niedziela, 17 września 2017

O potrzebie milczenia

Może ten deszcz dzisiejszy sprowokował mnie  do tego wpisu. Może? Nie wiem.
O czym, o kim dziś napiszę? Nie o książce, nie o pałacu, nie o wędrowaniu szlakiem kolejnej bohaterki. Dziś o milczeniu.
Milczeniu autora. 

Jestem w trakcie autorskiego odpoczynku, nie zbieram materiałów do żadnej książki, niczego od miesięcy nie piszę, nic nie mam do napisania w najbliższych planach. Milczę sobie. Co więcej, jest mi z tym milczeniem bardzo dobrze.

Piszę o tym, gdyż dostaję - za co bardzo dziękuję - maile i wiadomości na facebooku od moich czytelników z pytaniem, o kim będzie kolejna książka. 
Trudno mi tu coś określić i napisać, bo... nie planuję. Ostatnie miesiące były dla mnie zaskakujące i bardzo absorbujące. Nie poświęcałam ich książkom, w zasadzie nie czytałam. Nie mówiąc już o pisaniu. 

Jak widać autor potrzebuje czasem przeniesienia się w zupełnie inny czas/wymiar/przestrzeń wolną od tego, co zajmuje go przez miesiące, lata. Wolne od pisania. 

Nie wiem, o kim napiszę kolejną książkę, nie wiem, kiedy ją napiszę. Czy sięgnę po temat za miesiąc, za rok, czy za 10 lat. Życie bywa przecież tak nieprzewidywalne.



piątek, 18 sierpnia 2017

Latem na zamku Książ

Książ - dziś w granicach Wałbrzycha. Imponujący, malowniczy, majestatyczny zamek przyciąga turystów z różnych zakątków świata. Trudno się dziwić, robi bowiem niesamowite wrażenie. Wielkością ustępuje w Polsce jedynie zamkom na Wawelu i w Malborku.

Książ ma wszystko to, co potrzeba, by stworzyć legendę, piękną, ciekawą historię, która przyciągnie zwiedzających. Bywali tu książęta i władcy. Jedną z właścicielek była czarująca księżna Daisy, bohaterka licznych publikacji dostępnych w zamkowej księgarni.
II wojna światowa to znów historia tajemnic, tuneli i schronów... Rozsławił te tereny ostatnio także "złoty pociąg"...

Zdjęcie z tzw. punktu widokowego na skalnym cyplu

Nie będę się rozpisywała o historii tego miejsca, bo jest dostępna na wielu stronach internetowych. 
Napiszę o moich wrażeniach, po raz pierwszy byłam bowiem w Książu latem. Poprzednie wizyty, a byłam tu chyba 3 lub 4 razy, miały miejsce zawsze w okresie zimowym, gdy spędzałam w pobliskich okolicach trochę czasu w okresie noworocznym.
Zawsze marzyłam, by zobaczyć Książ wiosną, gdy w parku kwitną setki imponujących bajecznych rododendronów lub po prostu latem, gdy można zobaczyć w pełnej krasie zamkowe tarasy wypełnione słońcem i kwiatami. 

Szczyt sezonu, sierpień, tłumy. Kolejka do kas równie imponująca co panorama z punktu widokowego położonego na skałach. Do wnętrz zamku nie wchodzę, znam je doskonale, chcę zwiedzić to, czego jeszcze nie widziałam. Tarasy zamkowe. Przy wejściu mało oblegany automat z biletami uratował nieco sytuację i zaoszczędził czas. 



Tarasy ogrodowe są na różnych poziomach. Są tu urokliwe zakątki, imponujące widoki na zamek, niedziałające tego dnia fontanny (w ogóle mi to nie przeszkadzało) i przepiękny, pachnący ogród różany.
Co ja tu będę pisać, zobaczcie sami...










































środa, 2 sierpnia 2017

Marek Gaworski, Pałac w Mosznej

Tytułem wstępu - mam ogromne zaległości na blogu. Plany przed nadejściem lata miałam ambitne, tymczasem stosy nieprzeczytanych książek, jak były, tak jeszcze będą...

Dziś o książce, którą kupiłam w czerwcu podczas wizyty (nie pierwszej i zapewne nie ostatniej) w jednym z najefektowniejszych zamków w Polsce - w Mosznej, na Opolszczyźnie.


Tytuł publikacji Marka Gaworskiego "Pałac w Mosznej" wprowadza, identyfikując tę budowlę, słowo "pałac". Ja jednak wolę słowo zamek i tak będę pisać. Wprawdzie rezydencja nigdy nie pełniła roli obronnej jaką miały zamki, bo od początku służyła potrzebom mieszkalnym i reprezentacyjnym, a więc jednak pałacowym, to jednak styl, ilość wież i wieżyczek nasuwa nieodparcie skojarzenia z zamkami niczym z bajek Disneya. 
Bo Moszna taka właśnie jest - bajkowa, by nie rzec bajeczna. Tak nieco nierealna w tej swojej szalonej fantazji. Czy piękna? Raczej fantazyjna, zjawiskowa, olśniewająca.

Autor w przystępny sposób prowadzi nas po Mosznej - przedstawia historię budowli, jej mieszkańców,  a nawet ważnych gości, przede wszystkim cesarza Wilhelma II, który zawitał do Mosznej w 1904 roku.  Najważniejszą rolę w historii Mosznej odegrał przebogaty ród Tiele-Wincklerów. Byli prawdziwymi potentatami na Górnym Śląsku, właścicielami hut, kopalń, rezydencji... 
Po pożarze pierwotnego barokowego pałacu w Mosznej  w 1896 roku rodzina przystąpiła do przebudowy rezydencji. Ocalony budynek wyremontowano, ale dobudowano do niego nowe, fantazyjne skrzydło zgodnie z duchem historyzmu "imitującego" stary zamek. Kolejna rozbudowa miała miejsce około 1911 roku.
Pozostanie do końca zagadką, dlaczego Sowieci nie zniszczyli Mosznej, choć wyposażenie ruchome przepadło. Zachowały się jednak schody (wspaniała reprezentacyjna klatka schodowa), sufity, kominki...

Książka jest bogato ilustrowana, mamy tu na 64 numerowanych stronach zdjęcia dawnych fotografii wnętrz, portretów, pocztówek. Na końcu dodatek kolorowych, współczesnych zdjęć wnętrz i zamku w różnych porach dnia i nocy, w barwach lata i pięknych kolorach jesieni.
Wydanie staranne, na dobrej jakości papierze. Książka stanowi na pewno ciekawy, choć ze względu na objętość, szkicowy zarys dziejów Mosznej i jej mieszkańców. 
Autor - dobrym obyczajem - nie zapomniał o bibliografii. To wskazówka dla tych, którzy będą chcieli poszerzyć wiedzę o Mosznej i jej mieszkańcach. Ja już wiem, że na pewno sięgnę po książkę A. Kuzio-Pudryckiego "Tiele-Winkler. Arystokracja węgla i stali".

O ile nie zapomnę, a często mi się to zdarza, zakupione w zamkowych sklepikach książki
obowiązkowo ozdabiam jeszcze pieczątkami. 

Na koniec kilka zdjęć z mojej wizyty w Mosznej. Tak było tam w czerwcu. Oceńcie sami, czy pięknie? Ja wróciłam ponownie oczarowana i z przekonaniem, że jeszcze tam wrócę. Kiedyś...































W parku znajdują się okazy wspaniałych starych dębów.



































czwartek, 8 czerwca 2017

Pałac w Małej Wsi, czyli śladem bohaterki książki.


Kto będzie na Mazowszu, w okolicach Grójca, niech pojedzie do niedalekiej Małej Wsi. Znajduje się tam piękny biały pałac. Przez lata niedostępny (po wojnie mieścił ośrodek wypoczynkowy Rady Ministrów), obecnie dzięki nowym właścicielom udostępniony jest także do zwiedzania. Po 3 latach renowacji wnętrza zachwycają. Szczególnie zapadną Wam w pamięci słynne malowidła, m.in. imponująca panorama XVIII-wiecznej Warszawy czy wspaniała Sala Pompejańska.





W zasadzie mogłam napisać ten post już w kwietniu, kończyłam jednak wówczas książkę, a teraz po jej premierze (18 maja podczas Warszawskich Targów Książki) mogę wreszcie na spokojnie powrócić we wspomnieniach do pięknych, wiosennych dni kwietniowych, gdy gościłam w Małej Wsi.
Mój wyjazd na Mazowsze planowany był od dawna. Długie miesiące pracy poświęciłam na badanie materiałów i dokumentów archiwalnych przygotowując książkę o jednej z właścicielek tej rezydencji - Klementynie z Kozietulskich Walickiej.


Wizyta w Małej Wsi była ową "wisienka na torcie" po długich miesiącach pisania, czytania listów pisanych 200 lat temu właśnie z tego miejsca, z Małej Wsi. 
Przebywanie w domu bohaterki książki, spojrzenie na to, co niegdyś ją otaczało (choć oczywiście już inne, zmienione) było nieodzowne i konieczne, by ostatecznie zakończyć książkę. 

3 czerwca 1786 roku rodzina Walickich wprowadziła się do klasycystycznego pałacu w Małej Wsi. Wybudował go teść Klementyny - wojewoda rawski Bazyli Walicki. Dwanaście lat później pałac zyskał nową panią - Klementynę z Kozietulskich Walicką, która wyszła za mąż za syna Bazylego - Józefa.
Portret pięknej damy pędzla Grassiego ozdabiał niegdyś pałacowe wnętrza, wisiał w salonie nad stołem. Dziś portret ten możemy oglądać w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu oraz ... na okładce mojej książki.

"Portret Klementyny", Wydawnictwo LTW, 2017 


Kim była piękna Klementyna? Posłużę się tu krótkim opisem z okładki książki:

Bohaterką książki jest siostra słynnego szwoleżera Jana Kozietulskiego – Klementyna z Kozietulskich 1 v. Walicka 2 v. Wichlińska (1780–1862). Była damą słynącą z wielkiej urody, potrafiącą wzbudzać gorące uczucia. Prowadziła salon intelektualny w Warszawie, zarządzała majątkiem ziemskim, dbała o ukochany pałac w Małej Wsi, niedaleko Grójca. Uczestniczka i obserwatorka wielu ważnych wydarzeń historycznych i towarzyskich, autorka i adresatka obszernej korespondencji, na podstawie której można odtworzyć szczegóły życia charakterystyczne dla jej epoki. 
Magdalena Jastrzębska pisząc swą książkę snuje opowieść o miłości, honorze, poczuciu obowiązku, tradycjach, przywiązaniu do ziemi i rodzinnego domu. Koleje życia Klementyny z Kozietulskich przypadające na barwną, niespokojną epokę, wypełnioną galerią malowniczych postaci – władców, książąt, generałów, heroin wielkich romansów – mogą zainteresować współczesnego czytelnika poszukującego autentycznych historii z minionych wieków.


Zapraszam Was na spacer po Małej Wsi. Taką ją zobaczyłam w pierwszy tak ciepły weekend budzącej się wówczas dopiero do życia wiosny. 


Pałac w różnych porach dnia prezentował się okazale, wieczorem podświetlony wydawał się jeszcze bardziej malowniczy.



Budząca się wiosna w pałacowym parku...



Pałac od strony ogrodu

Wieczorem...
Oświetlona restauracja Stara Wozownia, a po bokach widoczne dwie (z czterech) oficyny mieszczące apartamenty hotelowe.

Dla mnie najpiękniejsze pałacowe wnętrze - Sala Pompejańska pokryta dekoracją malarską w formie groteski.

Sala Warszawska pełniąca rolę sali jadalnej z imponującą malowaną panoramą XVIII-wiecznej Warszawy.
Imponujący stary platan w parku pałacowym zapewne niejedno widział....
Wieczorny spacer w świetle księżyca.
Mała Wieś to bardzo romantyczne miejsce!
Oficyna Lubomirskich.
Tu mieszkałam, na pięterku.

 Rankiem obudził mnie radosny śpiew ptaków i taki widok...

Po śmierci syna Klementyny - Aleksandra Walickiego i zięcia Stanisława Rzewuskiego, którzy zmarli w odstępie zaledwie kilku dni podczas epidemii cholery w Krakowie w 1831 roku, w pałacowym parku w Małej Wsi stanęło zgodnie z duchem romantycznej epoki mauzoleum poświęcone ich pamięci.



Pod kamiennym krzyżem wyryto napis...

Mauzoleum w parku w Małej Wsi.
Czy na jednej z kamiennych ławek siadała kiedyś Klementyna?

W sierpniu 1804 roku Klementyna pisała do męża Józefa z Małej Wsi: 
"Zatrudnienia domowe zwyczajnym idą trybem, wszystko porządnie i spokojnie i wierzaj mi mój Mężu, że nie masz nad życie na wsi".

Gdy będziecie w okolicach Grójca wygospodarujcie "dłuższą chwilę", by zobaczyć to niezwykłe miejsce - pełne historii, przechowujące pamięć o dawnych mieszkańcach i gościach. Dziś odrestaurowane troskliwą ręką obecnych właścicieli. Ja na pewno jeszcze kiedyś tam wrócę...



Strona pałacu w Małej Wsi: http://palacmalawies.pl/

O książce "Portret Klementyny" pisałam w poście pt. Egzemplarze autorskie, czyli chwila refleksji nad "Portretem Klementyny"


środa, 31 maja 2017

Wieści z Warszawskich Targów Książki 2017

Dziś ostatni dzień maja, a ja jeszcze na blogu nie podsumowałam mojej wizyty na Warszawskich Targach Książki. 
W tym roku targi odbywały się w terminie 18-21 maja. Ja dyżurowałam na stoisku Wydawnictwa LTW w sobotę, planowo w godzinach 12.00-13.00, ale  praktycznie nieco dłużej.
Okazją do przyjazdu na targi była m.in. premiera mojej nowej książki pt. 'Portret Klementyny".

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy odwiedzili mnie na stoisku Wydawnictwa LTW.
Dziękuję za rozmowy o książkach i ich bohaterach, o portretach pięknych pań, o twórczych inspiracjach, muzeach, drzewach genealogicznych i podróżach na Kresy. 
To bardzo inspirujące spotkania!






Po Targach - jak co roku - jeszcze chwila na spacer i zwiedzanie Warszawy. Pogoda przepiękna, cudny, ciepły maj. Sprawdziłam kolor stokrotek ozdabiających w donicach Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście. 
Zwiedziłam po raz kolejny, po kilku latach, Zamek Królewski. Tuż przed Nocą Muzeów. Poza trasą zamkową zobaczyłam jeszcze bardzo ciekawą wystawę czasową "Polskie białe złoto. Porcelana z Korca i Baranówki z kolekcji Andrzeja Wasilewskiego".


Ponieważ nastawiałam się na kilometrowe spacery z Targów Książki jako czytelniczka prawie nie skorzystałam i zakupów nie zrobiłam, ale zarejestrowałam kilka pozycji książkowych "na przyszłość" do zakupienia.
Wsiadając o 19.00 do pociągu powrotnego miałam w torbie tylko kilka "pamiątek", ale za to mnóstwo zdjęć i świadomość ciekawie spędzonego, pełnego wrażeń dnia.


To przede wszystkim ta pani - Klementyna z Kozietulskich Walicka - była dla mnie bohaterką dnia. Książka "Portret Klementyny" przyjechała z drukarni tuż przed targami, teraz - gdy opadły już targowe emocje - cieszę się z mojej kolejnej literackiej pracy w domowym zaciszu. Czekam też na Wasze opinie - listowne, mailowe lub inne, w dogodnej dla Was formie.