piątek, 4 grudnia 2015

Dwory i pałace na Kresach Wschodnich. Między Niemnem a Bugiem

Katarzyna i Jerzy Samusikowie przygotowali piękny album "Dwory i pałace na Kresach Wschodnich. Między Niemnem a Bugiem". Obszary, którymi podążają autorzy tej książki przed laty usiane były polskimi dworami, pałacami, zamkami. Wielkie arystokratyczne nazwiska mieszają się tu z nazwiskami polskich wybitnych twórców literatury, których korzenie także sięgają Kresów.


Album jest efektem pasji i podroży autorów, którzy przemierzali szlak między Niemnem a Bugiem w poszukiwaniu ziemiańskich siedzib. Ostało się ich po burzliwych czasach wojen, rewolucji i celowego niszczenia przez Sowietów całkiem sporo. W rożnym stanie. 
Niektóre pełnią dziś rolę muzeów  (Radziwiłłowskie  zamki w Mirze czy Nieświeżu, dworki w Nowogródku czy Mereczowszczyźnie), inne zdewastowane, w stanie postępującej ruiny przypominają o dawnej historii tych ziem.

Książka ma układ alfabetyczny, podzielona jest na części, w których każda prezentuje inny dwór czy pałac. Jest nieco o historii, informacji o dawnych właścicielach, wyposażeniu wnętrz w czasach świetności danej siedziby. Jest także krótki opis tego, co zastajemy na miejscu współcześnie. Jak na album przystało mamy też zdjęcia ukazujące pałace, dwory, ruiny, parki, samotne, sędziwe drzewa...



W niektórych przypadkach dołączono także fotografie dawne czy ilustracje znanych akwarel kresowych malowanych przez Napoleona Ordę. Zachwyciło mnie całostronicowe zdjęcie dębu "Dewajtis" w Hruszowej czy romantyczne Kraski (z okładki), zdjęcia alei wysadzanych drzewami, bo tak jechało się dawniej do dworu. I te aleje w większości przetrwały...
Wciąż pięknie nad rozlewiskiem prezentuje się malowniczy dwór w Podorosku.
Smutne są ruiny radziwiłłowskiej siedziby w Połoneczce czy pałacu Sapiehów i Potockich w Wysokim Litewskim. Przez 224 strony albumu podróżujemy wraz z autorami w czasy przeszłe.

Zamykając ostatnią kartę albumu w zasadzie towarzyszył mi smutek, bo te wszystkie dobra, zabytki, dzieła ludzkiej myśli, fantazji i marzeń, świadectwo przywiązania do ziemi przez pokolenia mieszkających tam Polaków zostały tak bestialsko zniszczone i  rozszabrowane.
Zniszczenie polskich Kresów był to wielki gwałt na polskiej historii i kulturze.

Album jest na pewno bardzo ciekawą i cenną pozycją dla wszystkich, którzy interesują się historią Kresów.
Czego mi w tym wydaniu brakuje?
Brak mi indeksu osobowego, spisu treści, który ułatwia dotarcie do szukanej siedziby i wreszcie rzecz najważniejsza - brak bibliografii.
Domyślam się jedynie, że autorzy posiłkowali się w opisach siedzib i mieszkańców np. znakomitym kilkunastotomowym dziełem Romana Aftanazego. Ale czy na pewno? Jakie jeszcze książki, źródła pomogły im w opisaniu historii dawnych polskich dworów na Kresach? 
Bibliografia wiele by wyjaśniła, a może nakierowała na inne, wartościowe lektury w tym temacie. Może w kolejnym wydaniu warto o tym pomyśleć?


sobota, 21 listopada 2015

Józef Weyssenhoff - pisarz, światowiec, smakosz życia.

Józef Weyssenhoff miał niezwykłe życie, można powiedzieć, że gotowe na scenariusz filmowy. Czego w nim nie ma! Młodość na Litwie, studia na prestiżowym uniwersytecie w Dorpacie, światowe życie złotej, arystokratycznej młodzieży. Są polowania, bale, karty, miłostki, są dworki ziemiańskie i kasyna w Monte Carlo. Jest rodzinne szczęście i nieszczęście.  Trochę jednak drażni ta bezmyślna beztroska młodego rozrywanego w towarzystwie kresowego arystokraty, którego matka - gorąca patriotka, by utrzymać dzieci po przedwczesnej śmierci ojca, chadzała w dziurawych trzewikach.
Żył z rozmachem, nawet przegrana w karty była spektakularna. W Petersburgu, przy stoliku z rodziną carską (dokładnie ze stryjecznym bratem cara) przegrał tak zawrotną sumę, że złośliwi mówili, że to czwarty rozbiór Polski. 
Zła karta doprowadziła do rozwodu z żoną (Aleksandrą Bloch) i utraty majątku. Przegrał  jako światowiec, ale wkrótce narodził się jako pisarz.



O życiu Józefa Weyssenhoffa mówi wydana niedawno książka Ewy Danowskiej "Józef Weyssenhoff (1860-1932) - pisarz, bibliofil, kolekcjoner", którą przeczytałam z przyjemnością, bo to dobrze udokumentowana publikacja, sprawnie napisana, opatrzona bogatą bibliografią i ciekawym materiałem ilustracyjnym.
Autorka skupia się na życiu, ale także pasjach Weyssenhoffa, jedną z nich było pisarstwo, ale znany był także (choć dziś pod tym względem zapomniany) jako kolekcjoner. Danowska opatrzyła książkę podtytułem, który wskazuje, jak chciała przedstawić bohatera swego biograficznego opracowania. "Nieznane oblicze twórcy" odsłania bowiem Weyssenhoffa jako estetę, kolekcjonera starodruków, rękopisów, ale także numizmatów czy rycin. Pisarz był rozmiłowany w sztuce, dużo czasu spędzał w muzeach, na wystawach, cenił biblioteki, księgarnie, które wówczas pełniły rolę literackich salonów.

Dla kogo jest ta książka? Dla wielbicieli biografii, historii, literatury, dla tych, którzy chcą poczytać o niezwykłym człowieku, który żył w niezwykły sposób w bardzo ciekawych czasach.
Dla mnie było to przede wszystkim spotkanie z pisarzem, którego książki bardzo cenię. Nie tylko "Sobola i pannę", ale także znakomitą, pełną informacji historycznych "Kronikę rodziny Weyssów-Weyssenhoffów" wydaną w Wilnie w 1935 roku. Jak trudna była to pozycja do zdobycia jeszcze kilka lat temu! Już nie pamiętam, która biblioteka sprowadzała mi zamówione kserokopie, gdy przygotowywałam swoją książkę "Tajemnice księżnej Doroty Czartoryskiej". Nie tak dawno przypomniałam sobie "Mój pamiętnik literacki", a w planach mam "Unię. Powieść litewską". 


Dlaczego warto czytać Weyssenhoffa? Choćby dlatego, by poznać autora, który "wszedł do literatury od razu - przez główne drzwi. Ten Mistrz - ani przez chwilę nie był czeladnikiem." 


***

Książka wydana w 2015 roku przez Wydawnictwo Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
Zawiera obszerną bibliografię (w tym źródła rękopiśmienne), indeks osób, szczegółowy wykaz ilustracji. Na uwagę zasługują wkładki  ilustracyjne, gdzie prezentowane są fotografie pisarza, jego rodziny, ale także karty wstępu do kasyna w Monako, zaproszenia do Radziwiłłów, na bale do Branickich, na wieczory do Przezdzieckich...
Jest też zasuszony kwiat zerwany przez pisarza w ogrodzie królewskim w Atenach, listy, bruliony powieści, okładki katalogów, ekslibris Weyssenhoffa czy jego szafy biblioteczne, obecnie w czytelni biblioteki Instytutu Badań Literackich w Warszawie.


sobota, 7 listopada 2015

Gdzie jestem, kiedy mnie tu nie ma?

Trochę mniej mnie na blogu... 
Gdy go założyłam pisałam 10, a nawet 14 postów w miesiącu. Wcale nie było to spowodowane tym, że więcej na przełomie 2012/2013 roku czytałam, wydawałam, więcej się działo spraw ważnych. 
Powoli narzucałam blogowi mniejsze tempo. Tak już pewnie zostanie... Kilka wpisów w miesiącu. Może nawet jeden albo dwa. O sprawach, książkach, podróżach najważniejszych. Nie o wszystkim.


Pisanie książek zajmuje mnóstwo czasu, zbieranie materiałów także.  Może nawet ta część przygotowująca do pisania jest dłuższa? W dodatku przy pracy zawodowej na pełnym etacie bywa to niekiedy logistycznie trudne. Czas pokaże jak będzie dalej? Czy pracę z pisaniem uda się dalej godzić? 

W październiku zakiełkował dość nieśmiało pewien literacki pomysł. Nie miałam takiej książki na razie w planach, ale ... sprawy potoczyły się inaczej. Planowaną biografię odsunęłam na kilka miesięcy, by zająć się moim nowym pomysłem, który zjawił się nagle i tak mnie zaintrygował i wciągnął, że ... poświęcam mu teraz każdą wolną chwilę. 

Tworzy się nowa książka, inna niż dotychczasowe, bo nie będzie to biografia poświęcona jednej postaci, ale szkice biograficzne.
Przeglądam więc moje szuflady, w których trzymam nagromadzone przez lata zapiski poczynione w archiwach i bibliotekach, płyty CD, na których mam skany dziewiętnastowiecznych  listów, "siedzę" w bibliotekach cyfrowych czytając prasę z początków XX wieku. Szukam ilustracji, fotografii w sepii, przeglądam albumy, katalogi. 
Temat wprost bezkresny, pomysły na kolejne rozdziały przychodzą wraz z nowymi odkryciami.
Jesienne wieczory sprzyjają takiej pracy. Jesienią i zimą po prostu dobrze się pisze...

Wracam do pracy :)


środa, 28 października 2015

Dama w jedwabnej sukni w nowym wydaniu!

Kto nie czytał wydania pierwszego "Damy w jedwabnej sukni. Opowieści o księżniczce Helenie Sanguszkównie" przypomnę, że książka ukazała się w 2012 roku w Wydawnictwie LTW.

Wydanie II (świeżutkie egzemplarze z drukarni właśnie dziś do mnie dotarły) zostało poprawione i uzupełnione. To ta sama, ale jednak inna książka. Zdecydowanie jaśniejsza okładka wydobywa piękno portretu Heleny malowanego w Rzymie przez Antoine Bourlarda. 


W środku też zmiany. W wydaniu I zamieszczono 48 ilustracji, w nowym wydaniu jest ich 62!
Odszukałam jeszcze nowe fotografie Heleny w Bibliotece Narodowej, Muzeum Zamoyskich w Kozłówce czy Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie. Są także nowe fotografie jej matki księżnej Izy, szwagierek Marii i Konstancji, przyjaciółki Zofii. Jest własnoręczny list Heleny pisany zamaszyście i bardzo starannie. Jest jeszcze kilka innych zmian...
Niektóre informacje wymagały zaktualizowania, inne pojawiły się po raz pierwszy jak na przykład opis wizyty u Sanguszków w Gumniskach arcyksięcia Rudolfa...


O kim jest książka? 

"Dama w jedwabnej sukni" to oparta na materiałach źródłowych opowieść biograficzna o Helenie Sanguszkównie (1836–1891). Helena była kobietą niezwykle piękną, znaną i podziwianą w salonach niemal całej Europy. Dla jednych była światową damą o ogromnej wrażliwości, księżniczką o „dobrym sercu”, dla innych jedynie bohaterką romansów i towarzyskich plotek. Śledząc jej życie, przemierzamy niemal całą Europę, od Petersburga po Paryż. Zaglądamy do ekskluzywnych kurortów, teatrów, wnętrz pałaców, atelier modnych malarzy. Mnóstwo tu obyczajowego szczegółu, ale także realiów życia arystokracji w XIX wieku. Jest też poruszająca ludzka historia – niełatwa miłość i trudne życiowe wybory. 

/informacja z IV strony okładki/

Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do czytania i poznania nowej "Damy w jedwabnej sukni".
Jak bardzo innej i nowej przekonacie się sami...



wtorek, 27 października 2015

O krakowskich Targach Książki i ... złotej jesieni


Niedziela, 25 października. Kierunek? Kraków.
Właśnie trwają 19. Międzynarodowe Targi Książki.


W drodze do...
Kraków wita mnie jesiennie zamglony. Wreszcie docieram na miejsce.



Miałam jeszcze chwilę czasu do swojego spotkania, więc pospacerowałam między stoiskami oglądając 
książki, książki, książki...
Z relacji innych wiem, że sobota była bardzo "tłoczna".
Niedzielne "alejki targowe" pełne wielbicieli książek, ale mimo wszystko dość przestronne, w niektórych miejscach prawie kameralnie. 
Ścisku nie ma, przynajmniej ja go nie zauważyłam.

Zamieniam parę słów na niektórych stoiskach. Muzeum Historii Fotografii im. W. Rzewuskiego w Krakowie przygotowało ciekawe pocztówki, wybieram jedną na pamiątkę, to "Portret dziewczyny z warkoczem". Zamieniam jeszcze słowo tu i tam... jest miło, sympatycznie, uśmiechnięci ludzie.
 Jeszcze małe zakupy (literatura kresowa to wciąż u mnie nr 1) i zmierzam powoli 
do stoiska B17.

W godzinach 12.00 - 13.30 miało miejsce moje spotkanie na stoisku Wydawnictwa LTW, gdzie podpisywałam książki i rozmawiałam z Czytelnikami.

W Wydawnictwie LTW wydałam ...
Tytułów nie będę wymieniać, damy same mówią z okładek...














Dziękuję moim Wydawcom za zaproszenie i wszystkim, którzy tego dnia odwiedzili 
mnie na stoisku Wydawnictwa LTW.
Rozmowy o książkach wydanych, czytanych i tych, które dopiero są w planach 
były bardzo inspirujące...

Fot. Wydawnictwo LTW
Stoisko Wydawnictwa LTW, na którym są także i moje książki...
Fot. Wydawnictwo LTW



Fot. Wydawnictwo LTW

To ostatni dzień Targów Książki. Czas wracać.
Drogę powrotną do domu wybieram w wersji jesienno-malowniczej. 
Pewnie takich widoków w Ojcowie i Pieskowej Skale już w tym roku nie zobaczę.







środa, 14 października 2015

Zapraszam na 19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie!

Już niedługo kolejna odsłona krakowskich Targów Książki. 
Dla mnie po raz trzeci.

Zapraszam na spotkanie i rozmowy o książkach (i nie tylko) 
25 października (w niedzielę) 
w godzinach 12.00-13.30.

Stoisko B17  Wydawnictwa LTW


Serdecznie zapraszam!



piątek, 2 października 2015

Już październik...

Zmieniające się pory roku to taka oczywistość i za każdym razem mimo wszystko mnie zaskakują. Przychodzą i odchodzą trochę za szybko. 
Kiedyś upływ czasu przypominał mi polną ścieżkę - można było kroczyć wolno, schylając się po mijane kwiatki, przypatrując się łąkom, polom. Delektując się.
Dziś z tej dawnej polnej ścieżki nic nie zostało.
Rzeczywistość już się na niej nie mieści, wszystko przyspieszyło, a czas zachowuje się dziwnie. 
Jest, a wciąż go brakuje. 
Zmieniające się zbyt szybko pory roku są tego dowodem. Nie tak dawno odnajdywałam w swoim ogrodzie wiosnę, dziś znalazłam tam jesienną ciszę i spokój chylącej się do pożegnania przyrody.








W wolnych chwilach czytam oczywiście.  Przede wszystkim dokumenty z XIX stulecia. Latem wybrałam się do archiwów, zrobiłam setki zdjęć, a teraz - jesiennymi wieczorami - czytam sobie korespondencję Zamoyskich, Walickich, Wichlińskich...
Jako postscriptum do wakacyjnej trasy w okolicach Grójca "Katalog zabytków sztuki w Polsce. Tom X. Powiat Grójecki."
Wszystko "kręci się" wokół przyszłego pisania.