wtorek, 12 lipca 2016

Staropolska miłość

Książka, o której dziś chcę napisać wydana była  35 lat temu i pewnie od tego czasu jest w domu. Bo jest od zawsze.
"Staropolska miłość. Z dawnych listów i pamiętników" pióra Alojzego Sajkowskiego to piękna opowieść w przednim stylu, pełna smaczków, analizy, trafnych spostrzeżeń. Jak to się czyta!
Taką literacką ucztę przygotowałam sobie na pierwszy tydzień urlopu. Czytam wówczas wolno, niespiesznie, czyli zupełnie inaczej niż w pozostałe miesiące w roku, gdy czas nakazuje się spieszyć.


Wybór lektury jest nieprzypadkowy. Tak się składa, że przygotowując się obecnie do pisania nowej książki badam niezwykłą korespondencję miłosną z początku XIX stulecia. Do tej pory niepublikowaną! Stare listy kryją niezwykłe tajemnice, otwierają przed nami  dawny świat. Kto pochylił się kiedyś nad listem dawnym, pisanym zrudziałym ze starości atramentem, ten wie o czym mówię. Kto jeszcze tego nie doznał, niech uwierzy, że taki list podobny jest do drzwi, po uchyleniu których wchodzimy w dawne stulecia, przeżywamy wraz z ich nadawcami wszystkie emocje.
Miałam więc przed wyjazdem wielką ochotę zabrać ze sobą książkę, już znaną i czytaną, ale teraz, w nowych literackich okolicznościach, chciałam sprawdzić jak autor "Staropolskiej miłości" podszedł do tematu, na co zwrócił uwagę odczytując listy sprzed wieków. Listy miłosne!

Na książkę składa się XIII rozdziałów, w których Sajkowski przywołuje postacie sprzed lat. Informacje o nich zbiera w pokaźnych zasobach archiwalnych, przede wszystkim przepastnego Archiwum Radziwiłłowskiego złożonego w Archiwum Głównym Akt Dawnych w Warszawie. Niegdyś listy te spoczywały na zamku w Nieświeżu, dziś  w liczbie około pół miliona spoczywają w magazynach AGAD-u.
O kim pisze Sajkowski? O księciu Bogusławie Radziwille (tym z Sienkiewiczowskiego "Potopu"), o Magdalenie z Czapskich Radziwiłłowej i jej mężu Hieronimie. Jest rozdział poświęcony - znanej mi z "Księżnej Dominikowej" - Teofili z Radziwiłłów Morawskiej, ale są także zakochani Sobiescy czy Urszula i Michał "Rybeńko" Radziwiłłowie. 

Sporo miejsca zajmują cytaty, autor czerpie z archiwów hojną ręką. Jednocześnie list służy mu jako dokument do własnych wniosków, przemyśleń, odwołań do innych autorów. Bogactwo stylu i  erudycja autora czynią ze "Staropolskiej miłości" lekturę fascynującą. 
Bohaterowie sprzed lat stają przed nami jak żywi ludzie pełni emocji, sprzeczności, wątpiący, zakochani. 
Piszą o miłości w zgodzie z duchem i stylem epoki. Oto próbka staropolskiego listu. Magdalena z Czapskich wjeżdża jesienią 1748 roku w odwiedziny do matki. Stęskniony mąż, Hieronim Radziwiłł pisze: 
"Magdusiu, z serca najukochańsza żonczyno! Zapomniałaś  widzę, że masz męża, kiedy na kilka dni uprosiwszy się do JMci Dobrodziki matki naszej, dotąd tam bawisz. Proszę tedy WMć Panią, by (...) miała to w pamięci, że życzę sobie z tobą się, Magdeczko widzieć (...)  bo się inaczej ciężko na Ciebie gniewać będę..." (s. 273)



Zaletą książki jest także umieszczenie na końcu noty bibliograficznej, a także dokładnego opisu zamieszczonych ilustracji i pomocnego indeksu nazwisk. Książka posiada wyklejkę, na którą składają się fotografie listów. Pozostałe ilustracje w tekście są czarno-białe.

Na koniec jeszcze jedno - jakże ważne spostrzeżenie - Sajkowski ma odczucie, które i mnie niejednokrotnie towarzyszyło, gdy przeglądałam dawną korespondencję. Odczucie wtargnięcia "w świat wyznań osobistych, czasem nader intymnych, w żadnym wypadku do publikacji nie przeznaczonych." (s. 9)
Jakże rozumiem autora piszącego te słowa! Jednak to coś "na kształt winy, do której piszący się lojalnie poczuwa, skłania go do wystąpienia z ekskuzą wobec cieni Halszek, Anulek, Marysieniek, Franulek, Teresieniek, aby moją niedyskrecję wybaczyć raczyły, gdyż nie złym sercem, ale szczerą weneracją się dyrygował i prawdy jak klar czystej poznaniem. Ta zaś poczciwej ich sławie nie uwłacza" - kończy wstęp Alojzy Sajkowski. 


środa, 15 czerwca 2016

Mały klejnot, czyli opowieści z Opinogóry.


Miałam przyjemność ostatnio obcować z przepięknie wydaną książeczką - "Mały klejnot. Pałacyk Zygmunta Krasińskiego w Opinogórze". 

Kto kiedykolwiek był w Opinogórze ten wie jak urokliwe i zaczarowane jest to miejsce. Ci, którzy nie byli, niech szybko poszukają to miejsce na mapie, potem znajdą wolny dzień w kalendarzu i przy okazji weekendu czy wakacyjnych wojaży niech po prostu tam pojadą.

Gwarantuję - będziecie olśnieni. Jeśli tak nie będzie możecie składać zażalenia pod tym postem, wymyślę jakąś nagrodę pocieszenia. Jednak... do rzeczy, a raczej do książki.


Klejnotem nazwała Opinogórę, a tak naprawdę mały, neogotycki zameczek, żona poety - Eliza z Branickich Krasińska. Wrażliwa, o zainteresowaniach artystycznych Eliza doceniła urodę tego miejsca, które w myśl przedsiębiorczego teścia, Wincentego Krasińskiego, miało stać się rodowym gniazdem rodziny.
Podtytuł książki "Pałacyk Zygmunta Krasińskiego w Opinogórze" odwołuje się oczywiście do najsłynniejszego mieszkańca i właściciela - twórcy "Nie-boskiej komedii". Ale przecież Zygmunt czuł się tam szalenie nieszczęśliwy. Zarzucił na siebie romantyczny płaszcz cierpienia i tęsknił w Opinogórze przy boku niekochanej żony za kochanką Delfiną Potocką i ... podróżami po Europie.
Opinogóra nie potrafiła  Zygmunta ani zatrzymać w kraju, ani zainteresować czy zainspirować swym pięknem. Ale gdyby nie Zygmunt, być może nie byłoby  Opinogóry?

Książka jest przepięknie wydana, bardzo pomysłowo podzielona na kolejne rozdziały, które prowadzą nas do muzealnych sal urządzonych tematycznie.
Sal - rozdziałów mamy VIII, a mówią na przykład o genealogii, twórczości, podróżach, najbliższej rodzinie. Opracowanie graficzne jest godne pochwały, bo tego rodzaju książki nie tylko się czyta, ale także ogląda. To nie tylko mały album, to mały książkowy klejnot.
Jest tu historia rodu, fragmenty listów, opisy dzieł sztuki i  mnóstwo kolorowych fotografii.

Dziś w Opinogórze znajduje się Muzeum Romantyzmu, we wrześniu 2015 roku wykonano remont zamkowej elewacji. Powróciły na portyk wejściowy dawne elementy zdobnicze.
Opinogóra zaprasza, a cały kompleks składa się jeszcze z kilku innych budynków poza zameczkiem położonym w malowniczym parku.

Prawie 160 lat temu, w czerwcu 1859 roku Eliza Krasińska pisała do siostry Katarzyny "Wróciłam z Opinogóry, gdzie poddałam się kuracji powietrznej - od rana do wieczora przebywałam pod gałęziami lub wśród pól jak jakiś zając czy ptak." /s. 141/

Polecam i ja kurację powietrzną w Opinogórze. Byłam tam latem, byłam zimą, zawsze, nieustannie zachwycona miejscem i jego niezwykłą historią.

Portret pięknej Elizy Krasińskiej malowany przez Winterhaltera.
Pocztówka, ze zbiorów Biblioteki Narodowej. 



piątek, 10 czerwca 2016

Kwiatowa podróż w przeszłość

Kwiaty kocham. Wiosna i lato w ogrodzie to prawdziwy zawrót głowy. Pewnie zauważyliście nie raz jeden, że często książki fotografowałam na tle bukietów, okładkę ozdabiałam położoną na niej nieprzypadkowo różą lub tulipanem, tworzyłam książkowo-kwiatowe kolaże.

Pisząc swoje książki zawsze cieszę się, gdy trafiam na materiały potwierdzające, że i moje bohaterki - damy żyjące w XVIII czy XIX stuleciu - kochały ogrody. Zawsze zastanawiam się, jakie były ich ulubione kwiaty?

Józefa z Moszyńskich Szembekowa bohaterka "Listów z Kresów" zadbała o to, by okna jej sypialni we dworze w Ujściu wychodziły na aleję, przy której wiosną kwitły jej ulubione fiołki.


Maria z Krasińskich Raczyńska, córka naszego romantycznego poety,  a bohaterka książki "Pani na Złotym Potoku" również kochała kwiaty. Zachowane fotografie pokazują ją często w strojach zdobionych świeżymi kwiatami przypiętymi na przykład do kapeluszy.
W oranżeriach jej rezydencji w Złotym Potoku czy Rogalinie hodowano kwiaty, którymi potem właścicielka ozdabiała cały dom. U schyłku życia, we Włoszech, napisała cztery wiersze o swych ulubionych kwiatach: azalii, fiołkach, pierwiosnku i stokrotce.                                                       























Z kolei piękna Helena Sanguszkówna - bohaterka "Damy w jedwabnej sukni" zdobiła często swe fryzury czy stroje kwiatami. Na ślubie siostry Jadwigi wystąpiła w girlandzie z fiołków na głowie. Innym razem w Warszawie widzi ją na spacerze Eliza Krasińska i zapamiętuje piękną damę z wieńcem ze świeżych konwalii na czole. Helena często posyłała znajomym kwiaty z pałacowej oranżerii w Gumniskach. Jedną z obdarowanych była na przykład Helena Modrzejewska.























Liza z Lachmanów Przezdziecka - jedna z trzech sióstr, o których piszę w książce "Siostry Lachman - piękne nieznajome" słynęła z zamiłowania do świeżych kwiatów. Wjazd do jej rezydencji na Podolu w Czarnym Ostrowie zawsze przyozdobiony był przepięknymi kwiatami.
Jej siostra Konstancja z Lachmanów Raczyńska pisała często w swych wierszach o kwiatach, co poświadczają dochowane do dziś dokumenty.

" Gdy róża z bladych ma liści wystrzelić
I krwawe wszystkie wdzięki w siebie wcielić
Przeszkody znosi, bo to z Boga dane
By róże były trudem malowane" *

* Magdalena Jastrzębska: Siostry Lachman - piękne nieznajome. Łomianki 2014, s. 146.

























O kwiatach zdobiących kresowe rezydencje i ich właścicielkach dbających o swe domy i ogrody przeczytacie w "Paniach kresowych siedzib".

























***
Tło kolaży stanowią zdjęcia z mojego czerwcowego ogrodu.

sobota, 4 czerwca 2016

Do szczęścia człowiekowi potrzeba ogrodu i biblioteki

Czerwiec. Kwitną ogrodowe piękności. Jak tu się nie zachwycać?



                                                                                                                                                                       "Do szczęścia człowiekowi potrzeba ogrodu i biblioteki."
/Cyceron/



"Kwiaty są pięknymi słowami i hieroglifami natury, którymi daje nam ona poznać, jak 
bardzo nas kocha."
/Goethe/


"Mając wolność, kwiaty, książki i księżyc, któż nie byłby w pełni szczęśliwy."
/O.Wilde/



"Ten tylko naprawdę poznać może wielkość i mądrość Stwórcy, 
kto usiłuje wyczytać Jego myśli w wielkiej księdze zwanej przyrodą."
/Justus Liebig/



"Za książką kryje się autor. Jego pisanie jest więc zawsze listem do czytelnika. Piszemy zazwyczaj listy do przyjaciół. Książka jest listem autora do przyjaciela."
/J. Iwaszkiewicz/
























wtorek, 24 maja 2016

O Warszawskich Targach Książki i o tym, co autor robi po targach :)


Kolejne Targi Książki... Po raz drugi - dla mnie - w Warszawie. 
W sobotę miałam przyjemność spotkać się z Czytelnikami na stoisku Wydawnictwa LTW. 
Na Targach właśnie miała miejsce również premiera mojej najnowszej książki - "Panie kresowych siedzib".
Chciałam podziękować wszystkim, którzy znaleźli chwilkę na rozmowę ze mną. 
Mam nadzieję, że opowieści - eseje, o paniach z kresowych dworów i pałaców, uznacie za książkę ciekawą, która dotyka spraw ważnych i przypomina historie o ludziach i miejscach, które nie powinny zaginąć.

Fotorelacja z Targów:



























Fot. Wydawnictwo LTW

Na stoisku Wydawnictwa LTW

Dla Czytelników...

Jeszcze chwilka, by obejrzeć co się dzieje na Stadionie :)
Podobnie jak rok temu odjechałam spod Stadionu "Londyńczykiem".


















                                                                 Co autor robił po targach?
Oto krótka fotorelacja.

Kwiaty oglądam wszędzie, a przyozdabianie nimi miejskiej przestrzeni uważam zawsze za bardzo udane.
Stokrotki i bratki na Nowym Świecie.

A więc to tu mieszkał pan Rzecki...
Spacer Krakowskim Przedmieściem.
Brama-dzieło sztuki.

Bardzo chciałam zobaczyć niedawno oddane zamkowe tarasy i ogrody.
Na tarasach zamkowych.
Kawka, piękne widoki i pozujące do zdjęcia 'Panie
kresowych siedzib"





Na koniec już nie jako autor, ale jako czytelniczka wróciłam z targów ze zdobyczami.
"W cieniu koronkowej parasolki" z dedykacją od autorek (żałuję, że nie byłam po nią osobiście, ale panie miały spotkanie w tym samym czasie, kiedy ja miałam moje) i dwa numery "Karty", w tym najnowszy.



niedziela, 22 maja 2016

Panie kresowych siedzib

" Wielkie damy, patriotki, kolekcjonerki, filantropki, strażniczki ognisk domowych i tradycji, posażne córki magnatów, z biegiem lat zmieniające się w dostojne matrony – panie na kresowych włościach. Spoglądają na nas milcząco z portretów zdobiących ściany muzeów. Ich wspaniałe domostwa w Pietniczanach na Podolu, Szpanowie na Wołyniu, legendarnych Antoninach, Wierzchowni, Białej Cerkwi, Nieświeżu, Połoneczce i wielu innych malowniczych miejscach albo istnieją dziś tylko na fotografiach w sepii – zmiecione podmuchem rewolucji i wojen, albo pełnią całkiem inne funkcje, jakże dalekie od domowego zacisza. To one – kresowe damy i ich rezydencje – są bohaterkami zbioru szkiców biograficznych pt. Panie kresowych siedzib. Przenieśmy się więc w czasie za sprawą tej książki i sprawdźmy, czy zechcą uchylić rąbka dawnych swych tajemnic…"






















Zapraszam do zapoznania się z moją najnowszą książką. Tym razem bohaterkami są panie z kresowych dworów i pałaców.
Było to życie mające zupełnie inny koloryt niż obecne.  Mylił się będzie ten, kto sadzi, że mowa w książce jest jedynie  o pięknych damach otulonych drogocennymi szalami i koronkami. Poza balami i polowaniami jest także codzienne życie wypełnione niejednokrotnie pracą, czasem pełne wyrzeczeń, gdy trzeba było ratować od ruiny ojcowiznę. 
Każdy szkic, każdy portret-rozdział jest inny, bo dotyczy innej postaci, innej rodziny, innego miejsca. 

Tło okładki stanowi pocztówka ze zbiorów Biblioteki Narodowej przedstawiająca siedzibę Radziwiłłów w Nieświeżu




















Kim są moje bohaterki? 

Niektóre umierają zbyt młodo pozostawiając ogromny żal w rodzinie, która upamiętnia je stawiając w pałacowych parkach pomniki lub budując kościoły.

Są artystki -amatorki, których prace do dziś przetrwały w muzealnych zbiorach i przypomniane zostały w tej książce.
Są kobiety przechodzące wielką przemianę duchową, z pustych salonowych lalek, w kobiety świadome i zaangażowane społecznie.
Są muzy pisarzy, które zostały ich żonami.
Są strażniczki domowych skarbów, które do końca wytrwały na swych placówkach przypłacając oddanie i wierność rodzinnemu gniazdu, którego nie chciały opuścić w obliczu rewolucji, życiem. 
Są wielkie damy znane w całej Europie, posiadające swe domy od modnej Riwiery po urodzajną Ukrainę...

W obliczu dziejowych wypadków ich wspaniałe zamki zamieniały się  niejednokrotnie w szpitale,  a one same podążały za swymi mężami na zesłanie...

Są matki, wdowy, panny, żony i kochanki. Szczęśliwe i rozczarowane, ambitne i bierne, oryginalne i odważne, subtelne i delikatne...

Każdy z 21 rozdziałów to osobny portret, niepowtarzalna ludzka historia. 

Przekonajcie się sami, czytając książkę, czy wybór jaki uczyniłam portretując TE właśnie damy, był ciekawy i słuszny? 



Wydawnictwo LTW.
Okładka twarda, 280 stron.

Jak zawsze w swoich publikacjach dokładam wielkich starań, by zgromadzić ciekawy, często jeszcze niepublikowany, materiał ilustracyjny. Tak jest także i tym razem, książkę znacząco wzbogaca (i dopełnia treść) 145 ilustracji.

"Wykaz ilustracji" zamieszczony na końcu odeśle zainteresowanych do miejsca
przechowywania oryginałów fotografii, portretów czy rzeźb.

Obszerna bibliografia będzie na pewno inspiracją do kolejnych lektur.


Recenzje:

Recenzja na blogu: Szczur w antykwariacie
Recenzja na blogu: Słowem malowane
Recenzja na blogu: Czytam Po Polsku

Recenzja na blogu Notatnik Kaye