Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmowy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 października 2017

Jesienna Herbaciarnia Klementyny, czyli o spotkaniu autorskim w Pałacu w Małej Wsi

W niedzielę, 1 października, miałam przyjemność uczestniczyć jako autorka w promocji mojej książki "Portret Klementyny" w Pałacu w Małej Wsi. To tutaj spędziła (z przerwami) ponad 60 lat życia bohaterka mojej książki. To był niegdyś dom Klementyny z Kozietulskich Walickiej. Dom ukochany, do którego zawsze tęskniła, o który dbała, o którym w czasie podroży zawsze myślała.

Do męża Józefa Walickiego pisała w 1804 roku z Małej Wsi: "czas przepędzamy jak zwyczajnie: książka, robota, spacer i wieczorem kominek, kiedy zimno; zatrudnienia domowe zwyczajnym idą trybem, wszystko porządnie i spokojnie i wierzaj mój Mężu, że nie masz nad życie na wsi."


Przyjechałam na tyle wcześnie, że miałam jeszcze czas na spokojny spacer po małowiejskich ogrodach. Jesienna cisza, ogród francuski, ogród różany, spacerujący alejkami członkowie Towarzystwa Stanisławowskiego w strojach z epoki...
I ja, taka trochę współczesna, trochę dawna, chwilę przed spotkaniem, w czasie którego miałam opowiadać o Klementynie.





"Ogród jak zawsze dobrze utrzymany, drzewa się porozrastały, trawniki piękne, chociaż sucho" - pisała Klementyna do córki Józefy w lipcu 1834 roku




Gdy byłam w Małej Wsi ostatnim razem (1/2 kwietnia) ten fragment ogrodu był jeszcze tworzony. Teraz powstała tam piękna glorieta, ale wrażenie robi też wspaniały kasztan jadalny rosnący nieopodal.



Podpatruję róże w ogrodzie różanym. Klementyna sprowadzała często z zagranicy różne odmiany.
Czy podobne do tych, które rosną dziś w Małej Wsi?


Chwila w pałacowej herbaciarni, a potem ciąg dalszy -  dla mnie najważniejszy - czyli spotkanie z Czytelnikami i opowieść o Klementynie.  Także o pracy nad książką, gromadzeniem materiałów, inspiracjach, portretach, starych dokumentach kryjących tajemnice...


Miłe chwile dla autora - dedykacje 
i podpisy

Po spotkaniu autorskim wzięłam udział w grupowym zwiedzaniu pałacu i pokazie XVIII-wiecznej mody, którą zaprezentowało goszczące też tego dnia w pałacu Towarzystwo Stanisławowskie. 



Jeśli jeszcze nie nabraliście ochoty do odwiedzin tego pięknego miejsca położonego wśród owocowych sadów Grójecczyzny to jeszcze kilka zdjęć. Tu naprawdę warto przyjechać.

Klementyna w 1834 roku pisała do córki przebywającej od dawna zagranicą "wonność łąki pociętej, którą wracałam, widok tego ogrodu, który zawsze tyle drogich pamiątek wznawia i Twój wiek dziecinny moja Józiu, te lata tak szczęśliwe, ten dom tak prosty i tak bez was osierocony."

Czerwony pomost na Stawie Wielkim






O moim pobycie w Małej Wsi w kwietniu podczas zbierania materiałów do będącej na ukończeniu książki pisałam w artykule - Pałac w Małej Wsi, czyli śladem bohaterki książki.

O książce, biografii Klementyny z Kozietulskich Walickiej przeczytacie m.in. :



piątek, 23 stycznia 2015

Zan. Ostatni z rodu

Książka Wojciecha Wiśniewskiego "Zan. Ostatni z rodu" wydana właśnie nakładem Wydawnictwa LTW towarzyszyła mi przez ostatnie dni. To jedna z tych lektur, od których trudno się oderwać. Życie głównego bohatera pełne nagłych zwrotów, przygód, szczęśliwych zbiegów okoliczności czy dramatycznych wydarzeń to gotowy scenariusz filmowy.

Książka powstała na bazie rozmów autora z Tomaszem Zanem, który wspomina swoje życie, bogate w liczne doświadczenia i przeżycia. Mamy do czynienia  z niesamowitą, autentyczną historią, wspomnieniami świadka epoki, który przeżył rewolucję bolszewicką i dwie wojny światowe. Walczył o Wilno w 1918 roku, brał udział w kampanii 1920 roku, studiował, później działał w AK, a jego wojenne losy (zajmujące kilka rozdziałów) były bardzo burzliwe. Zan był wielokrotnie aresztowany i przebywał w niejednym więzieniu. Ostatni raz aresztowany w 1951 roku przez Urząd Bezpieczeństwa.
Mimo wielu tragedii zachował pogodną osobowość, był optymistą z niesamowitym poczuciem humoru, wspaniałym gawędziarzem, a mówił "piękną, soczystą pełną uroku polszczyzną, nieskażoną żadnym wulgaryzmem." (s. 81).




"W 1914 roku miałem 12 lat i mieszkałem w Poniemuniu nad Niemnem koło Kowna..." - zaczyna swą opowieść Tomasz Zan i przenosi nas w świat, o którym można poczytać już tylko w tego rodzaju  książkach. Rozmowy Wiśniewskiego z Zanem, które trwały trzy lata, prowadzone były w Warszawie na Saskiej Kępie, w szarym blokowisku, jakich mnóstwo stawiano w czasach PRL-u, na jedenastym piętrze. W niewielkim pokoiku Wiśniewski miał swoje stałe miejsce, siedział na łóżku, a rozmowom "przysłuchiwał się" pradziad gospodarza - Tomasz Zan Promienisty, przyjaciel Mickiewicza -  patrzący na nich ze starej litografii.
Rodzina Zanów była poprzez swoje koligacje niezwykła. Ciotką babki Zana (bohatera rozmów) była Emila Plater, a jego stryjem pisarz Józef Weyssenhoff, autor "Sobola i panny."

W rozmowach powrócili kiedyś do Dukszt, gdzie Zan urodził się w 1902 roku w starym dworze, w zasadzie pałacu, a cały majątek był to klucz folwarków na 20 tysiącach hektarów.
Rozdział "Zamki- pałace- dwory- wille- blokowiska" to piękna opowieść o rodzinnym dworze w otoczeniu trzech jezior. Z czternastu okien wysokiego parteru roztaczał się widok na jezioro Pereświaty. W okolicy znajdował się francuski cmentarz, gdzie pochowano przed laty wracających spod Moskwy żołnierzy napoleońskich.


Dwór posiadał bibliotekę, kolekcję broni, jadalnię z dębowym stołem, gabinety oświetlane naftowymi lampami, a także gabloty z miśnieńską porcelanę. Ta ostatnia - niezwykle cenna - trafiła do pałacu w dość osobliwy sposób. Prababka  wyjechała z mężem na kuracje do wód. W Monte Carlo pradziadek-marszałek nie zgrał się jak wielu ziemian, ale wzbogacił. Wracając do domu marszałkostwo zainwestowali wygraną w Dreźnie kupując  serwis miśnieński na 64 osoby i sporo srebrnych sztućców.

Dwór w Duksztach
/zdjęcie: wikipedia/
Majątek nastawiony był na sadownictwo, pyszne jabłka (antonówki) słano do Warszawy. Zan zamierzał przerabiać w majątku jabłka na soki, kupiono w Niemczech specjalne maszyny, miały przyjechać jesienią, ale 1 września 1939 roku wybuchła wojna...

Na kartach książki przewija się mnóstwo postaci, które Tomasz Zan poznał w czasie swego burzliwego życia zmuszony przez historię do ciągłych podroży, ucieczek, wędrówek, które zaprowadziły go nawet do dalekiej Afryki. 
Mnóstwo tu oryginałów jak stryj Wiktor Zan, który w pokoju hodował pomarańcze i cytryny, przez co palono w piecach cały rok. Pojawia się też ciocia Józia, bardzo religijna osoba, która co roku odbywała pieszą pielgrzymkę do Częstochowy.  Wsiadała do pociągu i całą drogę  spacerowała po korytarzu. W Zakopanem poznał Witkacego, który w dowód przyjaźni sprezentował mu narkotyki. Na Zana jednak nic nie działało, nie miał żadnych wizji, a Witkacy był z tego powodu wściekły. W czasach międzywojennych bywał w Duksztach Juliusz Osterwa i młody chłopiec-gimnazjalista Andrzej Łapicki, późniejszy znany aktor.

Wiśniewski co  jakiś czas przerywa w książce rozmowę i wprowadza swój odautorski komentarz, przywołuje postać pradziada Tomasza Zana, pisze o sytuacji w Polsce w początkach stanu wojennego, charakteryzuje swego rozmówcę. Historia życia Zana nie jest opowiadana chronologicznie, czas potraktowany jest tu dość swobodnie, ale dzięki temu całość sprawia wrażenie autentycznej, spontanicznej opowieści.
O czym jest więc książka "Zan. Ostatni z rodu"? Wiśniewski wyjaśnia to już w III z XVI rozdziałów pisząc:

"Tak naprawdę bohaterem tej książki nie jest Zan (...), ale jego kraj rodzinny, dawno zapomniana Rzeczpospolita Obojga Narodów, w niej Wielkie Księstwo Litewskie i Polska z jej Kresami." (s. 82)

***
Rozdział XVI, ostatni,  "Kryptonim Targowica" wyjaśnia narodzenie się tego wydania. Bowiem "Ostatni z rodu" wydany drukiem w Paryżu w 1989 roku to nie do końca ta sama książka. W 24 lata od paryskiego wydania Wojciech Wiśniewski ponownie wrócił do tematu przygotowując publikację w Wydawnictwie LTW. Czasy były już inne, a w IPN można było przejrzeć ogromną ilość dokumentów dotyczącą jego bohatera z lat 1949-1972. Autor je przestudiował, mając świadomość, że dociera właśnie do tych informacji, których sam Zan nie ujawnił w czasie długich rozmów. W tym momencie musiał dokończyć opowieść o Zanie - ostatnim z rodu mając świadomość, że jest to "opowieść o historii człowieka i całego pokolenia ludzi znad Niemna, którym przyszło żyć w PRL-u." (s. 355).

***

Uwagę zwraca wysmakowana okładka będąca interesującym kolażem złożonym ze starych fotografii, ozdobnej ramy, okularów, fragmentu broni, a także pożółkłej kartki czy koperty, na której znalazł miejsce tytuł i nazwisko autora.

Książka zawiera wykaz źródeł, mapę Litwy, indeks nazwisk i pseudonimów, indeks miejscowości, skrótowy życiorys Tomasza Zana i informację o autorze Wojciechu Wiśniewskim. W tekście czarno-białe ilustracje.

Wojciech Wiśniewski, Zan.Ostatni z rodu, Łomianki 2015. Wydawnictwo LTW.