poniedziałek, 16 lutego 2015

Moje ścieżki w Krakowie.

Sobota w Krakowie -  jeszcze zimowym, ale rozświetlonym coraz mocniejszym, jakby przedwiosennym słońcem. Powędrowałam znanymi szlakami, trochę swoimi ścieżkami, co chwilę docierając do miejsc związanych z bohaterami moich książek. Od tych miejsc już uciec nie potrafię, nogi same idą i czasem zaskakują mnie zmiany. Ale po kolei...


Wreszcie Kraków, gdzie się udać najpierw?

Resztki śniegu na Placu Mariackim
"Baranów" chyba nie trzeba przedstawiać...
Zrobić to zdjęcie łatwo nie było. Ruch między Małym Rynkiem a Placem
Mariackim jest duży. Wreszcie pusto. Chwila na zdjęcie... 


Na Sławkowskiej zaskoczył mnie odnowiony, lśniący pałac Sanguszków. To tu mieszkała Helena Sanguszkówna, bohaterka mojej książki "Dama w jedwabnej sukni". Gdy ją wydawałam pałac był szary, smutny i nie przypominał w niczym dawnej siedziby wielkiego i znaczącego rodu.

Pałac Sanguszków dziś...

Pałac Sanguszków w 2009 r.

Niektóre z niedzielnych zaskoczeń były niestety bardzo smutne. Pamiętacie na pewno księgarnię w Pałacu Spiskim? Jedna z najbardziej znanych księgarni Krakowa przestała istnieć. Kiedyś na wystawie było mnóstwo książek, teraz przeraźliwa pustka, coś się skończyło. Oj, Krakowie! Jak to możliwe, w takim mieście znów znika kolejna księgarnia? 


Smutno...
Jakże miły był wobec tej wiadomości widok na Szpitalnej, gdzie wciąż działa antykwariat. W niedzielę był zamknięty, ale zajrzałam przez szybkę, a tam takie oto skarby...





To zdjęcie zrobiłam już po wyjściu z Galerii w Sukiennicach, którą zwiedzałam po raz kolejny, bo to moje ulubione  krakowskie Muzeum. Gdzież więc najlepiej poprawić sobie humor jak nie tam? Spojrzałam na moje ulubione obrazy, nie znalazłam kilku (w tym Gierymskiego "Wieczór nad Sekwaną"), przystanęłam po raz kolejny przed portretem Piotra Moszyńskiego malowanego przez Matejkę... To jeden z bohaterów mojej nowej, jeszcze nie wydanej, będącej na ukończeniu książki.

Słoneczny Kraków zapraszał jednak na wędrówkę, chciałam jeszcze podejść do kościoła św. Mikołaja i na ul. Westerplatte do pałacu Pusłowskich. 
Piękny pałac Pusłowskich wzorowany na renesansowych włoskich willach oświetlony złotymi promieniami, teraz w połowie lutego, prezentował się lepiej niż latem, gdy widziałam go po raz ostatni. Zdjęcie zza bramy, bowiem w niedziele gmachy UJ są zamknięte.


Pałac Pusłowskich
Wreszcie majestatyczne piękno Wawelu. Spacer wśród historii w świetle popołudniowego słonka. Jeszcze bulwar nad Wisłą i trzeba wracać do domu. Do następnego razu. Wiosną?
































wtorek, 10 lutego 2015

Opowieści polskich dworów

Bognę Wernichowską pasjonują "rzeczy dawne", stąd wiem, że czytając jej książki zawsze znajdę się w świecie, który i mnie pasjonuje. Nie inaczej było, gdy do ręki wzięłam książkę "Opowieści polskich dworów". To szkice dotyczące 25 dworów i ich mieszkańców. Historie, które pisało życie.




Autorka zacytowała słowa Jana Obsta, który przypominał  o roli polskiego dworu: 

"Dom rodzinny, nasz dwór staropolski, to świadek żyjący a wymowny wieków ubiegłych, tych burz, które przeszły nad krajem naszym i potężnych czynników kulturalnych, które normowały życie ojców naszych i dziadów. 
Kto lekkomyślnie burzy te cenne zabytki, rozrywa łańcuch święty, łączący nas z przeszłością narodu naszego i kraju, niszczy dobrowolnie najdroższy skarb, który w spuściźnie otrzymał po przodkach - tradycję." (s. 5)


Jan Obst pisząc te słowa w "Kwartalniku Litewskim" w 1910 roku nie przypuszczał nawet, co szykuje historia wieku XX.  Burze dziejowe, które przetoczyły się przez polskie ziemie zniszczyły mnóstwo dworów, a była to - jakże często - polityka celowa. Dobrze wiedziano, że niszczy się nie budynek czy dom mieszkalny, ale świadka historii, skarb przechowujący narodową tradycję.


Książka "Opowieści polskich dworów" prowadzi nas do wybranych ocalonych dworów, które przetrwały. Dziś jest ich na terenie Polski obecnie około 500. 

Wraz z autorką wędrujemy do Modlnicy, którą dziś opiekuje się Uniwersytet Jagielloński, do Trzebini, gdzie odremontowany dwór Zieleniewskich mieści Centrum Kultury. Co ciekawe w rękach Zieleniewskich dwór pozostał do 1983 roku, dopiero po śmierci ostatniej właścicielki przeszedł na własność Skarbu Państwa. Zaglądamy do Przysuchy, gdzie mądra i piękna starościna Urszula Dembińska prowadziła z powodzeniem wielki majątek. Dalej przyglądamy się dworowi w Czarnolesie, gdzie dziś działa Muzeum Jana Kochanowskiego, zaglądamy do urokliwej Koryzonówki Serafińskich, gdzie przyjeżdżał do rodziny Jan Matejko. Na trasie literackiej i reporterskiej  podróży Bogny Wernichowskiej dworów jest jeszcze wiele.

Adam Nowina-Konopka przed dworem w Modlnicy
(1929 r, fot. J. Noga)
http://pl.wikipedia.org/wiki/Modlnica

Przyglądamy się ich właścicielom, postaciom wielkim i małym, świetnym gospodarzom, pięknym damom, poznajemy rodzinne historie. Książka jest jednak jedynie szkicem, to jakby zaproszenie do własnych poszukiwań, podążenia tropem wskazanym przez autorkę, która zachęca do poznania tych siedzib i przypomina o ich istnieniu. Służą temu mapki, a niejednokrotnie podane dokładne dane teleadresowe.

Jeszcze słowo o wydaniu. Okładka miękka, 224 strony tekstu, bardzo dużo ilustracji, wszystkie czarno-białe. Szarawy papier nie najlepszej jakości to jedyny minus tej publikacji. Temat prosiłby się o bardziej wytworne potraktowanie, ale w wydaniu obecnym książka ma szanse, ze względu na bardzo dostępną cenę,  trafić do wielu odbiorców.


niedziela, 8 lutego 2015

Zima w Beskidzie Sądeckim (i okolicach)

Dziś post typowo turystyczny, ale trudno było mi nie napisać o pięknej zimie, której przyglądałam się przez prawie tydzień pobytu w Krynicy-Zdroju. 
Nasze znane uzdrowisko ma swój niezaprzeczalny urok, możliwości spędzenia czasu jest mnóstwo, atrakcji wszelakich także. Kiedy nie trzeba się spieszyć, a czas płynie jedynie na urlopowym oglądaniu, spacerowaniu, przeżywaniu i fotografowaniu, świat pokazuje zawsze inne, lepsze oblicze. 






Z nowości w Krynicy trzeba napisać, niestety, o  odnowionej za ogromne pieniądze Pijalni Głównej. Słowo - niestety -  piszę nieprzypadkowo. Mnie się nie podobało! Dawna pijalnia tętniąca kuracyjnym życiem, pełna sklepików, stoisk z biżuterią, miodami, pamiątkami, a przede wszystkim z zachwycającą roślinnością odeszła w zapomnienie. Nowa jest przeraźliwie pusta, bez klimatu, bez dorodnych roślin, które stwarzały wrażenie wspaniałego ogrodu zimowego. Owszem, są wygodne kanapy, miejsca wypoczynku, "jakieś" roślinki, tylko nie ma na czym "zawiesić oka". Wyremontowana, odnowiona pijalnia za grube miliony przypomina poczekalnię na wielkim dworcu czy lotnisku. Szaro, buro i nieprzytulnie. A... są jeszcze bramki na wejściu. Gdy ja byłam,  nie działały.  Wyszłam stamtąd szybko, bo nic mnie tam nie zatrzymało i nie zaciekawiło. 

Na szczęście reszta Krynicy zachowała swój klimat i nie straszy nowymi, jakże często, nieudanymi, a kosztownymi pomysłami.
Zdjęć pijalni nie zamieszczam, bo są ciekawsze obiekty i miejsca w Krynicy, które można uwiecznić. Oto one.


Witoldówka

Pijalnia Jana

Na Górze Parkowej

Zielony zameczek - "Stefania"

Korzystając z pobytu w Krynicy podjechaliśmy do niedalekiego, oddanego kilka lat temu do użytku, kasztelu w Szymbarku. To już Beskid Niski, ale ... prawie "po sąsiedzku".
Biały kasztel, cenny zabytek renesansowy, widać już z drogi. Nieduży, malowniczy, z czterema basztami, zwieńczony attyką. 



Kasztel w Szymbarku to dziś Ośrodek Konferencyjno-Wystawienniczy. W środku w jednej z sal ekspozycja związana z historią dawnych właścicieli. Trochę mebli, starych fotografii, obrazów, bibelotów... Na piętrze sala konferencyjna, ale jest też kominek, obrazy w złoconych ramach, w przeszklonych szafach porcelana i szkło. 
Świat dawny, ocalony od zapomnienia połączony z nowoczesnym, bo na piętro można wjechać ... windą!
Szary dzień umniejszył doznania wzrokowo-fotograficzne. Biały kasztel rozmył się nieco w bieli śniegu i szarościach pochmurnego dnia. Nic to. Wycieczka była udana.

Jeszcze powrót do wspaniałej zimy w Krynicy. Spacer po Górze Parkowej pełnej białego puchu i krajobrazów jak z bajki.



W sobotę powrót do domu. Przedtem jeszcze krótka wizyta w Piwnicznej-Zdroju, gdzie funkcjonuje przyjemna Pijalnia Artystyczna, a nieopodal stoi urocza, stylowa altanka kryjąca odwiert wody "Piwniczanka".








poniedziałek, 26 stycznia 2015

Wersal Marii Leszczyńskiej

"Wersal Marii Leszczyńskiej. Sztuka dworska we Francji XVIII wieku" to piękny katalog wydany przez Zamek Królewski w Warszawie. Nieprzypadkowo akurat przez zamek, bowiem od września 2013  do stycznia 2014 roku można było oglądać tam wystawę pod tym tytułem zorganizowaną we współpracy z pałacem w Wersalu.


Katalog jest dwujęzyczny wydany bardzo starannie, na najwyższym poziomie edytorskim. Rozpoczynają go znakomite eseje dotyczące rodu Leszczyńskich, ceremoniału na dworze polskim i francuskim pióra rodzimych badaczy. Po nich następują dwa kolejne pisane przez kuratorów wersalskich. Dotyczą już bezpośrednio osoby głównej bohaterki Marii Leszczyńskiej na francuskim dworze i jej apartamentów.

Wydaje się, że Maria Leszczyńska przez długie lata była władczynią niedocenianą. Pisano o jej religijności, wrażliwości na biedę, co łączyła z licznymi datkami na potrzebujących. Zdawało się jednak, że królowa z Polski - cicha, spokojna, jakby nieobecna stała gdzieś z boku na tym kolorowym, rozbawionym, pławiącym się w luksusach dworze.
Po części jest to prawda, ale z eseju Yvesa Carlier wyłania się postać nietuzinkowej kobiety, mającej swe pasje i dużą niezależność. Wytworna, inteligentna, mająca zasady, delikatna, dyskretna, mogła być wzorem. 
Była utalentowana - grała na lirze, malowała obrazy, uwielbiała intelektualne dyskusje. Jednak po urodzeniu dziesięciorga dzieci królowa była zmęczona, a medycy radzili odpoczynek. Król Ludwik XV zaczął szukać rozrywek z dala od żony. 

Maria Leszczyńska zorganizowała sobie swój własny świat, ciesząc się królewskim zaufaniem. Francuski historyk kończąc swój esej pisze: "W odróżnieniu od Marii Antoniny Maria Leszczyńska umiała znaleźć równowagę pomiędzy reprezentacyjnymi obowiązkami monarchini a pragnieniem zwyczajnego życia, nie pozwalając Historii, by kalała jej pamięć". (s. 70)


Najciekawszą częścią jest oczywiście sam katalog prezentujący przede wszystkim zdjęcia portretów królowej i jej rodziny, są tu także wachlarze, filiżanki, kasety podróżne, książki z superekslibrisem królowej, meble. Wszystkie eksponaty są dokładnie opisane.

Katalog zawiera 306 stron, okładka miękka ze skrzydełkami, lakierowana. Jakość ilustracji - znakomita. Widać połysk materiałów, można prawie poczuć miękkość koronek, przyjrzeć się detalom, perłom, złoceniom, luksusowym dekoracjom.


piątek, 23 stycznia 2015

Zan. Ostatni z rodu

Książka Wojciecha Wiśniewskiego "Zan. Ostatni z rodu" wydana właśnie nakładem Wydawnictwa LTW towarzyszyła mi przez ostatnie dni. To jedna z tych lektur, od których trudno się oderwać. Życie głównego bohatera pełne nagłych zwrotów, przygód, szczęśliwych zbiegów okoliczności czy dramatycznych wydarzeń to gotowy scenariusz filmowy.

Książka powstała na bazie rozmów autora z Tomaszem Zanem, który wspomina swoje życie, bogate w liczne doświadczenia i przeżycia. Mamy do czynienia  z niesamowitą, autentyczną historią, wspomnieniami świadka epoki, który przeżył rewolucję bolszewicką i dwie wojny światowe. Walczył o Wilno w 1918 roku, brał udział w kampanii 1920 roku, studiował, później działał w AK, a jego wojenne losy (zajmujące kilka rozdziałów) były bardzo burzliwe. Zan był wielokrotnie aresztowany i przebywał w niejednym więzieniu. Ostatni raz aresztowany w 1951 roku przez Urząd Bezpieczeństwa.
Mimo wielu tragedii zachował pogodną osobowość, był optymistą z niesamowitym poczuciem humoru, wspaniałym gawędziarzem, a mówił "piękną, soczystą pełną uroku polszczyzną, nieskażoną żadnym wulgaryzmem." (s. 81).




"W 1914 roku miałem 12 lat i mieszkałem w Poniemuniu nad Niemnem koło Kowna..." - zaczyna swą opowieść Tomasz Zan i przenosi nas w świat, o którym można poczytać już tylko w tego rodzaju  książkach. Rozmowy Wiśniewskiego z Zanem, które trwały trzy lata, prowadzone były w Warszawie na Saskiej Kępie, w szarym blokowisku, jakich mnóstwo stawiano w czasach PRL-u, na jedenastym piętrze. W niewielkim pokoiku Wiśniewski miał swoje stałe miejsce, siedział na łóżku, a rozmowom "przysłuchiwał się" pradziad gospodarza - Tomasz Zan Promienisty, przyjaciel Mickiewicza -  patrzący na nich ze starej litografii.
Rodzina Zanów była poprzez swoje koligacje niezwykła. Ciotką babki Zana (bohatera rozmów) była Emila Plater, a jego stryjem pisarz Józef Weyssenhoff, autor "Sobola i panny."

W rozmowach powrócili kiedyś do Dukszt, gdzie Zan urodził się w 1902 roku w starym dworze, w zasadzie pałacu, a cały majątek był to klucz folwarków na 20 tysiącach hektarów.
Rozdział "Zamki- pałace- dwory- wille- blokowiska" to piękna opowieść o rodzinnym dworze w otoczeniu trzech jezior. Z czternastu okien wysokiego parteru roztaczał się widok na jezioro Pereświaty. W okolicy znajdował się francuski cmentarz, gdzie pochowano przed laty wracających spod Moskwy żołnierzy napoleońskich.


Dwór posiadał bibliotekę, kolekcję broni, jadalnię z dębowym stołem, gabinety oświetlane naftowymi lampami, a także gabloty z miśnieńską porcelanę. Ta ostatnia - niezwykle cenna - trafiła do pałacu w dość osobliwy sposób. Prababka  wyjechała z mężem na kuracje do wód. W Monte Carlo pradziadek-marszałek nie zgrał się jak wielu ziemian, ale wzbogacił. Wracając do domu marszałkostwo zainwestowali wygraną w Dreźnie kupując  serwis miśnieński na 64 osoby i sporo srebrnych sztućców.

Dwór w Duksztach
/zdjęcie: wikipedia/
Majątek nastawiony był na sadownictwo, pyszne jabłka (antonówki) słano do Warszawy. Zan zamierzał przerabiać w majątku jabłka na soki, kupiono w Niemczech specjalne maszyny, miały przyjechać jesienią, ale 1 września 1939 roku wybuchła wojna...

Na kartach książki przewija się mnóstwo postaci, które Tomasz Zan poznał w czasie swego burzliwego życia zmuszony przez historię do ciągłych podroży, ucieczek, wędrówek, które zaprowadziły go nawet do dalekiej Afryki. 
Mnóstwo tu oryginałów jak stryj Wiktor Zan, który w pokoju hodował pomarańcze i cytryny, przez co palono w piecach cały rok. Pojawia się też ciocia Józia, bardzo religijna osoba, która co roku odbywała pieszą pielgrzymkę do Częstochowy.  Wsiadała do pociągu i całą drogę  spacerowała po korytarzu. W Zakopanem poznał Witkacego, który w dowód przyjaźni sprezentował mu narkotyki. Na Zana jednak nic nie działało, nie miał żadnych wizji, a Witkacy był z tego powodu wściekły. W czasach międzywojennych bywał w Duksztach Juliusz Osterwa i młody chłopiec-gimnazjalista Andrzej Łapicki, późniejszy znany aktor.

Wiśniewski co  jakiś czas przerywa w książce rozmowę i wprowadza swój odautorski komentarz, przywołuje postać pradziada Tomasza Zana, pisze o sytuacji w Polsce w początkach stanu wojennego, charakteryzuje swego rozmówcę. Historia życia Zana nie jest opowiadana chronologicznie, czas potraktowany jest tu dość swobodnie, ale dzięki temu całość sprawia wrażenie autentycznej, spontanicznej opowieści.
O czym jest więc książka "Zan. Ostatni z rodu"? Wiśniewski wyjaśnia to już w III z XVI rozdziałów pisząc:

"Tak naprawdę bohaterem tej książki nie jest Zan (...), ale jego kraj rodzinny, dawno zapomniana Rzeczpospolita Obojga Narodów, w niej Wielkie Księstwo Litewskie i Polska z jej Kresami." (s. 82)

***
Rozdział XVI, ostatni,  "Kryptonim Targowica" wyjaśnia narodzenie się tego wydania. Bowiem "Ostatni z rodu" wydany drukiem w Paryżu w 1989 roku to nie do końca ta sama książka. W 24 lata od paryskiego wydania Wojciech Wiśniewski ponownie wrócił do tematu przygotowując publikację w Wydawnictwie LTW. Czasy były już inne, a w IPN można było przejrzeć ogromną ilość dokumentów dotyczącą jego bohatera z lat 1949-1972. Autor je przestudiował, mając świadomość, że dociera właśnie do tych informacji, których sam Zan nie ujawnił w czasie długich rozmów. W tym momencie musiał dokończyć opowieść o Zanie - ostatnim z rodu mając świadomość, że jest to "opowieść o historii człowieka i całego pokolenia ludzi znad Niemna, którym przyszło żyć w PRL-u." (s. 355).

***

Uwagę zwraca wysmakowana okładka będąca interesującym kolażem złożonym ze starych fotografii, ozdobnej ramy, okularów, fragmentu broni, a także pożółkłej kartki czy koperty, na której znalazł miejsce tytuł i nazwisko autora.

Książka zawiera wykaz źródeł, mapę Litwy, indeks nazwisk i pseudonimów, indeks miejscowości, skrótowy życiorys Tomasza Zana i informację o autorze Wojciechu Wiśniewskim. W tekście czarno-białe ilustracje.

Wojciech Wiśniewski, Zan.Ostatni z rodu, Łomianki 2015. Wydawnictwo LTW.

sobota, 10 stycznia 2015

Z wizytą w pałacu Pusłowskich

W roku 2014 Uniwersytet Jagielloński (na którym, nawiasem mówiąc, miałam szczęście i przyjemność studiować) świętował swoje 650-lecie. Z tej okazji wydano cykl "Historia budynków Uniwersytetu Jagiellońskiego", zapoczątkowany już w 2009 roku. 




W ubiegłym roku ukazała się praca "Pałac Pusłowskich" Andrzeja Chwalby, która szczególnie mnie zainteresowała nie tylko przez sentyment do Uniwersytetu, ale także jako wspomnienie o rezydencji związanej z rodziną,  którą notuję w mojej obecnie piszącej się książce.
Latem tego roku odwiedziłam pałac Pusłowskich, o czym pisałam w poście Moje szlaki w Krakowie, ale o jego bogatej historii dowiedziałam się dopiero - w tak obszernej formie - z prezentowanej właśnie książki.


Pałac od strony ogrodu.



Jest to książka nie tylko dla miłośników Krakowa i architektury. Autor chciał dotrzeć do większej liczby czytelników, dlatego książka nie jest ciężką naukową "cegłą", ale interesującą historią, gdzie dzieje Krakowa, pałacu, rodziny Pusłowskich na tle XIX i XX stulecia, tworzą fascynującą opowieść. 
Pałac był nie tylko domem, był miejscem, gdzie zgromadzono imponującą kolekcję sztuki. Losy tego zbioru możemy śledzić wraz z autorem.

Przy okazji dowiadujemy się szeregu ciekawostek. Pod koniec XIX stulecia władze miejskie skutecznie interweniowały u właścicieli posesji, jeśli zauważyły, że np. mur od strony ulicy "szpetny przedstawia widok" (s. 26). Hrabia Pusłowski mur musiał naprawić, by estetyka miasta nie ucierpiała...
Zanim w początkach XX wieku zaprowadzono w pałacu elektryczność światło dawały lampy naftowe. Miesięcznie zużywano kilkadziesiąt litrów nafty!

Wiele miejsca poświęcono ostatniemu właścicielowi pałacu Franciszkowi Xaweremu Pusłowskiemu, który zmarł w 1968 roku w wieku 93 lat. Pusłowski mieszkał cały czas, do śmierci, w pałacu,  ale jego sytuacja w latach powojennych, szczególnie stalinowskich, była trudna. Przekazał 112 obiektów z kolekcji, za namową prof. Estreichera, Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. O tym jak Estreicher wywoził z pałacu dzieła sztuki (w tym także te, które nie zostały podarowane Uniwersytetowi) mówi bardzo ciekawy rozdział "Dezintegracja kolekcji".

Dziś dawna kolekcja Pusłowskich znajduje się w rożnych miejscach Krakowa - w Collegium Maius, w Muzeum Narodowym w Sukiennicach, Bibliotece Jagiellońskiej, Dworku Matejki w Krzesławicach, a także w najnowszym oddziale Muzeum Narodowego - Europeum.

Dziedziniec Collegium Maius

***
"Pałac Pusłowskich" (2014, Księgarnia Akademicka) wydany jest w twardej okładce, zawiera 24 rozdziały, bibliografię, wkładkę z ilustracjami, indeks osobowy.

***
Opowieść biograficzną o Franciszku Xawerym Pusłowskim napisała Maria Rostworowska Czas nie stracony. Życie i dzieło Xawerego Pusłowskiego.

O wystawie "Arystokrata u wód" zorganizowanej w Collegium Maius prezentującej wybrane przedmioty z kolekcji Pusłowskich pisałam w poście Wiosenne wystawy w Krakowie.


czwartek, 1 stycznia 2015

Magiczny Dolny Śląsk

Lubię tu przyjeżdżać, na co dzień brak mi takiej niespiesznej atmosfery. Uzdrowiska Dolnego Śląska właśnie to mają - spokój i ciszę. Niedaleko tu do tajemniczych zamków, pocysterskich opactw i wielkiej historii. Do tego przyszła właśnie zima i poprószyła tu i tam... 
Kilka ostatnich dni roku 2014 spędziłam w Szczawnie-Zdroju i jego okolicach. Co mnie zachwyciło? Poniżej krotka fotorelacja.
Zamek Książ

Trzeci co do wielkości w Polsce po Wawelu i Malborku skrywa wiele tajemnic...
Fascynująca historia w monumentalnej bryle czeka na swych odkrywców.





Szczawno -Zdrój




Dawny Grand Hotel (potem Śląski Dwór) w Szczawnie Zdroju, imponujący gmach wybudowany na początku XX wieku przez Hochbergów. Dziś mieści się tu sanatorium.

Wzorując się na budynku ze Szczawna wybudowano w kilkanaście lat później bliźniaczy budynek w Sopocie - słynny Grand Hotel.




Do Szczawna-Zdroju przyjeżdżało wielu znanych ludzi - Iwan Turgieniew, Winston Churchill, Henryk Wieniawski, Zygmunt Krasiński.


Wieża Anny

Ozdobna brama do palmiarni w Lubiechowie
Palmiarnia i jej urokliwe zakątki

Krzeszów

Monumentalne dawne cysterskie opactwo, perła baroku. Dzień był mglisty i pochmurny, tymczasem na chwilę w Kreszowie przetarło się niebo i wyjrzało słońce.



Nabytki:



W sklepiku zamku Książ kupiłam przewodnik po zamku i książkę Jerzego Rostkowskiego "Podziemia III Rzeszy", bowiem to już nie księżna Daisy, ale właśnie ślady II wojny w zamku Książ interesują mnie teraz najbardziej.

Filiżanka zakupiona na kiermaszu w Wałbrzychu - dobra, polska porcelana. Wciąż wytwarzana na Dolnym  Śląsku.