" Książę Wilhelm był nią zachwycony już od najmłodszych lat. Syn królowej Luizy i Fryderyka Wilhelma III Pruskiego bez pamięci zakochał się w Elizie, córce księcia Antoniego Radziwiłła. „Pełne blasku dni szczęścia" przeżywali spotykając się w królewskich pałacach Berlina, Poczdamu i Śląska. Litera „E" w pamiętniku Wilhelma była wyrazem jego uczucia, tęsknoty i nadziei. Cała Europa wiedziała o ich romansie i z niecierpliwością czekała na ślub. Wszelako król nie wyraził zgody na ten związek i to nie księżniczka Eliza, lecz niekochana Augusta Sasko-Weimarska zasiadła na pruskim tronie. Jednak to podobizna Elizy stała na biurku Wilhelma, późniejszego cesarza Niemiec, aż do jego śmierci w 1888 roku.
Dagmar von Gersdorff, na tle wydarzeń w XIX-wiecznej Europie oraz dziejów Prus i Polski, opowiada o intrygach, politycznych kalkulacjach i źle pojętej racji stanu. Ujawnia także, na podstawie źródeł historycznych oraz dotychczas nieznanych pamiętników i listów, nowe szczegóły nieszczęśliwej miłości Elizy i Wilhelma." - tyle podaje Wydawca (AD REM) na skrzydełku zachęcając nas do kupna i przeczytania książki.
Opowiedziana przez niemiecką autorkę historia, znana i opisana już wcześniej przez wielu autorów (np. Dionizję Wawrzykowską-Wierciochową "Kochanki pierwszych dni") poprowadzona została ciekawie. Dagmar von Gersdorff w przystępny sposób opowiada dzieje miłości Elizy i Wilhelma, zna realia epoki, swobodnie porusza się w tłumie postaci historycznych, które zapełniają karty tej książki.
Najważniejszy może wydawać się fakt, że autorka dotarła do nieznanych (a przynajmniej nie wykorzystanych dotąd przez innych historyków) dokumentów. Są to przede wszystkim osobiste kalendarze i notatki Wilhelma przechowywane w Tajnym Archiwum Państwowym w Berlinie oraz korespondencja Elizy z archiwów prywatnych.
Miłość tej pary można starać się zrozumieć jedynie na tle ówczesnych czasów i rodów, z których pochodzili. Polityczne kalkulacje, nierówność urodzenia, osobiste antypatie miały wpływ na losy bohaterów tej książki. Przyszły władca Prus mógł się ożenić jedynie - "właściwie", o mezaliansie nie mogło być mowy. Małżeństwo nie było bowiem sprawą prywatną przyszłego króla.
Mimo to, znając oczywiście przesłanki i twarde reguły rządzące na ówczesnych europejskich dworach, odnoszę wrażenie, że Wilhelm nie zawalczył. Przede wszystkim był synem, który bał się ojca, potem zakochanym mężczyzną. Nie ma w nim uporu, determinacji, raczej liczy na łut szczęścia. Jako człowiek jest słaby, daje sobą kierować i nie przekonuje mnie stwierdzenie, że nie miał wyjścia, że taka była racja stanu.
Wilhelm potrafił się zakochać, ale nie potrafił kochać. Jego zachowanie po ostatecznym zerwaniu z Elizą i zaręczynach, a potem małżeństwie z "właściwie urodzoną" Augustą Sasko-Weimarską - według mnie - świadczy o jego całkowitym braku empatii i szalonym egoizmie. Jedzie do Elizy - zranionej, odrzuconej, zwodzonej przez lata dziewczyny, by usłyszeć od niej, że będą przyjaciółmi. Chciał mieć czyste sumienie? Ta wizyta była dla niego, nie dla niej. W listach do matki Elizy pisał jeszcze wcześniej o różnych kandydatkach na żonę, porównując ich wygląd do Elizy. Jak trzeba nie mieć kompletnie wyczucia, taktu, po prostu zwykłego zdrowego rozsądku, by wypisywać do niedoszłej teściowej takie rzeczy!
Gdy zamykałam ostatnią kartkę książki towarzyszył mi smutek. Bo to nie jest tylko - jak zapewnia tytuł z okładki - historia "zakazanej miłości", to także historia nieszczęśliwej rodziny Radziwiłłów (Antoniego i Luizy Pruskiej oraz ich dzieci). Rodziny, którą w Prusach znieważono, a dodatkowo los nie szczędził im chorób i śmierci.
Piękna, delikatna, subtelna, o wrażliwej, artystycznej duszy Eliza - na szczęście - miała okazję jeszcze raz się zakochać. Piszę, na szczęście, ponieważ poznała tym razem czym jest miłość nie dziewczątka, ale dojrzałej kobiety. Wybranek - książę Schwarzenberg ze względu na długi i chorobę weneryczną nie oświadczył się. Eliza znów została sama...
Gdy ciężko chora, nękana szybko postępującą gruźlicą leżała w łóżku piętro wyżej w pałacu umierał jej ojciec. Eliza była wówczas już ciężko chora... Zmarła w 1834 roku, nie mając nawet 31 lat.
Historia miłości Elizy i Wilhelma stała się tematem swego czasu plotek, potem książek, a nawet filmu. Teraz, ponownie przypomniana ma szansę znów zaistnieć w świadomości czytelników.
***
Jeszcze słowo o wydaniu. Książka w twardej okładce, złoconej, z obwolutą. Zawiera bibliografię, przypisy, wykaz osób (gdzie tłumaczenie imion jest dość swobodne, np. książę Dominik Radziwiłł ma na drugie imię - Jerôme! - zamiast Hieronim) i część z ilustracjami nazwaną suplementem.
Wszystkie ilustracje są czarno-białe, a na stronie 282 znajduje się jakoby zdjęcie Aleksandry Fiodorowny (siostry Wilhelma), żony Mikołaja I, które tak naprawdę przedstawia zupełnie inną postać historyczną! Jest to bowiem ostatnia carowa Rosji Aleksandra, żona Mikołaja II.
Oby wydawca zwrócił na to uwagę i w kolejnym wydaniu zamieścił już właściwą ilustrację Aleksandry Fiodorowny.
Podsumowując - moje niewielkie zastrzeżenia nie przysłaniają ogólnie pozytywnego odbioru tej książki. Dla wszystkich, którzy historii księżniczki Elizy i Wilhelma nie znają, może być to bardzo interesująca lektura. Ja przekonałam się nie po raz pierwszy jak różne historie różnie odbieramy w zależności, w którym momencie życia o nich czytamy. Dawno temu zachwyciła mnie romantyczna otoczka tego niespełnionego uczucia. Dziś, patrzę już na to inaczej. I zastanawiam się ile w tym wszystkim było prawdziwych uczuć, ile młodzieńczej egzaltacji? Sama Eliza po kilku latach, z dystansem, napisała o uczuciu do Wilhelma, że była to miłość "nieprawdziwa". Jak było naprawdę? Chyba już się nie dowiemy.
Z ciekawości poszukałam wydania niemieckiego, które prezentuje taką okładkę.
***
Autorka wspomina w podziękowaniu, że na kalendarze Wilhelma trafiła zbierając materiały do biografii jego matki - królowej Luizy.
To bardzo ciekawa postać, o której na polskim rynku wydawniczym chyba nic do tej pory się nie ukazało. Może Wydawnictwo skusi się na wydanie kolejnej książki tej autorki?
Dagmar von Gersdorff, z której twórczością po raz pierwszy się spotkałam, pisze interesująco, widać że historia ją fascynuje, a postacie żyjące przed wiekami ukazuje tak byśmy nie zapominali o tym, że ludzie i ich emocje się nie zmieniają.
Książęta, królowie to ludzie, tacy jak my, ze słabościami, uczuciami, dylematami...