Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W księgarni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W księgarni. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 maja 2019

Pani Róża

Właśnie ukazało się w Wydawnictwie LTW kolejne wydanie znanej książki pióra Edwarda Raczyńskiego "Pani Róża". Piszę o tym nie tylko dlatego, by zwrócić uwagę czytelników na tę książkę, ale również i z tego powodu, że włożyłam w powstanie tej pozycji trochę pracy.



Podjęłam się zadania zebrania do tej publikacji materiału ilustracyjnego.  Przed laty napisałam biografię kuzynki, szwagierki, a wreszcie rywalki Róży Raczyńskiej - Marii Beatrix z Krasińskich Raczyńskiej ( "Pani na Złotym Potoku"). To znacząco ułatwiło mi pracę. 
Kiedyś, gdy zwiedzałam zamek w Baranowie Sandomierskim zapamiętałam piękny portret Róży pędzla znanego portrecisty Winterhaltera i gdy Wydawnictwo LTW zapropoznowało mi opracowanie graficzne nowego wydania "Pani Róży" widziałam już oczami wyobraźni ten "baranowski" portret na okładce książki.  I tak się stało. Trzeba tu doprecyzować, że portret jest własnością Muzeum Narodowego w Warszawie, a w Baranowie jedynie zdobi jedną z zamkowych ścian.





























W książce znalazły się między innymi  niepublikowane dotąd zdjęcia z Archiwum Potockich w Krzeszowicach - koperty, listy, czesto na ozdobnym papierze.  Szereg fotografii ze zbiorów AGAD w Warszawie, Biblioteki Narodowej, Muzeum Romantyzmu w Opinogórze, Muzeum Regionalnego im. Z. Krasińskiego w Złotym Potoku, Fundacji im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu, a także współczesne zdjęcia pałaców i zamków. 

Serdecznie polecam nowe wydanie "Pani Róży", do przeczytania, do obejrzenia, do smakowania...






czwartek, 25 października 2018

Książę Regent. Opowieść o Zdzisławie Lubomirskim

Jest. Nowa książka. Jedenasta biografia w ciągu 18 lat. Licząc od debiutu w grudniu 2000 roku.
Powstawanie tej książki od początku było inne.
Po raz pierwszy to nie ja wybrałam bohatera, ponieważ zaproponowano mi napisanie tej biografii. 
Ja - od zawsze pisząca o kobietach, tym razem napisałam o mężczyźnie.
Kilka minut po tej propozycji uczynionej w pałacu w Małej Wsi (dawnej posiadłości Lubomirskiego) miałam już gotowy tytuł. A tytuł, moi czytelnicy może wiedzą, zawsze u mnie powstaje na końcu. Bo w tytułach to ja jestem kiepska. 




Choć przewertowałam i przeczytałam tysiące stron archiwalnych akt, to praca poszła niespodziewanie szybko i sprawnie. 
Kiedyś ktoś mnie zapytał: Jak to przeczytała pani tysiące akt, ale książka wcale nie jest taka gruba!
Nie jest. Bo nie musi być gruba. Czytam 100 listów i wypisuję z tego stronę ciekawych cytatów. Potem zabieram się za kolejne sto i znów strona lub dwie do wykorzystania.
Lubię stare dokumenty, lubię trzymać w rękach listy ludzi, których już nie ma. Zastygłe, zachowane po setkach lat pożółkłe kartki, z zapisem jakiś ulotnych chwil, ważnych w tamtym momencie spraw...
Gdy nie ma sięgnięcia do źródeł, gdy autor nie dokonuje żadnych własnych odkryć, gdy czerpie wiedzę tylko z internetu albo kilku dostępnych w każdej bibliotece publikacji, to dla mnie to nie jest wartościowa pozycja. Na taką po prostu szkoda mi czasu. 
Lubiąc swoją pisarską pracę (którą wykonuję w czasie wolnym od mojej etatowej, z pisaniem książek nie mającej nic wspólnego),  a przede wszystkim szanując czytelnika, tworzę książkę  z ogromną ilością cytatów z listów, dokumentów i ozdobioną fotografiami dostępnymi często tylko w archiwach, niepublikowanych do tej pory. Chcę, by zostało opublikowane coś nowego, do czego może nawet nikt jeszcze nie dotarł. Chodzenie po ścieżkach wydeptanych przez innych jest wygodne, ale zbyt łatwe. Ja lubię kroczyć swoimi, często poza szlakiem, trudniejszymi, tam zawsze czeka coś... czego jeszcze nikt nie zobaczył. 





Tak jest także i tym razem. Wiele spraw, o których piszę  w "Księciu Regencie" jest ogólnie znana. Ale prywatna korespondencja Lubomirskich z Tarnowskimi przechowywana na Wawelu oraz dokumenty z warszawskiego AGAD-u rzuciły sporo światła na to, kim był książę Zdzisław. 
Zamówiłam sporo zdjęć specjalnie do tej publikacji - wizytówki, ozdobne menu, zaproszenia, listy na ciekawych papeteriach. To potęguje odczuwanie smaku epoki...






























Kim był mój bohater?


Człowiek posiadający „pewne cnoty, które ludzi pociągają, i pewne wady, które ludzie wybaczają. Reprezentacyjny wyjątkowo, o pięknej męskiej, jakby stale ogorzałej twarzy, o postaci krzepkiej, w każdym calu rasowy, dziarski, szorstki momentami, obraca się z jednakową swobodą w salonie, w sali narad, w taniej kuchni na Starym Mieście (…) w temperamencie jego nie ma nic z surowości zakonnika. (…) Nie gardził rozrywką, nie stronił od uciechy. Chętnie za zwierzem dzikim po zielonej kniei gonił i najmilszym towarzyszem był w klubie, w wykwintnych salonach rozmarzone spojrzenia tkliwie za nim błądziły…” – w ten sposób w „Dzienniku Polskim” z 1915 roku został przedstawiony książę Zdzisław Lubomirski – mąż Marii z Branickich, prezydent Warszawy, od 1917 roku członek Rady Regencyjnej. 
Opowieść o jego życiu przenosi nas w jakże fascynujące, ale też burzliwe czasy przełomu XIX i XX wieku i pokazuje, z jakimi dylematami musieli zmagać się ci, którzy na swoich barkach dźwigali losy ojczyzny…
Obchodzone w tym roku stulecie niepodległości Polski to doskonała okazja, aby przypomnieć czytelnikom życie Księcia Regenta – jednej z ważniejszych postaci tamtej epoki. 


Wstęp do książki napisał Prezes Fundacji Książąt Lubomirskich Pan Jan Lubomirski-Lanckoroński. Fundacja przyznała mi również w podziękowaniu za promowanie roli rodu Lubomirskich w odzyskaniu niepodległości Polski pamiątkowy medal. 



Patronat nad książką objęła Fundacja Książąt Lubomirskich i Pałac Mała Wieś.

sobota, 8 kwietnia 2017

Kustosz i samotnik. Tom poświęcony pamięci Romana Aftanazego.

W marcu 2017 roku pojawiła się nakładem Wydawnictwa Ossolineum niezwykła książka. W roku, w którym przypadł jubileusz dwustulecia tej zasłużonej dla polskiej kultury i nauki instytucji (Zakładu Narodowego im. Ossolińskich) wydano publikację poświęconą pamięci niezwykłego człowieka - Romana Aftanazego.
Dla wszystkich wielbicieli Kresów, rezydencji ziemiańskich, to nazwisko doskonale znane. Aftanazy był bowiem instytucją. Człowiekiem, który sam, bez asystentów, zespołu badawczego, za własne fundusze, po godzinach pracy, przez kilkadziesiąt lat zbierał materiały i pisał wielkie dzieło swego życia - jedenastotomową monografię Dzieje rezydencji na dawnych Kresach Rzeczypospolitej. Pisał w czasach, gdy o Kresach nie mówiono, a szansa na wydanie tych materiałów w PRL-u była w zasadzie żadna. Mimo to nie poddawał się, temat polskich dworów i pałaców na wschód od powojennej granicy był jego życiową pasją.




Książka Kustosz i samotnik nie jest typową biografią, to zbiór niezależnych od siebie rozdziałów, na który składa się m.in. szkic biograficzny o Aftanazym, jego lwowski pamiętnik, wybrane listy czy wspomnienia czynione przez jego nielicznych przyjaciół.
Z całości zgromadzonych wspomnień, listów, biogramu wyłania się ciekawy człowiek, wierny swym pasjom, niezwykle pracowity, życzliwy innym i całe życie tęskniący za swym ukochanym Lwowem.

Roman Aftanazy urodził się w 1914 roku Morszynie koło Stryja, studiował we Lwowie, w młodości dzięki szkolnym przyjaźniom często bywał w poleskich dworach, w 1944 roku zatrudnił się w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich. Szybko dał się poznać jako sumienny pracownik.  Po kartę ewakuacyjną zgłosił się dopiero w 1946 roku. W swym pamiętniku pisał, że gdy wreszcie otrzymał dokument, dzięki któremu mógł pojechać do Polski "uczułem się po prostu głupio. W pewnym momencie żal mi się zrobiło oddanych sowieckich papierów, bo wg nich byłem Polakiem, obywatelem Lwowa. Według nowego dokumentu natomiast stawałem się cudzoziemcem we ... Lwowie. Jak tragiczne bywają nieraz powikłania losu!" (s. 142-143)


Brał udział w przygotowaniach przewozu części zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich do Polski. Wiele z nich uratował. W Przemyślu przejmował zbiory i transportował dalej, do Wrocławia. Tam zresztą zamieszkał. Zawodowo związany był do końca życia z Biblioteką Ossolineum, gdzie zwano go Kustoszem. W jego sercu na zawsze pozostał jednak obraz Lwowa - miasta młodości i utraconych Kresów, do których zawsze tęsknił.

Aftanazy zasłynął jednak z pracy, którą wykonywał poza etatem w Ossolineum. Po godzinach pisał swe wielkie dzieło chcąc uratować od zapomnienia świat kultury ziemiańskiej na Kresach. Jego materiał dokumentacyjny zgromadzony jeszcze przed wojną był imponujący. Gromadził stale nowy korespondując z tysiącami osób. W ciągu 50 lat pracy nad Dziejami rezydencji... wysłał kilkadziesiąt tysięcy listów. Średnio pisał 2-3 dziennie, prosił dawnych właścicieli dworów i pałaców (samo uzyskanie danych adresowych było pracochłonne) o informacje, wspomnienia, fotografie. 
Jego praca była czymś niespotykanym, absolutnie wyjątkowym, szczególnie w czasach, gdy ze względów politycznych wiadomo było, że nikt nie wyda opracowania o Kresach Wschodnich. O jego pracy nikt w Ossolineum nie wiedział, tym bardziej że Roman Aftanazy był człowiekiem skromnym, nie afiszował się ze swymi zainteresowaniami, a przyjaciół, którzy wiedzieli o jego pasji było niewielu. 


Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu 

Przy prowadzonej tak rozległej korespondencji wieść o Aftanazym posiadającym tak niezwykłe materiały rozeszła się szybko w środowisku ziemian i historyków. W 1984 roku odwiedził go we Wrocławiu prof. Mossakowski z Instytutu Sztuki PAN wraz z kolegami. Profesor zapoznał się z imponującym materiałem i postanowił wydać go drukiem. Dwa lata później zaczęto drukować pierwsze tomy, w niewielkim nakładzie, tylko dla bibliotek naukowych. Tytuł, który wybrano miał nie sugerować zakresu terytorialnego, jakiego dotyczyły opisywane siedziby. Pierwsze wydanie dzieła Aftanazego nosiło tytuł Materiały do dziejów rezydencji.
Po 1989 roku dzieło wydało w dobrej szacie graficznej Wydawnictwo ZNiO pod tytułem Dzieje rezydencji na dawnych Kresach Rzeczypospolitej.


W swoich zbiorach mam tylko jeden tom...

W latach 1991-1997 wydano 11 tomów opisujących dzieje prawie 1500 zamków, dworów, pałaców - bezcenne źródło do zachowania pamięci o miejscach, których często już nie ma...
Wykorzystano ponad 6800 ilustracji!
Roman Aftanazy za swe nie mające precedensu w polskiej nauce dzieło został odznaczony i nagrodzony wielokrotnie. Zmarł w 2004 roku, w swym domu. Pochowany został zgodnie ze swym życzeniem na warszawskich Powązkach, pewnie dlatego, że "Powązki znajdują się o tyle bliżej Lwowa..." (s. 207)



            Ciekawostki z życia i pracy Romana Aftanazego:

*  Aftanazy mieszkał na 8 piętrze wrocławskiego wieżowca, na 30 metrach. Gdy przekraczało się próg jego mieszkania odwiedzający mieli wrażenie, że oto przenieśli się do staropolskiego dworu. Stylowe meble, sztychy, obrazy, wartościowy, piękny księgozbiór, miśnieńska porcelana wypełniały mieszkanie badacza.

* Część pieniędzy z licznych nagród, które otrzymał za Dzieje rezydencji... przeznaczył na cele społeczne.

* Po 1946 roku nigdy nie odwiedził rodzinnych ziem, ale przez wiele lat raz w roku wsiadał do pociągu w Przemyślu, który jadąc do Ustrzyk jechał przez skrawek dawnych polskich terenów, które oglądał z okien pociągu...

* Był samotnikiem. Sprawiał wrażenie niedostępnego, ale jednocześnie był człowiekiem bardzo życzliwym i o nieskazitelnych manierach.

* Postępująca choroba oczu spowodowała, że pracował z lupą.

* Lubił wyruszać na krótkie wycieczki w okolicach Wrocławia, m.in. na Ślężę, przypominała mu ona bowiem widok Wysokiego Zamku we Lwowie.

Wspomnienia o Romanie Aftanazym:

"Nie wstawał od biurka całymi dniami, tygodniami, miesiącami - właściwie całymi latami"
                                                                                                            /Jan Kolasa, s. 191/

"Wydaje się, że znał i rozumiał ziemiaństwo często lepiej od tych, którzy byli jego częścią.Czuł się z nim związany bardziej niż z jakąkolwiek grupą społeczną. I usiłował ocalić od zapomnienia to, co wytworzyło wartościowego. Spadkobierca nie  z urodzenia, ale z przekonania, któremu nie obcy był ból utraty skrywany głęboko pod maską sarkazmu."
                                                                                                           /Jan Dowgiałło, s. 206/


W 2014 roku, podczas wizyty w Ossolineum,
sfotografowałam tablicę poświęconą
Romanowi Aftanazemu



wtorek, 21 lutego 2017

Pszczyńska galeria portretów

Publikacja wydana przez Muzeum Zamkowe w Pszczynie pt." Galeria portretów. W kręgu wolnych panów, hrabiów i książąt pszczyńskich. Przewodnik po wystawie stałej" autorstwa Sylwii Smolarek-Grzegorczyk i Marcina Nygi to bardzo pięknie wydana książka. Dla wszystkich interesujących się dziejami arystokracji, historią pałaców i zamków, wielbicieli sztuki portretowej na pewno jest to książka warta uwagi. 
Nie okładka stanowi o jej wartości, ale umieszczenie na niej znanego i chyba najpiękniejszego wizerunku słynnej księżnej Daisy jest zabiegiem zrozumiałym i moim zdaniem bardzo trafionym. Książka przyciąga bowiem uwagę.


W zasadzie jest to przewodnik po wystawie i album, gdyż warstwa ilustracyjna jest tu najważniejsza. Do spaceru po kolejnych komnatach zaprasza "Wprowadzenie",  w którym autorzy wyjaśniają znaczenie rodzinnych kolekcji portretów, owych starannie gromadzonych latami galerii przodków.
Na wystawę wybrano około 70 portretów, rzeźby, grafiki, rysunki kredką, pastele czy fotografie. Całość wydania podzielona jest na 3 części - Komnata I, Komnata II i Komnata III. Każdy rozdział poprzedzony jest  zdjęciem właściwej komnaty, drzewem genealogicznym prezentowanych rodzin i wreszcie prezentacją ikonograficzną samych obiektów i krótkim ich omówieniem, a w niektórych wypadkach niewielkimi informacjami biograficznymi.


Mamy tu dzieła różnych artystów, nieokreślonych malarzy, ale jest też znakomity szkic olejny Philipa de László przedstawiający Hansa Henricha XI Hochberga czy wreszcie portrety księżnej Daisy, a nawet pasek z turkusami widoczny na portrecie z okładki.
Z przyjemnością czytałam, oglądałam, tym bardziej, że w opisach znalazłam także kilka nieznanych mi do tej pory szczegółów. Zdecydowanie polecam!


niedziela, 22 maja 2016

Panie kresowych siedzib

" Wielkie damy, patriotki, kolekcjonerki, filantropki, strażniczki ognisk domowych i tradycji, posażne córki magnatów, z biegiem lat zmieniające się w dostojne matrony – panie na kresowych włościach. Spoglądają na nas milcząco z portretów zdobiących ściany muzeów. Ich wspaniałe domostwa w Pietniczanach na Podolu, Szpanowie na Wołyniu, legendarnych Antoninach, Wierzchowni, Białej Cerkwi, Nieświeżu, Połoneczce i wielu innych malowniczych miejscach albo istnieją dziś tylko na fotografiach w sepii – zmiecione podmuchem rewolucji i wojen, albo pełnią całkiem inne funkcje, jakże dalekie od domowego zacisza. To one – kresowe damy i ich rezydencje – są bohaterkami zbioru szkiców biograficznych pt. Panie kresowych siedzib. Przenieśmy się więc w czasie za sprawą tej książki i sprawdźmy, czy zechcą uchylić rąbka dawnych swych tajemnic…"






















Zapraszam do zapoznania się z moją najnowszą książką. Tym razem bohaterkami są panie z kresowych dworów i pałaców.
Było to życie mające zupełnie inny koloryt niż obecne.  Mylił się będzie ten, kto sadzi, że mowa w książce jest jedynie  o pięknych damach otulonych drogocennymi szalami i koronkami. Poza balami i polowaniami jest także codzienne życie wypełnione niejednokrotnie pracą, czasem pełne wyrzeczeń, gdy trzeba było ratować od ruiny ojcowiznę. 
Każdy szkic, każdy portret-rozdział jest inny, bo dotyczy innej postaci, innej rodziny, innego miejsca. 

Tło okładki stanowi pocztówka ze zbiorów Biblioteki Narodowej przedstawiająca siedzibę Radziwiłłów w Nieświeżu




















Kim są moje bohaterki? 

Niektóre umierają zbyt młodo pozostawiając ogromny żal w rodzinie, która upamiętnia je stawiając w pałacowych parkach pomniki lub budując kościoły.

Są artystki -amatorki, których prace do dziś przetrwały w muzealnych zbiorach i przypomniane zostały w tej książce.
Są kobiety przechodzące wielką przemianę duchową, z pustych salonowych lalek, w kobiety świadome i zaangażowane społecznie.
Są muzy pisarzy, które zostały ich żonami.
Są strażniczki domowych skarbów, które do końca wytrwały na swych placówkach przypłacając oddanie i wierność rodzinnemu gniazdu, którego nie chciały opuścić w obliczu rewolucji, życiem. 
Są wielkie damy znane w całej Europie, posiadające swe domy od modnej Riwiery po urodzajną Ukrainę...

W obliczu dziejowych wypadków ich wspaniałe zamki zamieniały się  niejednokrotnie w szpitale,  a one same podążały za swymi mężami na zesłanie...

Są matki, wdowy, panny, żony i kochanki. Szczęśliwe i rozczarowane, ambitne i bierne, oryginalne i odważne, subtelne i delikatne...

Każdy z 21 rozdziałów to osobny portret, niepowtarzalna ludzka historia. 

Przekonajcie się sami, czytając książkę, czy wybór jaki uczyniłam portretując TE właśnie damy, był ciekawy i słuszny? 



Wydawnictwo LTW.
Okładka twarda, 280 stron.

Jak zawsze w swoich publikacjach dokładam wielkich starań, by zgromadzić ciekawy, często jeszcze niepublikowany, materiał ilustracyjny. Tak jest także i tym razem, książkę znacząco wzbogaca (i dopełnia treść) 145 ilustracji.

"Wykaz ilustracji" zamieszczony na końcu odeśle zainteresowanych do miejsca
przechowywania oryginałów fotografii, portretów czy rzeźb.

Obszerna bibliografia będzie na pewno inspiracją do kolejnych lektur.


Recenzje:

Recenzja na blogu: Szczur w antykwariacie
Recenzja na blogu: Słowem malowane
Recenzja na blogu: Czytam Po Polsku

Recenzja na blogu Notatnik Kaye


piątek, 12 czerwca 2015

Zamykam oczy i widzę...

Stanisław Cieński spisał swe wspomnienia w czasach, gdy świat, który opisywał i zachował w sercu odszedł już na zawsze. Ziemiańskie życie na Kresach skończyło się, ale pozostało nie tylko w sercach i pamięci tamtych ludzi, pozostało także na kartach ich wspomnień. Po to, by nowe pokolenia nie zapomniały, by miały świadomość, że tak było...

               






















Szczerze przyznam o rodzinie Cieńskich nie wiedziałam do tej pory nic. Już pierwsze karty książki dały mi rozeznanie, że to ród stary (pierwsze ślady pozostawił w 1303 roku Włostek z Cieni herbu Pomian), skoligacony z Dzieduszyckimi, Szembekami, Czartoryskimi... Ród wojowników, którzy przemierzali bojowe szlaki walcząc z Tatarami i Turkami, wsławiając się pod Wiedniem czy Parkanami. Ukochali Kresy, tu mieli posiadłości. Ojciec autora - Tadeusz Cieński poślubił Marię Dzieduszycką, która wniosła w posagu majątek w Pieniakach, na Podolu.

To właśnie Pieniaki - ukochana siedziba otoczona wspaniałymi lasami, z wielkim tarasem od strony ogrodu, storczykarniami, oranżeriami, z wnętrzami wypełnionym książkami, dziełami sztuki składała się na dom,  w którym rodzina czuła się szczęśliwa.


Pieniaki przed I wojną światową

Autor ma doskonała pamięć, powrót do dawnych lat maluje ze szczegółami, pamięta osoby, wydarzenia, przytacza nieraz anegdoty. Najpiękniej jednak kreśli swój ogromny zachwyt nad przyrodą. Ziemia nie ma dla niego tajemnic. 

Pasjonuje go także polowanie, sport i ... samochody! W 1908 roku jego ojciec kupił w Wiedniu samochód. Włoska marka "Itala", siedzenia obite czerwoną lakierowaną skórą, beżowa karoseria, w razie deszczu nastawiano budę. Numer rejestracyjny S.61. 
"S" było przynależne Galicji, a potem następował numer porządkowy. W 1908 roku w Galicji był więc to 61 samochód. Gdy latem rodzice zabrali wszystkie dzieci w dalszą podróż i przemierzali Podole sunąc gościńcem wzbudzali w miejscowej ludności, która pierwszy raz widziała pojazd bez koni nie tylko zdziwienie, ale nawet przerażenie.

Czas płynie, rok za rokiem. Przyglądamy się dorastaniu autora, jego karierze ucznia i studenta, wstąpieniu do wojska, gorących i wiekopomnych chwilach kończących I wojnę światową i wreszcie powrotowi do zrujnowanych wojną ukochanych Pieniak. 
Wycięto połacie lasów (potrzebowano drewna do budowy okopów), zdewastowano majątek, spalono pałac... Determinacja młodego człowieka była wielka. Zniszczone nie znaczy przepadłe. Stanisław Cieński uporem, pracą, zapałem doprowadził Pieniaki do ponownego rozkwitu. Ze względu na koszty nie zdecydował się na odbudowę pałacu, ale podolskie Pieniaki zbyt ukochał, by tu nie zamieszkać, zbudował więc dom.



W latach międzywojennych powodziło mu się dobrze, odziedziczone i świetnie zarządzane dobra przynosiły dochody, a on bawił w Wiedniu, Paryżu, Monte Carlo... Wreszcie ożenił się, na świat przyszły dzieci. Sielankę przerwała kolejna wojna. Wojna, która miała wszystko zmienić i położyć kres temu,  co tak bardzo ukochał i czego częścią był on sam ze względu na pochodzenie, styl i sposób życia.
Karty dotyczące II wojny światowej przynoszą już inne opisy, inny klimat, co zrozumiałe. Cieński poważnie ranny we wrześniu 1939 roku sporo czasu przebywa w wojskowych szpitalach, w których warunki, sposoby leczenia, brak wszystkiego, ostrzały, ewakuacje nie sprzyjały wyzdrowieniu. W szpitalu otrzymał wiadomość, że odznaczony został Orderem Virtuti Militari za udział w kampanii wrześniowej. Tęsknił za rodziną, wracał myślami do Pieniak, wyczekiwał wiadomości o najbliższych. Część jego znajomych znalazła się w obozie w Starobielsku, część była już za granicą, inni wysiedleni przez Sowietów z własnych domów uciekli, tułali się po rodzinie. 
On - wojenny inwalida, broni do ręki już nie wziął, w 1941 przedarł się do Pieniak, po raz ostatni zobaczył ojcowiznę. Nie przypuszczał, że to ostatni raz, sądził, że wróci, że będzie po dawnemu...
Wspomnienia Stanisław Cieński doprowadził do 1945 roku, gdy wraz z rodziną bez środków do życia, jedną furą zjechał do Krakowa. 
Tu dożył swych dni, zmarł w 1993 roku, w wieku 95 lat - ale to wiemy już z "Posłowia do pamiętnika ojca" zamieszczonego na końcu książki, które spisał Tadeusz Cieński. 
Syn autora spisał krótko dalsze dzieje rodziny. W 1995 roku postanowił wraz z synem Jasiem pojechać do Lwowa, gdzie odnalazł dom swej babki, odszukał grób dziadka, a potem pojechali do ... Pieniak.
Zabudowania  folwarku, dom, park wszystko zostało zniszczone, z parku pozostało jedno drzewo. Gdzieś dalej kawałek muru, z którego syn i wnuk autora książki wzięli na pamiątkę kawałki kamieni... 


***
Stanisław Cieński nigdy nie zaakceptował systemu, który zabrał mu ukochany dom. Bolesna strata powodowała, że "prawie każdej nocy śni  mi się pieniacki las i stawy" - pisał.
Zanurzmy się wraz z autorem w ten dawny świat. Wybierzmy się na wędrówkę jedyną w swoim rodzaju, do czasów i miejsc, których już nie ma, a jeśli nawet przetrwały, dziś pełnią już inną rolę, istnieją w innej rzeczywistości...

"Zamykam oczy i widzę..." to książka, którą będziemy się delektować, niespiesznie, w spokoju. To wspomnienia pisane sercem człowieka, który umiłował ziemię, na której przyszło mu żyć. Nie tylko ją kochał, nie tylko szanował, dotykał wzrokiem, słuchał jej piękna, potem za nią tęsknił, by wreszcie opisać i w ten sposób jeszcze raz wrócić na Kresy. 

Zamknijmy wraz z autorem oczy i zobaczmy jego świat. Piękny świat...



Stanisław Cieński, Zamykam oczy i widzę...,  Wydawnictwo LTW, 2015.
Oprawa twarda, ilustracje w tekście.


czwartek, 16 kwietnia 2015

Listy z Kresów. Opowieść o Józefie z Moszyńskich Szembekowej.

Właśnie ukazała się moja ósma książka, a piąta wydana w Wydawnictwie LTW.
Tym razem to "Listy z Kresów. Opowieść o Józefie z Moszyńskich Szembekowej."




O książce:

Józefa z Moszyńskich Szembekowa to córka patrioty i zesłańca syberyjskiego Piotra Moszyńskiego, a zarazem dziedziczka milionowej fortuny. Ładna i bajecznie bogata, nie związała swego życia z księciem Romanem Sanguszką, który zafascynował ją podczas spotkania w Kijowie. Wyszła za mąż wbrew swemu sercu, ale z czasem stała się oddaną żoną i kochającą matką. Józefa Szembekowa bywała w Warszawie, Krakowie, podróżowała po Europie, ale to ukochany dom w Ujściu, na Podolu, stał się jej przystanią. Stamtąd pisała listy, których jednym z adresatów był Piotr Moszyński. Ta niezwykła korespondencja to kilkusetstronicowy zapis nie tylko miłości do ubóstwianego ojca-zesłańca, ale też obraz kresowego życia przepędzanego wśród ukraińskich stepów. Ponoć szczęście nie było pisane tej rodzinie. Nadeszły bowiem dni, w czasie których kresowe majątki przepadły bezpowrotnie...



Pisałam już o moich autorskich refleksjach przed ukazaniem się książki tutaj

Teraz wypada mi tylko jeszcze raz zachęcić Was do sięgnięcia po "Listy z Kresów", a potem podzielenia się ze mną Waszymi wrażeniami.
Mam nadzieję, że lektura książki będzie dla Was ciekawym spotkaniem, tak jak dla mnie była piękną literacką przygodą.



O książce napisano:

sobota, 28 marca 2015

"Listy z Kresów" - rozmyślania autora...

Każda kolejna książka, którą napisałam wydaje się w momencie ukończenia (a w zasadzie jeszcze wcześniej) najważniejsza, ważniejsza od innych, wcześniejszych.
Moja najnowsza książka, która w kwietniu ukaże się w księgarniach to "Listy z Kresów". Jest ona dla mnie szczególna. Bohaterka - Józefa z Moszyńskich Szembekowa - zaciekawiła mnie ogromnie. Przypadkowa wzmianka o niej w jednym z pamiętników, potem kolejna w innym opracowaniu i ... zaczęłam szukać następnych. W pewnym momencie wiedziałam już, że oto mam swoją bohaterkę. W czasie pisania coraz bardziej zagłębiałam się w jej życie, poznawałam, odkrywałam, zaczytywałam się w tytułowych listach... 
Kiedy przeczyta się ponad 600 listów pisanych ręką głównej bohaterki można powiedzieć, że w pewien sposób poznało się czyjeś życie, a przynajmniej pewną jego część. Najkrótsze listy liczyły stronę, najdłuższy ponad 30...


Pierwsza i czwarta strona okładki...
























Te listy nie były pisane do mnie, nie dla moich oczu była ich treść. A jednak... po przeszło 150 latach stały się dobrem narodowym, cząstką kultury, śladem dziewiętnastowiecznego obyczaju, zapiskiem dawnego życia.  Przechowywane w państwowych, naukowych instytucjach są dostępne dla badaczy. Przestały być całkiem prywatne, choć spraw prywatnych dotyczą.

Utkałam z nich (nie tylko z nich, jeszcze z innych listów, dokumentów i oczywiście materiałów publikowanych, prasowych) opowieść o kobiecie, której życiem sterowała historia XIX stulecia. 

Jej ojciec to Piotr Moszyński, zesłaniec na Syberię, gorący patriota, później kolekcjoner, społecznik osiadły w Krakowie, znany z obrazu Matejki. Jeden z braci - Emanuel to  powstaniec styczniowy. Jej praprababką była Fryderyka Moszyńska, córka  króla Augusta II Sasa i hrabiny Cosel.  

Rodzinne zawirowania będące skutkiem carskiej zsyłki na Sybir ojca Józefy z Moszyńskich - Piotra - położyły się cieniem na jej dzieciństwie i młodości. Wypadki te zainspirowały nawet kiedyś Jarosława Iwaszkiewicza do napisania "Nocy czerwcowej". Pamiętacie?  Piękna, dojrzała kobieta mieszka w pałacu wraz z córką (pierwowzorem córki jest właśnie Józefa Moszyńska), ma wyjechać do męża na Sybir. Jednak nie wyjeżdża... bowiem poznaje  ... rosyjskiego oficera. Romansowi sprzyja gorąca czerwcowa noc...

Nie sposób napisać mi o wszystkich ciekawych wątkach, nawet skrótowo nakreślić życie mej bohaterki. Rudowłosa, ładna, bajecznie bogata nie wyszła za tego, do którego skłaniało się jej serce. Jej mężem został ktoś inny...
Podróżowała po Europie, często przyjeżdżała do ojca do Krakowa, przez pewien czas mieszkała w Warszawie, ale to kresowe majątki na urodzajnym Podolu stały się jej domem na długie lata. Z Kresów pisała listy... 


W czasie pisania książki, zbierania materiałów przydarzyło mi się mnóstwo bardzo miłych, nieoczekiwanych odkryć, a życzliwość i pomoc kilku osób posunęła prace do przodu. 
Bardzo długo miałam kłopot ze znalezieniem wizerunku z lat młodych mojej bohaterki. Wszystkie odkrywane i zamawiane w muzeach i archiwach fotografie przedstawiały ją w wieku mocno dojrzałym i starszym. Wiedziałam, że była za młodych lat ładną, rudowłosą dziewczyną mającą ogromne powodzenie na kijowskich balach.
Gdy już wątpiłam w odnalezienie jej portretu... (nie byłam nawet pewna czy takowy w ogóle ocalał) nieoczekiwanie otrzymałam informację, że... JEST. Dziś ... fotografia tego portretu zdobi okładkę książki.

Pisanie tego rodzaju książek to  wizyty w muzeach, archiwach, bibliotekach, wyjazdy do miejsc związanych z bohaterką i jej rodziną.
Jednym z najbardziej - wcale nie będę tego ukrywać - wzruszających momentów było odnalezienie jej grobu na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Pochowana tam została ponad 100 lat temu... Gdyby można nagrobkom stawiać pytania...

Czy pisząc książkę chciałam zatrzymać tamten czas? Chyba nie do końca... Raczej pokazać to, o czym piszę we wstępie: "Historie sprzed lat nigdy nie miały dla mnie jedynie wartości starych dokumentów, pokrytych patyną czasu, zapomnianych, bo niedzisiejszych. Wręcz przeciwnie. Są wciąż żywe - emocjami tamtych ludzi. Gdy usunie się z nich kurz dziesięcioleci, stają się na powrót barwne, ciekawe, wciągające."

To tyle "od kuchni" powstawania książki, więcej odkryć i związanych z nimi odczuć zdradzić nie mogę... To takie małe tajemnice autora :) Autora, a w zasadzie autorki, która pisząc i kompletując materiały źródłowe na przemian wchodziła w rolę odkrywcy, badacza, reportera, dziennikarza, podróżnika, fotografa...

Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić Was do przeczytania książki, która już niedługo ukaże się w księgarniach.
Będzie tu mowa nie tylko o Kresach, ale także wielkich fortunach i wielkich bankructwach, cesarskich balach, miłości, zdradzie, bohaterstwie, poczuciu obowiązku...

Całość wzbogaca ponad 80 ilustracji. Są to zdjęcia portretów, marmurowych popiersi, fotografie w sepii czy współczesne zdjęcia opisywanych miejsc.

Wydawnictwo LTW


sobota, 9 sierpnia 2014

"Księżna Dominikowa"

W księgarniach pojawiła się właśnie moja książka "Księżna Dominikowa". To drugie wydanie opowieści o Teofili z Morawskich Radziwiłłowej. Teraz poprawione i uzupełnione, opatrzone 79 ilustracjami, niektóre publikowane po raz pierwszy!
Pierwsze wydanie tej książki (2000 r.) nosiło tytuł "Historia pięknej kobiety. Opowieść o Teofili z Morawskich Radziwiłłowej." Drugie wydanie jest tak odmienne od pierwszego, że zdecydowałam się także na zmianę tytułu.



Drugiego wydania podjęło się Wydawnictwo LTW, w którym wydałam także 3 poprzednie opowieści biograficzne. Wydawca pisze o książce:


Księżna Dominikowa to biograficzna opowieść o Teofili z Morawskich Radziwiłłowej (1791-1828). Słynąca z wielkiej urody Teofila wzbudzała skrajne emocje wśród współczesnych. Była bohaterką romantycznych historii znaną z fantazji, brawury i nieliczenia się z konwenansami. Przyjaciółka cara Aleksandra I oczarowała także króla pruskiego Fryderyka Wilhelma i Hieronima Bonaparte, króla Westfalii. Jej życie ukazane zostało na tle pełnej blasku epoki napoleońskiej i Królestwa Kongresowego. Historia pięknej damy splata się z legendą szwoleżerów Napoleona, małżeństwem z agentem rosyjskiego wywiadu, walką o wielką Radziwiłłowską fortunę, polityką, intrygami i barwnym życiem towarzyskim tamtych czasów."

Pozostaje mi tylko zachęcić do lektury. 
Książka zawiera 224 strony, bibliografię, spis ilustracji, indeks osobowy, twardą okładkę.


O książce napisano:

Recenzja na blogu Szczur w antykwariacie

"Historia Do Rzeczy", wrzesień 2014 r.  - tutaj

Recenzja na portalu Histmag  - tutaj

środa, 16 lipca 2014

Księżna Dominikowa - niedługo w księgarniach!

Niedługo w księgarniach pojawi się wznowienie (2 wydanie) mojej debiutanckiej opowieści biograficznej o Teofili z Morawskich Radziwiłłowej. Nowe wydanie zostało uzupełnione, poprawione, zilustrowane. 
Książka poza zmianami "w środku" i nową szatą graficzną, ma także nowy tytuł "Księżna Dominikowa."

Nota Wydawcy:

"Księżna Dominikowa" to biograficzna opowieść o Teofili z Morawskich Radziwiłłowej (1791-1828). Słynąca z wielkiej urody Teofila wzbudzała skrajne emocje wśród współczesnych. Była bohaterką romantycznych historii znaną z fantazji, brawury i nieliczenia się z konwenansami. Przyjaciółka cara Aleksandra I oczarowała także króla pruskiego Fryderyka Wilhelma i Hieronima Bonaparte, króla Westfalii. Jej życie ukazane zostało na tle pełnej blasku epoki napoleońskiej i Królestwa Kongresowego. Historia pięknej damy splata się z legendą szwoleżerów Napoleona, małżeństwem z agentem rosyjskiego wywiadu, walką o wielką Radziwiłłowską fortunę, polityką, intrygami i barwnym życiem towarzyskim tamtych czasów.

                                                                                          Zdjęcie z: 
                                                                                  https://www.facebook.com/wydawnictwo.ltw


Kto nie czytał zapraszam do lektury, kto już zna zapraszam, by poznał zmiany, nowe ustalenia i odkrycia... 
Na okładce wykorzystano portret bohaterki malowany przez Lampiego ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie. Co ciekawe do niedawna portret ten uchodził za wizerunek jej matki. Ale o tym i o innych ustaleniach w książce!

***
"Księżna Dominikowa. Opowieść o Teofili z Morawskich Radziwiłlowej." Łomianki 2014.

Wydawnictwo LTW.




niedziela, 11 maja 2014

Majowe lektury

Lektury na maj - wiele ich nie jest, ale to chyba wszystko, co uda mi się w tym miesiącu przeczytać. Pracuję nad kolejną "własną" książką i czasu na te niezbyt związane z tematem nie mam obecnie zbyt wiele.
Co jest na mojej majowej półce?

                     



















1. Czytany obecnie Anny Szatkowskiej "Był dom" - książka zakupiona w Dworze Kossaków w Górkach Wielkich, podczas majówki.
2. Kilka dni temu odebrałam zamówiony bezpośrednio w muzealnym sklepiku piękny ilustrowany przewodnik "Zamek-Łańcut". Do obejrzenia (co już uczyniłam!) i poczytania.
3. "Jedwab. Szlakami dżonek i karawan" Aleksandry Kajdańskiej i Edwarda Kajdańskiego. Ta lektura dopiero przede mną... Książkę otrzymałam z miłą dedykacją od Autorów.
4. Wreszcie czwarta, ostatnia pozycja. Przyszła w tym tygodniu (pocztą lotniczą!) z niewielkiego muzeum pod Moskwą - Lytkarino.  To biografia generała Czernyszewa, wsławionego w czasie wojen napoleońskich, którego pierwszą żoną była Polka - Teofila z Morawskich, o której 14 lat temu napisałam moją pierwszą debiutancką książkę.
Jestem jeszcze z tego pokolenia, które uczyło się od podstawówki obowiązkowo rosyjskiego. Czytam wolno, zaglądając do słownika, który odszukałam w piwnicy po wielu latach, kiedy był niepotrzebny...


niedziela, 5 stycznia 2014

O tradycjach polskiego stołu

Dziś o książce Barbary Ogrodowskiej "Tradycje polskiego stołu", którą zarówno dobrze się czyta jak i wspaniale ogląda. Skusiła mnie do kupna przede wszystkim ze względu na szatę graficzną. Książka wydana jest naprawdę smakowicie, co jest jakby dopełnieniem jej treści. Mnóstwo pięknych zdjęć różnorodnych potraw, ale są też łany polskiego żyta, maki, reprodukcje obrazów i starych fotografii, piękne zastawy stołowe, obok srebrnych pucharów i osiemnastowiecznej porcelany, gliniane garnki.
Autorka celuje od lat w opisywaniu polskiego obyczaju, tradycji i widać, że w sprawach tych jest ekspertem. Pisze ciekawie wplatając czasem przepisy kulinarne zachowane we własnej rodzinie, a także rodzinne zdjęcia z początków ubiegłego stulecia.


Poza przepisami mamy tu sporo historii, ciekawostek, cytatów. To tu właśnie wyczytałam, że w dawnych czasach poza śniadaniem, obiadem i kolacją spożywano tzw. pokurek. Był to ostatni, bardzo późny posiłek nocny, dla prawdziwych łakomczuchów. 
W domach szlacheckich alkohol pito już od śniadania, jako trunek który "przystoi mężczyźnie". 
Szlacheckie pijatyki różniły się znacznie od późniejszych proszonych obiadów czy kolacji, gdzie wymagano nienagannych manier przy stole. Autorka cytuje Marię Disslową, która zaznacza, że to właśnie przy stole od razu widać "towarzyskie nieobycie".

Rady pani Disslowej - dyrektorki Szkoły Gospodarstwa Domowego we Lwowie?
Gdy zajmujemy miejsca przy stole robimy to bez hałasu, nie odsuwamy głośno krzeseł, najmłodsi siadają zawsze ostatni, gdy jemy zupę nie dmuchamy, nie dzwonimy łyżką po talerzu, nie kręcimy gałek z chleba. Ważna była też rozmowa. Należało poruszać tematy przyjemne i lekkie, nigdy nie należało mówić źle o nieobecnych, o własnych chorobach i skandalach, plotkach towarzyskich.

Piękna wyklejka zdobiąca książkę
Książkę kończy znamienne zdanie wypowiadane przez matkę autorki: 
"Jak się w kuchni ognia nie pali i razem do stołu nie siada - nie ma domu". 
(s. 347)

*****
Książka zawiera spis literatury i cytowanych przepisów.
Sport i Turystyka MUZA SA, 2012
Została wydana w serii "Ocalić od zapomnienia".

IV strona okładki z informacją o autorce