowionym budynku. A na ścianach... murale. Ale jakie!
Z miłości do książek okazuje się, że można namalować wszystko i wszędzie.





czwartek, 3 stycznia 2013

O sztuce w wersji cyfrowej

Wciąż miło wziąć do ręki stary dokument sprzed 150 lat. Niezapomnianych wrażeń dostarczają  obrazy zawieszone na ścianach pilnie strzeżonych muzeów, przed którymi możemy się zatrzymać, chłonąć, podziwiać. To obcowanie ze sztuką  „sam na sam”, ale taką realną, prawie dotykalną ma swój niezaprzeczalny walor, ale… postępu, który dokonał się w dziedzinie przechowywania i udostępniania  zbiorów, akt, dzieł sztuki nie da się już zatrzymać. Nowe czasy, nowe technologie… 
Powstały muzea i biblioteki  cyfrowe, a w 2008 roku zaczęło działać  NAC – Narodowe Archiwum Cyfrowe - skarbnica wiedzy, zapis czasów minionych po wykonaniu kilku kliknięć myszką.

Wirtualne obcowanie ze sztuką ma pozytywne strony: zaoszczędzamy czas, poznajemy dzieła niejednokrotnie dotąd niedostępne, schowane głęboko w magazynach tych wielkich instytucji.
Dla wszystkich badaczy, osób zbierających informacje o dawnych czasach i wszystkich „ciekawskich” ten sposób udostępniania jest wygodny i naprawdę bardzo cenny. Może odbiera  poszukiwaniom nieco czaru. Bo czym innym jest dotknięcie starego listu czy fotografii, a czym innym odczytywanie  go z ekranu komputera.

POLECAM szczególnie:
NAC
Cyfrowa Biblioteka Narodowa (CBN Polona)

Europeana
Cyfrowe Muzeum Narodowe w Warszawie

iMNK – wirtualne Muzeum Narodowe w Krakowie 

wtorek, 18 grudnia 2012

Przegląd dawnej prasy, czyli „Kurier Warszawski” donosi…

Podczas pisania książek osadzonych w dawnych epokach bardzo przydatna do zebrania wielu ciekawostek i informacji  jest ówczesna prasa.
Wiek XIX to jej ogromny rozwój, a numery „Kuriera Warszawskiego”, „Tygodnika Ilustrowanego”, „Czasu”, „Dziennika Poznańskiego”  i wielu innych gazet można dziś odnaleźć nie ruszając się z domu. Biblioteki Cyfrowe publikują dziś całe roczniki znacznie ułatwiając pracę badaczom. Są jednak i takie tytuły, do których dostęp jest utrudniony, często są  to gazety, których numery dostępne są  tylko w  kilku bibliotekach  w Polsce…

Przegląd dawnej prasy wymaga cierpliwości  i sporej dawki  wolnego czasu. Wówczas możemy zagłębić się w dawny świat, dotknąć go, zobaczyć prawie z bliska… Trzeba przyznać, że lektura prasy z XIX stulecia jest naprawdę fascynująca. Doniesienia ze świata, wiadomości bieżące, felietony znanych pisarzy, ale i ogłoszenia, reklamy, wszystko to ma zupełnie inny styl, inny smak niż dziś.