czwartek, 21 lutego 2013

Z wizytą u Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich

Niedaleko Brennej znajduje się niewielka miejscowość Górki Wielkie. W 1922 roku tutejszy dwór wydzierżawił  Tadeusz Kossak, brat-bliźniak  malarza Wojciecha. Zamieszkała wraz z nim m.in. jego córka Zofia - znakomita pisarka, autorka wstrząsającej "Pożogi", książki która opisuje zagładę polskich majątków kresowych na Wołyniu.
Gdy Zofia Kossak-Szczucka zamieszkała w Górkach Wielkich była już wdową  (jej pierwszy mąż Stefan Szczucki zmarł w 1921 r.) i autorką wspomnianej wcześniej 'Pożogi".
W 1939 r. rodzina opuściła dwór, który spłonął już po zakończeniu działań wojennych. Zofia wraz z drugim mężem Zygmuntem Szatkowskim emigrowała, ale powróciła do Polski pod koniec lat 50. XX w.
Wówczas zamieszkali niedaleko ruin dworu w dawnym domku ogrodnika, gdzie po śmierci Zofii, z inicjatywy jej męża, utworzono urocze, niewielkie muzeum pisarki. 
Nie tak dawno pozyskano fundusze unijne i doprowadzono do ciekawej częściowej odbudowy dworu wraz z pozostawieniem  ruin. Zaadoptowano dawny dwór na Centrum Kultury i Sztuki "Dwór Kossaków", który zaprasza od października 2010 roku.
Byłam tutaj w pewien lutowy mokry i mglisty dzień, więc zdjęcia niestety będą odzwierciedleniem niezbyt łaskawej aury. 
W środku zaskakuje może nieco nowoczesna stylistyka, a twórczość i życie pisarki przemawia z fototapet, zdjęć postaci naturalnej wielkości, multimediów.
























Miałam to szczęście, że spora wycieczka dzieciaczków robiących mnóstwo hałasu właśnie dobierała się w pary i po odliczeniu skierowała się do wyjścia. Mogłam w spokoju obejrzeć, zapoznać się ze wszystkim i pobyć w tych starych-nowych murach.




To fasada - odbudowana część środkowa, po bokach widać zabezpieczone ruiny - latem odbywają się pośród nich np. wystawy malarstwa. 






Strona ogrodowa Dworu Kossaków.  Park posiada wiele pięknych, zabytkowych drzew. Niestety brak słońca  i wszechogarniająca
 lutowa szarość nie 
wydobyły niewątpliwego
 piękna tego miejsca.

U dołu fragmenty aranżacji wnętrz dworku. Jedynym meblem 
"z epoki" jest biurko i fotel.


Tuż obok dworu znajduje się wspomniany już dawny domek ogrodnika, dziś Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej. W środku znajdują  się autentyczne wnętrza - meble, biurko do pracy, mnóstwo książek i oczywiście ... wspaniałe obrazy.  


Muzeum (nie można robić w środku zdjęć) sprawia wrażenie używanego do dziś mieszkania. Tak jakby Pisarka dopiero co wstała od biurka i wyszła na chwilkę do ogrodu na spacer...
Latem przed domkiem kwitnie piękny "ogródek" Zofii Kossak, o który bardzo dbała.
Teraz wszystko było przykryte bielą śniegu...


Widok od strony dworu na niewielki budyneczek - dom ogrodnika, dziś Muzeum Pisarki 


Całość założenia przedstawiona na tablicy informacyjnej.  Opiekunem jest Fundacja im. Zofii Kossak
Podziwiając w lutowej scenerii skarby w Górkach Wielkich zatęskniłam za wiosną. Między innymi dlatego, że wówczas przyjadę tu po raz kolejny, by zobaczyć dwór, muzeum, park pełne zieleni i słońca.

niedziela, 17 lutego 2013

Śladami Habsburgów w Żywcu

Żywiec skojarzenia może budzić róże. Dla jednych to stolica produkcji pewnego bursztynowego płynu z pianką, dla innych Jezioro Żywieckie, dla mnie natomiast to zawsze było miastem z zamkiem. Nie jednym... bo zamek jest Nowy i Stary. Kilka lat temu odwiedziłam Żywiec w słoneczną,  letnią niedzielę i zrobił na mnie niezbyt pozytywne wrażenie. Park był  zaniedbany, pałac (czyli Nowy Zamek) prezentował się niewiele lepiej, do tego wszystkie miejsca w okolicznych, a niestety nielicznych, kawiarnio-restauracjach były zajęte i z Żywca wyjechałam głodna i lekko zawiedziona.
Jechałam teraz po latach kilku od poprzedniej wizyty niezbyt przekonana. I co się okazało?
Żywiec mnie oczarował!
Po pierwsze po kilku dniach szaro-buro-śnieżno-mglistych nagle... wyjrzało słońce! Park i zamek przeszły tzw. rewitalizację z grantów europejskich. Nie pozostało nic innego jak podziwiać. 
















U góry widok na neogotycki Stary Zamek, u dołu Zamek Nowy, wzniesiony przez Habsburgów pod koniec XIX w.




















Żywiec to rodzina Habsburgów, ale przedstawiciele linii żywieckiej zawsze deklarowali, że są Polakami. Karol Habsburg, ostatni właściciel Żywca służył w 1918 r. w wojsku polskim, w czasie II wojny nie podpisał volkslisty i dostał się do więzienia. Jego żona Alicja, z pochodzenia Szwedka, była wielką polską patriotką, w czasie wojny utrzymywała kontakt z AK, wykazywała się wielokrotnie niesamowitą odwagą. Niedawno ustawiono w parku zamkowym marmurową ławeczkę z rzeźbą księżnej Alicji.


Rzeźbę ustawiono niedaleko apartamentu księżnej Marii Krystyny, córki Alicji, która wróciła kilkanaście lat temu do Żywca i zamieszkała w apartamentach na zamku. Zmarła pod koniec 2012 roku.
W Nowym Zamku od strony parku obejrzeć można Park Miniatur (na czas zimy schowany częściowo do pomieszczenia). Miniatury interesowały mnie nieco mniej, najważniejszy był fakt, że weszłam do pałacu i zobaczyłam piękny hol i jedną (ale jaką!) wielką salę poświęconą Habsburgom.
Wystawa pięknie zaaranżowana. 











Upamiętniono tradycję wielkich przyjęć, które często na zamku w Żywcu wydawano... 










Historia rodziny zapisana w fotografiach...
Moda tamtych czasów - suknia królowej Marii Krystyny z Habsburgów, królowej Hiszpanii, która odwiedziła brata w Żywcu w 1907 roku.



Park pełen jest drzew-pomników przyrody, mostków, ławeczek, a już z daleka widać między drzewami Pawilon Chiński. Posadzono wokół niego dekoracyjne rododendrony. pięknie tu musi być wiosną.
W Muzeum zakupiłam książeczkę "Habsburgowie żywieccy i ich siedziba w Żywcu". 
Kto nie czytał, polecam jeszcze książkę z mojej domowej biblioteczki "Księżna. Wspomnienia o polskich Habsburgach. Z Marią Krystyną Habsburg rozmawiali: Adam Tracz, Krzysztof Błecha". To fascynująca opowieść o losach wielkiego  książęcego rodu, który musiał -jak zresztą wiele innych - zmierzyć się z niełatwą historią XX-wiecznej Europy. To książka-rozmowa z księżną Marią Krystyną, która zmarła nie tak dawno, jej pogrzeb odbył się w Żywcu 11 października 2012 roku.


sobota, 16 lutego 2013

Zamek - Rezydencja Prezydencka w Wiśle

Miałam niebywałą przyjemność w ostatnim czasie wybrać się do Rezydencji Prezydenta RP Zamku w Wiśle. Rezydencja otwarta jest dla zwiedzających tylko kilka dni w tygodniu i to o ustalonych godzinach. Należy wcześniej zgłosić swoją wizytę w recepcji lub po prostu zapisać się na wycieczkę do Zameczku, którą organizują lokalne biura. Ja skorzystałam właśnie z tej ostatniej opcji.
Ale po kolei...
Na Zadnim Groniu w Wiśle istniał niegdyś drewniany zamek myśliwski Habsburgów, po zmianach politycznych na początku XX wieku Wisła weszła w skład odrodzonego Państwa Polskiego.  Po ponad 600 latach Śląsk Cieszyński  powrócił do Macierzy i z tego powodu Ślązacy chcieli podarować Prezydentowi rezydencję w Wiśle. W grudniu 1927 roku w niewyjaśnionych okolicznościach zamek spłonął. Władze ówczesnego województwa śląskiego podjęły decyzję o budowie nowej, murowanej rezydencji. Ślązak - jak wiadomo - jak pomyśli, tak zrobi. Zamek powstał.



















Jak widać na zdjęciu pogoda była mglisto-śnieżna, ale nie miałam na to najmniejszego wpływu. Zamek tonął w śnieżnej bieli. Na maszcie nie powiewa flaga państwowa, a to znak , że Gospodarza nie ma na zamku. Można więc zwiedzać.
Zanim dostaniemy się do zamku trzeba przejść kontrolę, podobną do tych, które są na lotniskach. Wymagany jest także dowód osobisty. Zamek zwiedza się wyłącznie z przewodnikiem z dyskretną asystą funkcjonariusza BOR .
Fragment werandy (Salon Pronaszki)


Zamek wybudowany został z kamienia, nawiązuje stylem do zamków średniowiecznych.  Głównym architektem został prof. Adolf Szyszko-Bohusz. Budowa dała pracę wielu okolicznym mieszkańcom, liczono też na wielką promocję Wisły związaną z wizytami Prezydenta. Tak też się stało.
Zamek był projektem polskim, co warto podkreślić. Budowlą nowoczesną, ale wytworną i elegancką. Daje się to odczuć zwiedzając zamkowe sale...
Meble miały chromowane rury stalowe. Widoczne na zdjęciu fotele pierwotnie wyłożono popielatym pluszem, dziś jest zielony. Polskie zakłady wykonywały meble, oświetlenie, ogrzewanie.
Prezydent Ignacy Mościcki
Prezydent Ignacy Mościcki na początku roku 1931 zamieszkał w rezydencji wypoczynkowej na Zadnim Groniu. Dla mieszkańców Wisły był to dzień szczególny, zawitała tu nie tylko Głowa Państwa, ale można było zobaczyć... pierwszy samochód! Prezydent przybył do Wisły pociągiem, ale do samego zameczku wiózł go już samochód.


Podczas wycieczki po zameczku towarzyszył grupie, w której i ja byłam, cały czas przewodnik. Pani mówiła ciekawie, przekazując często informacje, jakich trudno szukać w książkach czy opracowaniach.
Wrócę jeszcze na chwilkę do pięknej werandy. 
Przy aranżacji wnętrz zatrudniono m. in. Andrzeja Pronaszkę. Piszę o tym nie bez powodu, gdyż na  przeciwległej ścianie  werandy wisi (chyba jedyny w całym zamku) kobiecy portret malowany przez brata Pronaszki - Zbigniewa. To portret żony w futrze z popielic. Damy tamtych czasów obowiązkowo nosiły futra, ale  futro z popielic było szczytem marzeń. To był taki modowy Rolls Royce. 
Weranda - na ścianie  "Portret żony w popielicach" Zbigniewa Pronaszki


Podczas zwiedzania należy założyć workowe niebieskie "papcie". W sumie nie dziwię się, grupa 20 osób jest w stanie zimą nanieść na zamkowe parkiety sporo błota i śniegu.  Zdjęcia można wykonywać, nawet z lampą. Jest tylko jedno miejsce (korytarz), gdzie proszą o wstrzymanie się od fotografowania.

To, co najbardziej istotne, to fakt, że w zamku widać jak bardzo ludzie tamtych czasów cenili to, co polskie. Rezydencja jest naprawdę urokliwa, kameralna, pełna ciepła. Nie ma tam żadnych antyków, starych obrazów, wszystko mieści się w duchu lat 20 i 30. XX stulecia.
Cenna i supernowoczesna -jak na tamte czasy, łącznie z ogrzewaniem podłogowym, jest prezydencka łazienka. Trudno było zrobić 
w niedużym pomieszczeniu jakieś sensowne zdjęcie. Skupiłam się więc na detalu - piękna poducha na sofie wypoczynkowej (w łazience oczywiście).
Dekoracyjna poduszka
Salonik myśliwski
W czasie II wojny światowej zamek został zajęty przez Niemców, stworzyli sobie tu ośrodek wypoczynkowy dla "najważniejszych". Po wojnie obiekt nie miał też wiele szczęścia, w końcu dostał się we władanie jednej z kopalni, która urządzała tu wczasy, kolonie dla dzieci...

Wielką osobistą zasługą Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego było dążenie do odzyskania zamku. Przejęcie przez Kancelarię Prezydencką nastąpiło w 2002 roku, potem nastał czas remontów i modernizacji, odrestaurowano m.in. unikatowe meble. Uroczyste, ponowne otwarcie miało miejsce w marcu 2005 roku.



Zamek widoczny od strony kaplicy.
Pierwotnie zamek miał płaskie dachy, które w górskim 
klimacie, przy zalegającym 
długo śniegu nie sprawdziły się. 
Tuż przed wojną, w 1938 roku, zamek pokryto spadzistymi dachami.
Do kompleksu należy też kaplica wybudowana przez Habsburgów w 1909 roku. Została odremontowana, a w 2004 roku dobudowano do niej dzwonnicę.

Cały obiekt ma rangę Narodowego Zespołu Zabytkowego. Doczekał  się ciekawego opracowania, którego okładkę i stronę 
tytułową  prezentuję poniżej.


Przed wejściem do rezydencji zawieszony jest tzw. akt erekcyjny zamku:
"Ku chwale Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Polskiej wzniósł dla jej Prezydentów rezydencję zamkową w Wiśle lud śląski w dowód swej miłości do Głowy Państwa i Macierzy..."

Oficjalna strona Rezydencji Prezydenta RP Zamek w Wiśle

czwartek, 14 lutego 2013

Z miłości do książek...

Szczerze powiem, a raczej napiszę, Walentynek nie lubię. Idea może dobra - przypomnieć ludziom, że istnieją jeszcze inni, że poza naszym własnym egoizmem jest też obok nas ten drugi człowiek. I dobrze go zauważyć, uśmiechnąć się do niego, kupić mu w środku zimy wiosennego tulipana, a może po prostu zabrać go na wino/kawę/herbatę, czy co kto chce, w ulubione miejsce?
Tylko dlaczego otoczka tego importowanego święta jak tak banalna, że aż mdli? Bo mnie mdli. Tak już mam i nic na to nie poradzę. 
Wysyp  serduszek, pluszaczków, poduszeczek, wszelkiej  maści aniołeczków, koteczków i innych "gadżetów" w kolorze czerwonym jest ponad moje siły.
Dziś schodząc na śniadanie (tak się składa, że spędzam urlop w górach) zauważyłam  że wszystkie stoliki udekorowane są brokatowymi serduszkami. Przy szwedzkim stole, między jajkami na twardo a tymi na miękko, pluszowe serduszka, nad ekspresem do kawy zwisa rząd małych mieniących się serduszek, nawet jajecznica wydała mi się lekko czerwona i ułożona w serca? Czy to możliwe? Czy to walentynkowa schizofrenia?
Ale dość rozważań. Niech będzie - Dzień Zakochanych. Zakochanych... na przykład w książkach.


Tytuł mojej urlopowej książki nieoczekiwanie wpisuje się w  dzisiejsze święto - "Miłośnica" Marii Nurowskiej. Zbeletryzowana opowieść o autentycznej postaci Krystynie Skarbek -  polskim szpiegu z czasów II wojny światowej. Była bardzo piękną kobietą, uwodzicielką, arystokratką, a do tego asem wywiadu. Nieprawdopodobnie odważna, spontaniczna, niezwykła.
Dobrze czyta się tę opowieść, a Nurowska prowadzi ją w ciekawy sposób. Mamy tu współczesną dziennikarkę-narratorkę, która na zlecenie szuka materiałów do biografii o Krystynie. Widzimy jak rodzi się fascynacja postacią Skarbek, jak odkrywa kolejne fakty, jak dochodzi do  swych odkryć.
I jeszcze jedna dygresja. Skoro dziś o miłości. Miłość do książek to jedno, ale skoro książki przechowują biblioteki, to w zasadzie i te ostatnie można darzyć uczuciem. Czemu nie?
Spacerując sobie po beskidzkim Ustroniu natrafiłam na ... bibliotekę. W zabytkowym, odnowionym budynku. A na ścianach... murale. Ale jakie!
Z miłości do książek okazuje się, że można namalować wszystko i wszędzie.





niedziela, 10 lutego 2013

Parki i ogrody... tęsknota za rajem?

Może to tęsknota za wiosną powoduje, że tak sobie pomarzyłam o ogrodach. Pierwszym znanym był Eden - nieodłączne nasze marzenie o szczęściu i harmonii. Dążenie ludzi do pięknej przestrzeni, do przyrody nieco ujarzmionej, ale jednocześnie dzikiej, towarzyszy nam od dawna. 
Były w międzyczasie wiszące ogrody Semiramidy, potem piękne ogrody wielu europejskich rezydencji (dla których wzorem był Wersal) i te bliższe nam, niedalekie, polskie... 
W końcu przydomowe ogródki - mały raj na wyłączność. 


























Jest w Wielkopolsce piękny, staropolski dwór w Koszutach, w sezonie letnim można podziwiać w otaczającym go parku wspaniałe okazy dekoracyjnych hortensji.
Również w Wielkopolsce znajduje się odnowiony pałac w Dobrzycy położony w zachwycającym założeniu parkowym. Na zdjęciu poniżej widoczny monopter (budowla ogrodowa na planie koła otoczona kolumnadą) na wyspie.
























Nie może zabraknąć tutaj mojej ukochanej Pszczyny, która posiada jeden z najpiękniejszych parków krajobrazowych - rododendrony, mostki, alejki, osie widokowe...


"... rozmowy ogrodowe, to układanie kwiatów, te spacery w cieniu starych drzew, poruszających gałęziami jak rękami, jak pasażami skrzypiec, były jednym akordem muzycznym".
/Jarosław Iwaszkiewicz/






















Skoro już tak sobie spaceruję po naszych polskich pałacowo-zamkowych ogrodach to jeszcze zawitam do kilku...
Ogród pałacu w Kozłówce na Lubelszczyźnie, niewielki, ale zadbany, urokliwy w swej prostocie. 


Obecnie rewitalizuje się ogrody Wersalu Podlasia, czyli byłej rezydencji Branickich w Białymstoku. Oglądane w upalny, letni dzień zachwycały.

To jeszcze piękne, renesansowe ogrody zamku w Pieskowej Skale. czasem otwierane dla turystów, przeważnie jednak oglądane "z góry", z murów zamkowych. Zachwycające!
" stary ogród się staje młodziutkim ogrodem
i chodzą po nim dawni malarze, poeci, 
i marzą coś, i piszą, i śmieją jak dzieci"
/Jarosław Iwaszkiewicz/





Ta piękna magnolia ma 60 lat. Znajduje się w parku przy zamku kórnickim. Wiosną raduje oczy białymi kwiatami o lekko różowym odcieniu.







Jakiś czas temu byłam  w malowniczej Opinogórze. Zbierałam  materiały do jednej z moich książek przemierzając sale zameczku Krasińskich. Nagle spojrzałam na otwarte okno... Widok wychodził na park. Z przypadkowego "pstryk" wyszło takie właśnie nieco tajemnicze, romantyczne ujęcie. 
W moim odczuciu oczywiście... 

Kilka lat temu, gdy byłam w Gdańsku zachwycił mnie Park Oliwski, szczególnie ta widowiskowa aleja nad stawem.










Na koniec dodam zdjęcie z bujną śródziemnomorską roślinnością. Ogród w jednym z turystycznych zakątków Turcji.

























                                                           " Pamiętajcie o ogrodach
Przecież stamtąd przyszliście..."
/Jonasz Kofta/

piątek, 8 lutego 2013

W leśniczówce Pranie na Mazurach

Leśniczówka Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego "Pranie" to jedno z najbardziej urokliwych miejsc na Mazurach. Znalazł tu schronienie, miejsce poetyckiego natchnienia  wybitny poeta. Pamięć o nim jest tu pielęgnowana, a w samej leśniczówce znajduje się jego muzeum.























Do leśniczówki przez las prowadzi Aleja Nieznanego Poety. 

























Trzeba uczciwie zasygnalizować , że Aleja Nieznanego Poety, jakkolwiek bardzo urokliwa, ma jeden jedyny mankament. Na Mazurach bardzo częsty - komary. To nie są jakieś pojedyncze kąsające komarki. To są całe ich oddziały, a nawet armie. Stąd odbiór tej romantycznej alei nie jest z pewnością  taki jaki być powinien. Wolny spacer jest tu wykluczony. Nie pomagają żadne dostępne w aptekach specyfiki odstraszające. Komary są napastliwe, natarczywe i zorientowane na sukces:))



Na terenie leśniczówki postawiono popiersie poety.  Jest także umieszczona 
na ścianie okolicznościowa, pamiątkowa 
tablica. 

Dla wszystkich spragnionych ciszy będzie
 to miejsce magiczne, wypełnione 
pięknem i poezją.
 Niezwykłe.
Gałczyński do urokliwej 
leśniczówki otoczonej lasami, 
a z drugiej strony Jeziorem
 Nidzkim przyjeżdżał 
kilkakrotnie 
w latach 50. 
Miejsce to tak go zauroczyło, 
że myślał o przeprowadzce 
na te tereny, niestety 
nie zdążył...
W 2003 roku Wydawnictwo Iskry opublikowało książkę "Wiersze z Prania" - wybór utworów 
poety z mazurskiego okresu 
w jego życiu.

niedziela, 3 lutego 2013

Listy... powiązane wstążeczkami

Czy jest coś bardziej osobistego niż list? Prywatne zwierzenia kierowane do kogoś zaufanego, bliskiego, komu chcemy powierzyć nasze tajemnice, nadzieje, plany, ale też porażki i niepowodzenia? 
Listy znanych osób publikuje się dziś w obszernych zbiorach i traktuje jako źródło do poznania  epoki, bohaterów. Badacze mają czasem poczucie wtargnięcia w ten prywatny świat  i odczuwają nawet coś na kształt winy.
O rozterkach poszukiwacza pisał niegdyś, bo już w 1859 roku, Józef Ignacy Kraszewski:
"Grzebiąc w starych listach, w tych wstążeczkami i sznurkami dawno skostniałą ręką powiązanych fascykułach, człowiek powoli wchodzi w świat grobowy jak do lochów podkościelnych..."
[J.I.Kraszewski:Staropolska miłość, Warszawa 1859 W: A.Sajkowski: Staropolska miłość, Poznań 1981, s.5]

Kraszewski pisał o pracy badacza oryginałów, ale dziś możemy zagłębić się w fotelu z książką-  zbiorem listów i przenieść się w świat odległy, osobisty, prywatny, w zamyśle piszącego nie przeznaczony do publikacji...
Kilka takich zbiorów listów, ulubionych, potrzebnych przy pisaniu biografii, posiadam i są wprost niezbędne dla poznania epoki, ludzi, obyczajów.


Źródłem wprost bezcennym do poznania obyczajowości XIX stulecia są pisane przez Elizę z Branickich Krasińską listy do siostry Katarzyny i ciotki Zofii. Oryginały przechowywane są w Archiwum  na Wawelu.
Na opracowanie, odnalezienie i przygotowanie do druku korespondencji Krasińskich lata życia poświecił nieoceniony prof. Zbigniew Sudolski. Najpierw wydał korespondencję poety Zygmunta, potem jego żony.
Eliza potrafi pisać, jest spostrzegawcza, superinteligentna. Mimo wielu przeciwności losu potrafi podnieść się po każdym ciosie i żyć dalej, nie uskarżać się, wręcz przeciwnie - dostrzegać małe, ulotne, piękne chwile. 
Jej listy wydane zostały w latach 90. XX w. w czterech tomach. Na własność mam w swoich zbiorach, niestety, tylko jeden z nich, prezentowany tu na zdjęciu  tom 4. 
Korespondencja jej męża- Zygmunta Krasińskiego zalega działy "Listy, korespondencja" w każdej bibliotece. To już trudniejsza lektura, bardziej wymagająca - pełno tu dygresji, przemyśleń,  ale i zwyczajnych złośliwych uwag o innych, w których poeta celował.
Ciekawa dla poznania obyczaju, ale i nadawców tych listów, jest wydana korespondencja Wojciecha Kossaka czy  Henryka Sienkiewicza.

Chcę napisać o jeszcze jednym zbiorze listów "Mikołaj II i Aleksandra: nieznana korespondencja". Wielki tom zawiera listy ostatniej carskiej pary. Wydane w 1998 roku przez Wydawnictwo AMBER. Z archiwów rosyjskich wydobyto po latach, kiedy nie było do nich dostępu, korespondencję i fragmenty dzienników Mikołaja i Alix, a także osób blisko z nimi związanych.  Przez lata całe od czasów rewolucji uważano, że są te materiały zniszczone - nic bardziej mylnego. Rosjanie niczego nie zniszczyli - prywatne zapiski rodziny carskiej ocalały i leżały bezpiecznie w pilnie strzeżonych archiwach.
Jest to wzruszająca opowieść o miłości, przywiązaniu i zwykłym, choć przecież niezwykłym, życiu.