piątek, 30 marca 2018

Pamiętnik księżnej Marii Zdzisławowej Lubomirskiej 1914-1918

Dziś o książce dla mnie szczególnej, bowiem towarzyszy mojej pisarskiej pracy od października ubiegłego roku. Wciąż mam ją na biurku, a strony grubego tomu przekładane kolorowymi zakładkami wciąż są dla mnie nieocenionym drogowskazem w pisaniu. Choć oczywiście nie jedynym drogowskazem.


Z okładki spogląda księżna Maria z Branickich Lubomirska, urodzona w kresowych Stawiszczach, niegdyś w powiecie taraszczańskim. Dziś w obwodzie kijowskim, na Ukrainie. Rodowa siedziba Branickich uległa pogromowi w 1917 roku. Wówczas jednak Maria była już żoną Zdzisława Lubomirskiego, mieszkała w Warszawie w pałacyku przy Frascati. Drugą jej siedzibą, ukochaną i wypieszczoną troskliwą ręką właścicielki była Mała Wieś, niedaleko Grójca.

Pałac w Małej Wsi, 1 października 2017 r.

Mąż - odgrywał w tym czasie wielką rolę nie tylko w Warszawie, której był przez pewien czas prezydentem. Potem jako członek Rady Regencyjnej pracował nad strukturami administracyjnymi odradzającego się powoli państwa, by wreszcie 11 listopada 1918 roku przekazać wojskową władzę Józefowi Piłsudskiemu. 
Maria - wnikliwa obserwatorka, kobieta wybitnie inteligentna, obdarzona talentem literackim  pozostawiła wspaniale napisane pamiętniki z burzliwych lat 1914-1918. 

Pamiętniki zostały wydane w 2002 roku przez Wydawnictwo Poznańskie, z przedmową prof. Janusza Pajewskiego, przypisami po każdym z rozdziałów, aneksem pióra Zdzisława Morawskiego - wnuka Marii oraz indeksem. Na dwóch wkładkach znalazły się także 32 zdjęcia pochodzące ze zbiorów prywatnych.

Maria opisuje nie tylko doniosłe wydarzenia, ale także drobnostki codzienności. Pisze zajmująco, wnikliwie. Wielkie wydarzenia rodzą się na jej oczach, potrafi je analizować i wydawać własne opinie. Niekiedy relacjonuje wypadki, innym razem z nutką nostalgii wspomina przeszłość.  Zna wszystkich i pisze o wielu - o Piłsudskim, generale-gubernatorze Beselerze, o późniejszym prezydencie Finlandii generale Mannerheimie, o regentach - współtowarzyszach politycznych jej męża - Józefie Ostrowskim i Aleksandrze Kakowskim. 

Jak wielką wartość mają te wspomnienia niech zaświadcza fakt, że w większości opracowań dotyczących tego okresu autorzy chętnie i często Marię Lubomirską cytują. Jest to bowiem ważne źródło do dziejów Polski z burzliwych lat 1914-1918. 

***

Maria Lubomirska poświeciła miejsce nie tylko wielkiej polityce, która działa się na jej oczach, ale także celebrowaniu świąt. 
Oddaję głos autorce:

"Wielkanoc, 4 kwietnia [1915]

Cudowny wiosenny dzionek...
Flota aeroplanów niemieckich przepowiedziana na ten dzień świąteczny nie ukazała się na niebie" (s. 155)

"Wielkanoc, 23 kwietnia [1916]

Dzień słoneczny, ciepły, roślinność niemal w oczach się rozwija na Alleluja. W salonie mam krzaki bzu kwitnącego - białe i czerwone azalie. W darze otrzymujemy  czarny, wyborny bocheneczek chleba od jednego z piekarzy warszawskich z nakłutymi życzeniami i ten miły przysmak zastępuje nam w tym głodnym wojennym roku babki i mazurki." (s. 349)

"Wielkanoc, 8 kwietnia, Maławieś [1917]

Po ośmiu czy dziewięciu miesiącach jestem znowu pod własnym dachem (...) Zaraz za Grójcem samochód stanął jak wryty przed kawałkiem rozmokłej i rozbitej szosy. Zdziś zawrócił na stację, a ja powędrowałam piechotą z laską, z woreczkiem jak pielgrzym do Ziemi Obiecanej. " (s. 488)



niedziela, 11 lutego 2018

Zimowy Zamek Książ

Są miejsca, które mają niesamowitą moc przyciągania. Miejsca, do których z przyjemnością się wraca. O każdej porze roku. Jednym z takich miejsc jest dla mnie monumentalny, owiany tajemnicami i legendami Zamek Książ.
Rozmiarem przewyższa go w Polsce jedynie Malbork i Wawel. Podczas kilku dni spędzonych w okolicach Wałbrzycha wybrałam się dwukrotnie na teren Książańskiego Parku Krajobrazowego. 
Jeden dzień był cudownie słoneczny i zimowy. Drugi dzień szary, może trochę smutniejszy, ale w tym miejscu równie piękny.
O historii zamku napisano tak wiele, że wszyscy ciekawi znajdą bez problemu te informacje. Choćby na oficjalnej stronie Zamku Książ - tutaj. Nie będę się powtarzać i zamieszczać tu informacji, łatwo dostępnych na wielu stronach internetowych. 
Chcę podzielić się jedynie moim subiektywnym spojrzeniem na zamek. 
Jak było? Kto ciekawy, niech obejrzy zdjęcia.

Fotoalbum






















sobota, 3 lutego 2018

197. rocznica śmierci pułkownika Jana Kozietulskiego


3 lutego 1821 roku w Warszawie, godzinę przed północą zmarł Jan Kozietulski. 197 lat temu. Dziś kolejna rocznica, stąd też i ten post.
Poświęciłam Kozietulskiemu sporo miejsca w mojej ostatniej książce, będącej biografią jego siostry - powabnej Klementyny z Kozietulskich Walickiej. 
"Portret Klementyny" to nie tylko opowieść o pięknej i mądrej dziedziczce Małej Wsi, ale to także historia jej rodziny, w tym  familii Kozietulskich.


Ojciec Kozietulskiego był starostą będzińskim. Czy sylwetka gotyckiego zamku położonego na będzińskim wzgórzu nad Czarną Przemszą jest Wam znana? To tu przyjeżdżał Kozietulski-senior piastując  przez 10 lat urząd starosty.

Będzin, październik, 2016 r.
Będzin, październik, 2016 r.

Dzieci Antoniego i Marianny z Grotowskich - zarówno starszy Jan, jak i młodsza Klementyna, urodziły się w Skierniewicach, w pałacu krewnego - prymasa Ostrowskiego.

Skierniewice, luty, 2017 r.

Jan Kozietulski związał się z Napoleonem. Gdy cesarz przybył do Warszawy brat Klemntyny znalazł się w Gwardii Honorowej Polskiej, potem wstąpił do pułku szwoleżerów. Tam zyskał przyjaciół i sławę. Zapisał się dzięki swej odwadze i brawurze w historii polskiej wojskowości.
Z pól bitewnych Europy słał listy do ukochanej siostry Klementyny do Małej Wsi. Pisał o tęsknocie za domem, opisywał obozowe życie, stan zdrowia...

Pałac w Małej Wsi, gdzie mieszkała siostra szwoleżera,  a on sam
często przyjeżdżał do niej w odwiedziny.
Kwiecień, 2017 r.

W listopadzie 1808 roku Kozietulski dowodził w zastępstwie szwadronem, który jako pierwszy ruszył, by zdobyć baterie hiszpańskie  pod Somosierrą. Kozietulski już na początku szarży kontuzjowany, nie dokończył jej, ale jego zasług jako tego, który poprowadził współtowarzyszy do zwycięstwa nikt na początku nie kwestionował. Potem było już różnie...
Słynna szarża przeszła do historii wojskowości, tym bardziej, że wielu francuskich dowódców było zdania, że jest to zadanie nie do wykonania!

Portret Jana Kozietulskiego, mal. Antoni Brodowski?
Zbiory Muzeum Narodwego w Warszawie.

Kozietulski przeszedł cały szlak bitewny z Napoleonem, bił się pod Wagram, wyruszył na Moskwę, pod Horodnią uratował w utarczce z Kozakami samego cesarza. Wielokrotnie kontuzjowany i ranny, odznaczony Legią Honorową i Virtuti Militari, a nawet tytułem barona Cesarstwa Francuskiego.
Przy cesarzu został do końca, a potem wraz z polskim wojskiem wrócił do Warszawy. Przydzielony został do 4. pułku ułanów początkowo niedaleko Augustowa, potem Krasnegostawu.
Afera w pułku, którego był dowódcą, związana z defraudacją pieniędzy dokonaną przez jego "zaufanego" podwładnego podkopała mu zdrowie. Braki w kasie zostały uzupełnione dzięki zabiegom operatywnej siostry Klementyny, ale Jan Kozietulski bardzo przeżył całą sprawę. Jego jedyną winą było to, że zaufał człowiekowi, któremu ufać nie powinien. Po tych ciężkich chwilach już się nie podniósł, do wojska i zdrowia nie powrócił. 

Zmarł w Warszawie, siostra sprowadziła trumnę brata do Belska Dużego i pochowała w krypcie tamtejszego kościoła, w grobach rodzinnych.

Kościół w Belsku Dużym

Tablice epitafijne w kościele Belsku.
U góry po prawej - poświęcona Janowi Kozietulskiemu, po lewej
jego siostrze Klementynie.

Jeśli chcecie więcej dowiedzieć się o dzielnym szwoleżerze, o którym Leon Sapieha pisał, że był jednym "z najdzielniejszych oficerów nie tylko naszego wojska, ale i całej armii Napoleona", a także prześledzić życie codzienne burzliwej epoki, poznać biały polski pałac niedaleko Grójca i losy jednej z najpiękniejszych kobiet tamtych czasów,   sięgnijcie po "Portret Klementyny".

Okładkę książki zdobi portret Klementyny Walickiej, pędzla Grassiego, ze zbiorów
Muzeum Narodowego we Wrocławiu.
Przed II wojną światową portret wisiał w Małej Wsi.

Pałac w Małej Wsi, przechowuje pamięć o dzielnym szwoleżerze i jego  siostrze Klementynie,
Fot. kwiecień, 2017 r.

***
Wszystkie fotografie ilustrujące tekst objęte prawem autorskim (bez zgody na dalsze rozpowszechnianie),  poza portretem Jana Kozietulskiego (zbiory MNW, domena publiczna)




niedziela, 14 stycznia 2018

Czas ziemiaństwa

Upłynęło już sporo czasu od przeczytania przeze mnie tej bardzo ciekawej książki wydanej przez Ośrodek Karta. Postanowiłam jednak pozostawić po tej lekturze ślad na moim blogu, bo książka "Czas ziemiaństwa koniec XIX wieku - 1945" zasługuje  na uwagę. 
Przede wszystkim wydanie. Szata graficzna bardzo ładna, dobrej jakości papier, sporo fotografii, twarda okładka. Na końcu źródła tekstów i zdjęć. Brakuje jedynie  indeksu osób i to  niewielki mankament. Na wyklejce mapa II Rzeczypospolitej z zaznaczonymi miejscami, o których przeczytamy we wspomnieniach ziemian.


Książkę otwiera "Wprowadzenie" Anny Richter, która dokonała wyboru i opracowania tekstów. A wybór wspomnień - bo to  z nich składa się ta publikacja - został dokonany tak, by zaprezentować różne doświadczenia  ziemiaństwa na przestrzeni XIX stulecia aż do 1945 roku. Starano się wybrać teksty odznaczające się walorami literackimi i myślę, że ten zamysł się udał. 

Komu oddano głos? Łucji Dunin-Borkowksiej, Helenie Ostrowskiej, Edwardowi Woyniłłowiczowi, Elżbiecie Cieleckiej i Janinie Okęckiej, Zofii Romer, Stanisławowi Turanu i wielu innym. 
Część z tych wspomnień nie była nigdy publikowana i pozostawała dotąd w rękopisach np. Biblioteki Narodowej, część ukazała się we fragmentach w kwartalniku "Karta", niektóre opublikowano.
Całość podzielono na rozdziały wydzielono czasowo:
U siebie (koniec XIX wieku-1914)
Światowa zawierucha (1914-1920)
Stawanie na nogi (1920-1939)
Obcy w domu (1939-1945)
Wykorzenienie (1945)
Każdy rozdział poprzedza wstęp Marcina Chorązkiego.


Bohaterem książki jest ziemiaństwo. Tamten świat, sposób życia niezmienny od pokoleń, miał niezwykły urok. 
"Z etosu ziemiańskiego wynikały konkretne zobowiązania: wierności rodzinie i jej tradycjom, służby społeczeństwu, niesienia pomocy słabszym, wspierania polskiej kultury, działania na rzecz ojczyzny i państwa - także w sytuacji zagrożenia i nieistnienia." - czytamy we wprowadzeniu Anny Richter /s. 7/

W książce możemy przeczytać wspomnienia ludzi, którzy należeli do prawdziwej elity. Jakże to słowo dziś się zdewaluowało! Należenie w tamtych czasach do elity znaczyło przecież nie tylko przywileje, ale przede wszystkim poczucie honoru, odpowiedzialności, społeczną służbę.

Spośród wielu wspomnień zamieszczonych w książce zapadły mi w pamięć te spisane przez Łucję Dunin-Brokowską z Wolicy na Wołyniu, pełne szczegółów, ciekawych obserwacji.  Wspomniała niedobrane małżeństwo rodziców, matkę, która "była żoną bez zarzutu, ale szczęśliwa nie była wcale." /s.22/. Wspominała warszawskie bale, na których występowała w toaletach od Hersego i wchodziła w nich na balową salę - "cyrkową arenę", jak to określiła. 

Kolejne wspomnienia pełne są opisów codzienności, życia w majątkach w czasach I wojny, w momencie odzyskania niepodległości, czasach II wojny i  wreszcie wysiedlenia i ostatecznej utraty rodzinnych gniazd.

Dla wielbicieli literatury wspomnieniowej pozycja obowiązkowa!
Wydawca: Ośrodek Karta, 2017
Stron 292

czwartek, 28 grudnia 2017

Co przyniósł Rok 2017?

Krótkie podsumowanie mijającego roku. Czy konieczne?
Czasem warto napisać o tym, co było, co się udało, co przed nami...
Będzie to podsumowanie mojej pracy jako autorki, ponieważ o pracy zawodowej i sprawach prywatnych wspominać tu nie będę.

W maju ukazała się moja dziesiąta  książka  pt. "Portret Klementyny". Tym razem bohaterką mojej opowieści biograficznej została Klementyna z Kozietulskich Walicka, której urokliwy portret pędzla Grassiego ozdobił okładkę.



W mijającym roku uczestniczyłam w dwóch wielkich imprezach czytelniczych. W maju pojechałam do Warszawy, by na Stadionie Narodowym wziąć udział w Targach Książki, a w październiku spotkałam się z czytelnikami  podczas krakowskich Targów Książki.



Targi Książki w Krakowie,
Stoisko Wydawnictwa LTW
/fot. LTW/

Warszawskie Targi Książki,
Stoisko Wydawnictwa LTW

W październiku w Pałacu w Małej Wsi, którego właścicielką przed wielu laty była bohaterka mojej publikacji, piękna Klementyna,  zorganizowano promocję mojej książki. Opowiadałam o pani na Małej Wsi w pałacowej herbaciarni. Może jej duch przysłuchiwał się tym opowieściom?


Spotkanie autorskie w Pałacu w Małej Wsi

Wówczas też pojawił się pomysł napisania nowej biografii, nad którą obecnie pracuję. 
Premiera nowej książki w 2018 roku wpisze się - ze względu na działalność mojego bohatera - w obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.



Był to dla mnie - autorki dobry rok. Robię swoje, to co lubię, nie oglądam się za siebie, patrzę w przyszłość. Miło zobaczyć na półkach własny - coraz większy - dorobek, ale to mi nie wystarcza, raczej jest zachętą do dalszej pracy. Choć w tym roku miałam kilka miesięcy prawdziwego odpoczynku, kiedy nie czytałam, nie pisałam i nawet o pisaniu nie myślałam. Czasem tak trzeba.


Moim czytelnikom za obecność, za korespondencję, za odwiedziny podczas targów książki serdecznie dziękuję. 
Jestem ciekawa, jaki będzie Nowy Rok. Jakie przyniesie odkrycia, inspiracje, pomysły, zachwyty?
Zobaczymy...
Przed nami kolejne 365 dni. Niech to będą dobre dni.


niedziela, 26 listopada 2017

Rozważny i romantyczny. W 200 rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki

Mamy Rok Tadeusza Kościuszki. Z tej okazji Muzeum Historyczne Miasta Krakowa zorganizowało wystawę "Rozważny i romantyczny. W 200 rocznicę śmierci Tadeusza Kościuszki". Tytuł - jak nie trudno skojarzyć - nawiązuje do powieści Jane Austin. 
Nasz narodowy bohater pokazany jest jako człowiek borykający się z wieloma trudnościami, odważny, romantyczny, targany wątpliwościami, po prostu ludzki. Bohater, mąż stanu, ale także nieszczęśliwie zakochany romantyk. 
Wystawę obejrzałam na początku listopada. Kolejne "pokoje wystawowe" zabierają zwiedzającego w podróż śladem życia Kościuszki. Znajdziemy tu najróżniejsze eksponaty, od portretów, po stroje z epoki, dokumenty, reprodukcje fotograficzne.  Są także multimedia. 
Warto zobaczyć Kościuszkę "na nowo", przypomnieć sobie fakty z jego życia, uzmysłowić jak rodzi się bohaterstwo, przed jakimi dylematami stoi człowiek uwikłany w historię. 




Wystawie towarzyszy folder autorstwa Piotra Hapanowicza, będący pięknie wydaną i bardzo ciekawą książką. Na 155 stronach przybliżono postać Tadeusza Kościuszki, wzbogacając treść kolorowymi zdjęciami. Koncepcja wydawnicza jest bardzo udana. 
Folder zasługuje na wielkie uznanie - to nie tylko zajmujący tekst, dzięki któremu poznajemy Kościuszkę, ale również zbiór bardzo interesujących fotografii zaprezentowanych w atrakcyjny sposób.






Jeśli jeszcze nie obejrzeliście wystawy, szczerze polecam. 
Trwa do 17 grudnia w Pałacu Krzysztofory. 


piątek, 20 października 2017

Spotkanie podczas krakowskich Targów Książki!

Już wkrótce kolejna edycja Targów Książki w Krakowie. 
Zapraszam w niedzielę, 29 października, w godzinach 11.00-12.00 na stoisko wydawnictwa LTW.


Jak co roku będziemy mogli porozmawiać o książkach, inspiracjach, portretach, archiwach, pisarskiej wenie lub jej braku i innych tajemnicach autora.

***
W poprzednich latach było tak...


2015 rok

2014
2014