Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia Polski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia Polski. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 grudnia 2020

Audiobook "Panie kresowych siedzib"

 


Pierwszy audiobook!

Do posłuchania "Panie kresowych siedzib". Czyta Ewelina Stepaneczko. Czas 5 godzin. 

Audiobook wydała Fundacja Wolne Dźwięki, która specjalizuje się w audiobookach historycznych. Powstanie audiobooka wsparła Fundacja LOTTO im. Haliny Konopackiej. 

Więcej na stronie WolneDzwieki.pl znajdziecie tutaj

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Powązki...

Korzystając z pobytu w Warszawie wybrałam się na Powązki. 
To tak znane miejsce, że nie będę opisywać tu jego historii, dobrze znanej i dostępnej na setkach stron internetowych i w niejednej publikacji książkowej.
Chciałam poprowadzić Was alejkami Powązek, które odnajdywałam w ciepły, sierpniowy dzień. Czuć jednak było schyłek lata, o czym przypominały złote liście kasztanów.

Nie spacerowałam po Powązkach z jakimś konkretnym planem, po prostu weszłam w alejki i szłam przed siebie przygladając się zabytkowym pomnikom - dziełom sztuki. Przy niektórych przystanęłam na dłużej, zrobiłam zdjęcie. Co chwila nagrobek znanej postaci, ale też dziesiątki takich, o których nic nie wiem, niektóre pokryte mchem, bluszczem, zapomniane, zniszczone...

Wizyta na Powązkach to nieco nostalgiczny spacer pełen refleksji, o tych którzy byli...
To mnóstwo historii w jednym miejscu otulonej ciszą sierpniowego dnia. Swoista galeria sztuki...


ZNANI, SŁAWNI,  NIEZAPOMNIANI

Nina Andrycz


Rodzice Chopina


Stanisław Moniuszko


Maria Dąbrowska 


Jan Kiepura


Fragm. nagrobka Jana Kiepury

Jan Nowak Jeziorański 
Kurier z Warszawy


Jan Bułhak


Władysław Reymont


Władysław Podkowiński


Hanka Bielicka


Józef Weyssenhoff


Jerzy Waldorff




PIĘKNE  NAGROBKI I ICH DETALE










 KILKA KADRÓW Z POWĄZEK








piątek, 7 września 2018

Książę Regent (prezentacja okładki nowej książki)

Jesienią 2018 roku ukaże się moja nowa książka pod tytułem "Książę Regent. Opowieść o Zdzisławie Lubomirskim".
Termin premiery jest nieprzypadkowy. W roku, w którym świętujemy stulecie odzyskania niepodległości, warto przypomnieć postać Lubomirskiego - niesłusznie zapomnianej postaci, której działalność znacząco przyczyniła się do odbudowy Państwa w 1918 roku.



Kim był książę Lubomirski? Jakim był człowiekiem? Co lubił? Jak wypowiadali się o nim współcześni? Czym zasłużył sobie na wielki szacunek warszawiaków? Dlaczego mógł pozwolić sobie na zachowania, które tylko jemu "uchodziły na sucho" w Warszawie pod okupacją niemiecką? Dlaczego Józef Piłsudski po powrocie z Magdeburga 10 listopada 1918 roku, pojechał właśnie do Lubomirskiego na herbatę? 
Na te i na wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w książce.

Do lektury zapraszam jesienią. 

wtorek, 27 grudnia 2016

Portret polski. Tradycja i świadomość historyczna

Album ten wydany w 2012 roku właśnie teraz trafił do mojej biblioteczki jako świąteczny prezent. To wydawnicza gratka dla wszystkich pasjonatów sztuki portretowej. Otwieramy pierwsze karty i zatapiamy się w świat malarstwa, przechadzamy się powoli po wspaniałej galerii wizerunków Polaków znanych i nieznanych. Król Jan III Sobieski, piękna Marysieńka, Stefan Batory, Janusz Radziwiłł, Tadeusz Kościuszko, Maria Walewska... Obok nich rodzinne portrety Walewskich, Potockich, Lubomirskich, pań w wymyślnych sukniach, wojskowych, artystów...

Miałam okazję kilkakrotnie zwiedzać Galerię Portretu Polskiego w Wilanowie, tego rodzaju album jest więc przypomnieniem tamtych odwiedzin. 


IV strona okładki
Album podzielony jest na rozdziały: 
- Uwagi o Galerii Portretu Polskiego w Wilanowie
- Część I  - XVI-XVII wiek (czasy Jagiellonów, królów elekcyjnych, portrety sarmackie, trumienne i inne)
- Część II - XVIII wiek (Sieniawscy, Czartoryscy, epoka saska...)
- Część III - XVIII wiek (Stanisław August, jego rodzina i otoczenie, Gabinet Pastelowy...)
- Część IV (XIX wiek (Księstwo Warszawskie, Legiony, Wielka Emigracja, arystokracja, artyści...)

Każdy portret ma swoją miniaturkę, czasem detal, dokładny opis, ciekawostki o postaci, malarzu. Następnie mamy już prezentacje tych samych portretów całostronicowe. Koncepcja ta, początkowo nie wydawała mi się trafiona, ale przy dalszej lekturze albumu wydała się jednak słuszną. Najpierw zapoznajemy się z dziełem, malarzem, postacią, a kilkanaście stron dalej przechodzimy już do tradycyjnej prezentacji zdjęć, czyli jeden portret na jednej stronie. 


Album zawiera też bibliografię, spis autorów portretów i spis portretowanych osób. Ciekawa jest także wyklejka, która stanowi fragment materii z ubioru Władysława Dominika Zasławskiego-Ostrogskiego. 
Album liczy 423 strony i jest na pewno bardzo ciekawą, starannie wydaną publikacją.

Czym jest tytułowy portret? Niech posłuży tu cytat z książki: "Portret ma wielu partnerów - przedstawiony człowiek, jego środowisko i artysta promują postać bohatera, każdy według własnej chęci - i pozostaje pytanie, w jakiej mierze mamy do czynienia z obiektywnym wizerunkiem człowieka, a w jakiej - z jego marzeniem o sobie."  (s. 15)


niedziela, 18 grudnia 2016

Wspomnienia Jana Gawrońskiego

Dziś o książce, a raczej imponującym tomie (707 stron w twardej oprawie) pod tytułem "Moje wspomnienia 1892-1919", które spisał późniejszy dyplomata Jan Gawroński. 
Cóż to za pyszna (z małym zastrzeżeniem, o którym poniżej) książka! Jak to się czyta! To wspaniały przykład pamiętnikarstwa - inteligentnego, niezwykle interesującego już od pierwszych stron, gdzie poznajemy całą galerię postaci znamienitych, ważnych dla naszej historii, a także zupełnie nieznanych postaci ciotek, kuzynek, sąsiadek, panienek z dworków galopujących na rasowych arabach z rodzinnych stajni, a także dostojnych matron pamiętających jeszcze powstania narodowe, stojących na straży obyczaju.



Po wspomnienia Gawrońskiego sięgnęłam przygotowując własną książkę. Autor był bowiem praprawnukiem bohaterki mojej nowej publikacji. Ukazanie się więc rodzinnych wspomnień - nie ukrywam - było dla mnie pozyskaniem kolejnego, ciekawego źródła.
Gawroński urodził się na Litwie w rodzinie ziemiańskiej, a przez matkę - Lubomirską z domu - skoligacony był z najpierwszymi polskimi rodami. Jego dziadkiem był Jan Tadeusz Lubomirski - wielki społecznik i Maria z Zamoyskich, właściciele Małej Wsi pod Grójcem, domu w Warszawie przy Wareckiej, a także wołyńskiego Ławrowa. 

Są więc to wspomnienia ziemiańskiego syna, który urodził się jeszcze w czasach, gdy świat ten istniał, niezmienny od stuleci, ze swymi tradycjami, poszanowaniem wartości, ale i ze swymi przywarami. Wraca do czasów dzieciństwa i młodości spędzonych na Litwie, ale nie z poczuciem nostalgii za utraconym rajem, ale z wyrazem szczęścia, że dane mu było to wszystko przeżyć. Zobaczyć i uczestniczyć w świecie, w którym istniały starodawne hierarchie wartości, choćby w czasie siadania przy stole, gdy odwiedziny sędziwego dziadka leżącego w łóżku i czytającego nowy numer "Timesa" robiły na nim niesamowite wrażenie, gdy na jego drodze stawały "straszne ciotki" przy których bał się nawet odzywać. 
Wspomina stary litewski obyczaj trzymania we dworach oswojonych niedźwiedzi. Mały Jaś niekiedy trzymając się bujnego futra zwierza siadał na niego i starał się nieco "pojeździć". Miś bywał czasem w dworskiej kuchni, gdzie potrafił  obracać rożen, a zdarzało się, że wchodził do salonu pełnego gości, bo potrafił też otwierać klamki, czasem znikał w dworskich zagajnikach wybierając się na maliny lub czając się na dziewczynę, która nosiła mleko z rannego udoju.
Mnóstwo tu anegdotek, zabawnych historyjek, dialogów, spostrzeżeń. Co ważne, Gawroński, który zmarł w 1983 roku, spisywał swe wspomnienia z młodości w latach jakże już innych obyczajowo, społecznie, pisał z innej perspektywy, mając ogromny bagaż doświadczeń i poczucie zarówno życiowych strat jak i zysków. 
Jak na dyplomatę przystało, pisze z pełną elegancją, jeśli pojawiają się ploteczki to raczej jako pogodne anegdoty, bez złośliwości. Poczucie humoru, umiejętność analizy i czynienia ciekawych refleksji są na pewno atutem tych wspomnień. 


Dzieciństwo, szkoły (w Zakopanem i w Anglii), czas rodzenia się niepodległości, wojna, rewolucja. To wszystko opisuje Gawroński powracając z perspektywy czasu do dawnych lat. Lat młodości. 
Pisząc o tych bardzo ciekawych wspomnieniach muszę napisać o sprawie, która mnie zaskoczyła, a nawet zdumiała, gdy czytałam książkę. Po raz pierwszy spotkałam się z tym, by autor pamiętnika o ziemiańskim (przez matkę arystokratycznym) pochodzeniu miał taki stosunek do Kresów. Stosunek, który dla mnie jest szokujący! Dokładnie do Wołynia i Ukrainy, bo  Litwę (z której pochodził) widzi już łagodniejszym, innym okiem. Na 3 czy 4 stronach Gawroński przeprowadza swój wywód na temat sytuacji  Wołynia i Ukrainy, gdzie Polaków widzi jako obcych okupantów traktujących te ziemie jak kolonie! 
Przyznam szczerze czytałam te strony z prawdziwym niesmakiem, bo jest to analiza absolutnie obca mojemu pojmowaniu Kresów. Spotkałam się z takim widzeniem Kresów w opracowaniach niektórych historyków lub w artykułach prasowych, ale absolutnie tego rodzaju przedstawienie historii tamtych ziem i ludzi nie znajduje u mnie zrozumienia. 
Dwieście pierwszych stron książki, które mnie oczarowały nagle przy tych kresowych wywodach, uległy zatarciu. Skutecznie  zmniejszyło to mój początkowy entuzjazm, z jakim czytałam pierwsze karty. Nawet 100, 200 stron dalej, przy innych wątkach i opisach nie mogłam wciąż pozbyć się niesmaku. Nie chciałabym jednak - bo byłoby to niesprawiedliwe - by wymowa kilku stron (ale jak ważnych ze względu na poruszony problem!) miała znaczenie przy całościowej ocenie tej książki. 


***

Książka jest bardzo starannie wydana - twarda okładka, wyklejka z "Mapą Ziem Polskich od Odry do Dniepru, od Karpat po Morze Bałtyckie i Dźwinę" z 1914 roku. Fotografie z rodzinnych albumów są znakomitym uzupełnieniem treści. Książkę kończy posłowie Tomasza Gąsowskiego, jest także dokładny wykaz ilustracji, wywód przodków Jana Gawrońskiego w postaci drzewa genealogicznego, który rozpoczyna się między innymi od Klementyny Kozietulskiej, siostry słynnego szwoleżera. Mamy też indeks osób i noty biograficzne najważniejszych postaci pojawiających się na kartach tych wspomnień, co na pewno ułatwia lekturę, bo wyjaśnia, że dana postać to stryjeczny dziad autora lub siostra jego babki. 

Podsumowując - Wydawnictwo Literackie serwuje nam wyjątkową perłę pamiętnikarską nieocenioną dla badaczy jako źródło i wspaniałą lekturę dla tych wszystkich, którzy lubią czytać o czasach i ludziach, którzy przeminęli. Będę do niej wracać niejednokrotnie, omijając jedynie kilka stron, z których wymową nie mogę się zgodzić.


poniedziałek, 7 listopada 2016

Litwa Sienkiewicza Piłsudskiego Miłosza

Maciej Kledzik, autor książki "Litwa Sienkiewicza Piłsudskiego Miłosza" wyruszył w 1992 roku na Litwę w towarzystwie Czesława Miłosza. Noblista wracał do swej rodzinnej ziemi po przeszło pół wieku nieobecności. Towarzyszyło mu w tym sentymentalnym powrocie wiele osób, między innymi autor esejów, dla którego wyprawa ta nie skończyła się, bowiem wrócił w te miejsca, a następnie odkrył nowe, rok później. Wówczas to - jak sam pisze - "uzbrojony w notes, dyktafon i aparat fotograficzny, wyruszyłem tymi śladami."
Śladami Sienkiewicza, którego Trylogia była dla wielu, także i dla autora tych esejów, fascynującą lekturą dzieciństwa, ale także śladami Piłsudskiego.
Wynikiem reporterskiej wędrówki, spotkań z miejscami, ziemią, ludźmi stała się ta książka. Autor - historyk i dziennikarz z pasją oprowadza nas po dawnych ziemiach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Wiedza historyka i dociekliwość reporterska splata się, by w zajmujący sposób opowiedzieć o ludziach i czasach dawnych, o wielkich postaciach z naszej historii i o tym, co po nich pozostało i o tym, czego już nie ma.


Maciej Kledzik wędruje tropami żyjących potomków bohaterów Trylogii. Jedzie do Kiejdan, o których Skrzetuski mawiał, że to "zacne miasto". Na miejscu dawnego zamku Radziwiłłów stoi dziś ... dom kultury. Dokładnie na fundamentach rezydencji możnego rodu. Odwiedza gospodarstwo Gasztowtów. To Pakosza Gasztowta córki wyszły za Butrymów, a trzy młodsze doglądały powracającego do zdrowia Wołodyjowskiego. 
Autor jedzie do Mitrun, które należały do Billewiczów, Wodoktów... Współczesność przeplata się z literackimi odniesieniami. Gdy autor pojechał na Litwę kolejny raz szukać pierwowzoru Oleńki z "Potopu" trafił na ród Piłsudskich. Znów kolejna wędrówka, badanie drzewa genealogicznego, odwiedzanie cmentarzy, jazda po leśnych drogach...
Trzecia cześć książki to wędrówka z Miłoszem do miejsc jego młodości. Mógł skonfrontować obecny krajobraz z tym dawnym, zapamiętanym z dzieciństwa. W Kalifornii pisał "Dolina Niewiaży, samo serce Litwy. Kto nią jechał, po obu stronach widział białe dwory". Ale po dworach nic nie zostało, Sowieci rozebrali do fundamentów wszystkie, zrównali z ziemią, wycieli sady, tak by nie pozostał po nich ślad. 
Dojechali też do Szetejni. Z dworu nic nie pozostało, ale z jednego z domków wyszedł na spotkanie z poetą stary człowiek odświętnie ubrany - Mateusz Sipowicz, który niegdyś pracował u matki poety. Spotkało się dwóch starych już ludzi. Miłosz wówczas mający 81 lat i dawny służący, lat 85. Na pytanie Miłosza, czy jeszcze ktoś z dawnej służby tam mieszka otrzymał odpowiedź: "Wszyscy wokoło wymarli, ja jeden zostałem".

Taka to książka. Pełna powrotów, gdzie współczesność miesza się z przeszłością, gdzie historia splata się z literaturą. Kto lubi takie wędrówki powinien po nią sięgnąć.


***
Książka zawiera czarno-białe zdjęcia, przypisy, bibliografię, indeks osobowy, spis ilustracji. 
Okładka miękka, stron 182.
Wydawnictwo LTW, 2015.


środa, 20 kwietnia 2016

Wkrótce "Panie kresowych siedzib"

Już niebawem ukaże się moja nowa książka. Będzie nieco inna niż dotychczasowe. Tym razem nie będzie to opowieść biograficzna o jednej bohaterce i jej rodzinie, ale o 21 kobietach, które urodziły się, wychowały bądź mieszkały na Kresach. Od końca XVIII stulecia do II wojny światowej.


Na tle zamku Radziwiłłów pięć z dwudziestu jeden bohaterek.
Poznajecie? Podpowiem...
Pani na Jużyntach, pani na Połoneczce, pani na Białej Cerkwi, pani na Beńkowej Wiszni
 i  pani na Stawiszczach.

"Panie kresowych siedzib" to  opowieści o ludziach i ich domach. Niektóre z kresowych rezydencji są bardzo znane, tak jak Nieśwież, Biała Cerkiew, Antoniny, Sławuta. Są jednak też miejsca, które i ja odkrywałam po raz pierwszy pisząc książkę.
Jużynty (a w zasadzie niedaleki folwark Tarnów) na Litwie, Ożomla niedaleko Jaworowa, Dydeliszki na Litwie czy podolskie Bochenniki, o których niewiele wiadomo, ale które związane były z niezwykle malowniczą postacią z rodu Korzeniowskich...

Opisuję  życie codzienne polskich siedzib ziemiańskich i arystokratycznych, ale przede wszystkim ich właścicielki. Są polowania i przyjęcia. Są dzieła sztuki i zasobne biblioteki. Są wielkie damy i zbłąkane dusze. Jest ludzkie szczęście i wielkie tragedie.
Jest także zagłada... 
Rewolucja i wojny położyły kres siedzibom będącym ostoją polskości, miejscami pracy, wielkimi przedsiębiorstwami, ale przede wszystkim domami, gniazdami polskich rodzin.

O kim przeczytacie w książce? 
O młodziutkiej, ślicznej księżniczce Dorocie Sanguszko, o znanej z twardego charakteru babce romantycznego poety Zygmunta Krasińskiego - Antoninie z Czackich, a także o Marii Branickiej, Ewelinie Hańskiej, Julii Branickiej.
Będzie mowa także o pięknej Zofii Fredrowej, matce pisarza Józefa Weyssenhoffa - Wandzie, o opiekunce syberyjskich zesłańców Ksawerze Grocholskiej i jeszcze wielu innych...

Książkę wzbogaca 145 ilustracji (m.in. z Archiwum Narodowego w Krakowie, Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie, Muzeum Okręgowego w Tarnowie, Biblioteki Narodowej, Muzeum Narodowego w Warszawie), są przypisy i obszerna bibliografia.


Wydawnictwo LTW


poniedziałek, 6 kwietnia 2015

W świecie szwoleżerów

Po latach wróciłam do świetnej książki Mariana Brandysa "Kozietulski i inni". Pierwsze wydanie tej publikacji to rok 1967.  Niedługo minie 50 lat od premiery, ale książka nie uległa upływowi czasu, nie zestarzała się, wręcz przeciwnie. Brandys pisze w taki sposób, że dzieje napoleońskich szwoleżerów, a przede wszystkim tytułowego Jana Kozietulskiego to wciągająca, niezwykle barwna, plastycznie opisana historia. Świetny styl, lekkie pióro, znakomita znajomość historii na pewno cechują książkę, którą znów po latach z przyjemnością przeczytałam. 
Otwiera ją odautorski wstęp zatytułowany "Zielone teczki". To od nich, pięciu zielonych teczek skrywających korespondencję Jana Kozietulskiego wszystko się zaczęło... Brandys odwiedził kiedyś w Krośniewicach Jerzego Dunin-Borkowskiego, właściciela dużych zbiorów historycznych. To właśnie Borkowski podsunął mu zielone teczki i pomysł na literacką przygodę ze szwoleżerami. Brandys się wahał... ale pokusa była wielka.  Kilkadziesiąt, pisanych zgodnie z duchem epoki po francusku, listów Kozietulskiego do siostry Klementyny odsłoniło przed badaczem świat, który tak wspaniale opisał później w książce "Kozietulski i inni".


Dzięki Brandysowi zatopiłam się  na kilka wieczorów w świecie napoleońskich kampanii, polskich bohaterów (książę Poniatowski, Wincenty Krasiński, Józef Zajączek), ich żon, kochanek, sióstr i matek, które miały niejeden raz duży wpływ na ich decyzje. Intrygi, spiski, pojedynki, wielkie ambicje i wielka odwaga wielokrotnie determinują działania bohaterów. Brandys ukazuje w brawurowy sposób jak rodzi się bohaterstwo... 

Szwoleżerowie (des chevau-léger polonais) to elitarny pułk polskiej jazdy, którego dowódcą został Wincenty Krasiński - w przyszłości ojciec romantycznego poety Zygmunta. Jednym z szefów szwadronów został natomiast Kozietulski. Gdy pojawili się po raz pierwszy w Warszawie dawna stolica oniemiała z podziwu. Posłuchajmy Brandysa:
"Kiedy po raz pierwszy pokazali się na mieście, serca warszawianek zamarły z trwożnego zachwytu. Takich żołnierzy jeszcze w stolicy nie oglądano..."
Piękni, młodzi, zachwycający, w kolorowych mundurach, na najlepszych koniach... to dopiero wstęp do przyszłej legendy.
Potem nastała Samosierra, Wagram, mordercza kampania na Rosję w 1812 roku...

Szwoleżerowie to była jedna z najlepszych kawalerii wszech czasów. Prawdziwa ekstraklasa. Brandys opowiada ich historię niezwykle ciekawie, mamy tu wzloty i upadki, wielkie, historyczne zwycięstwa, ale często także trudne decyzje. Ten męski świat polityki i wojennych przygód opisany jest w sposób tak zajmujący może dlatego, że Brandys widzi przede wszystkim człowieka. Jego ambicje, rozterki, wahania, żądzę sławy. Tu nie tylko są generałowie, majorowie, dowódcy, tu są także synowie, bracia, mężowie. Piszą do swych żon, sióstr i matek. Tęsknią za domem, za staropolską kuchnią, przemierzają Europę wraz z Napoleonem, mijając miasta, metropolie, równiny, góry, ale to swojskie krajobrazy gdzieś pod Łowiczem śnią się im po nocach...

Klęska Napoleona to tak naprawdę koniec świata szwoleżerów. Późniejsze losy tytułowego Kozietulskiego smutne...  Jego dobra gwiazda zgasła wraz z Napoleonem.

***
Czytałam, a raczej pochłaniałam,  wznowienie tej książki z roku 2009, Wydawnictwo MG.