Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Estetyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Estetyka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 maja 2013

Historia pewnych pocztówek...

Wietrzenie wiosenne półek, półeczek, szafeczek, szufladek i innych miejsc "tajemnych", gdzie moc szpargałów, notesów, zeszytów, płyt  się nazbierała przez lata, zaowocowało znalezieniem, a raczej umiejscowieniem, zaginionej przez parę miesięcy koperty z pocztówkami retro...
To nie są zbiory moje czysto rodzinne, odziedziczone po babci, prababci, lecz uratowane od znalezienia się na śmietniku pocztówki.


























W czasach mojego dzieciństwa, mieszkałam jeszcze w innym miejscu. Miałam wówczas sporo starszych sąsiadek, pań mających już piękny i słuszny wiek w okolicach osiemdziesiątki.
Gdy jedna z nich zmarła, przyjechali do kamienicy, którą pozostawiła wnukowie, prawnukowie, nie wiem kto jeszcze... Spadkobiercy.
Interesowali się meblami, wartością budynku, ziemią. Traf chciał, że kamienica posiadała też strych, ogromny strych, taki jakie budowano w starych domach. A tam kryły się prawdziwe skarby!




















Były to stare albumy z pocztówkami. Spadkobiercy nie byli nimi zainteresowani, kryły świat,  którego ani nie znali, ani nie rozumieli, ani o nim już nic nie wiedzieli. Nie interesował ich, nie chcieli go poznać.
Miałam wówczas może 10-12 lat i "TE" rzeczy już mnie interesowały. Poza tym byłam - jak każda nastolatka w tym czasie - na etapie gromadzenia pocztówek. 


Spadkobiercy wykazali się na tyle zdrowym rozsądkiem, przy całej swej ignorancji, że ułożyli niechciane albumy obok śmietnika  tak by ktoś, kto może lubi takie starocie, mógł w nich "pogrzebać".
Dzieci z okolicy zwołały się szybko i sprawnie i "zaopiekowały" się niechcianymi, porzuconymi zbiorami.
Na zasadzie losowania, co czwarta pocztówka jest moja, weszłam w posiadanie tych kilkudziesięciu pocztówek z lat 20. i 30. XX wieku.
Pocztówek zdobycznych, ocalonych od spalenia, zniszczenia, zutylizowania.

Choć od tamtego czasu minęło wiele, wiele lat pocztówki są ze mną nadal. Nie mam zamiaru się z nimi rozstawać, choć czasem nikną mi z oczu.
Mają wielki urok. Sentymentalne pozy pięknych dam, śliczne dzieci o twarzach aniołków, bukiety róż, gołąbki,  wazony z kwiatami... Często pojawiający się, dziś prawie zapomniany napis "Z powinszowaniem Imienin".
Miłe dla oka świadectwo tamtych czasów.


piątek, 25 stycznia 2013

Piosenka o porcelanie

Nie jestem kolekcjonerem porcelany, ale ją lubię lub mówiąc inaczej, mam do niej słabość. Smak kawy czy herbaty pitej w porcelanowej filiżance jest dla mnie zupełnie inny od tego samego napoju podanego np. w szkle. Pomijam bon ton, piszę tylko i wyłącznie o moich upodobaniach. 
Porcelana kojarzy mi się z dobrymi chwilami. Czasem przeznaczonym tylko dla siebie, poranną (niestety rano pitą w pośpiechu przed pracą), a potem popołudniową kawą.

Filiżanka kawy i dobra książka. Wizyta w kawiarni. Spotkanie z przyjaciółką. Wreszcie piękno i estetyka przedmiotów, które nas otaczają.

Zawsze zauważę, gdy bohaterowie literaccy, a w zasadzie autor, który powołał ich do życia,  o porcelanie nie zapomina. To są te szczegóły w książce, których ja nie pominę, a nawet zapamiętam, dla innych być może są bez znaczenia…



Kilka takich wynotowałam sobie z ostatnich moich lektur.
W poznańskim mieszkaniu Żaków przed wizytą rodziców Tolka, z których mama jest damą w kostiumie Chanel, a ojciec ma wygląd angielskiego dżentelmena: „Ciocia Wiesia gorączkowo doprowadzała do porządku porcelanę Nowakowskich.” Chwilę potem:
„ Śliczna porcelana –zachwyciła się wytworna matka Tola, ujmując w dwa palce kruchą filiżankę z kawą – Właśnie takie drobiazgi, pamiątki rodzinne przechodzące z pokolenia na pokolenie, budują atmosferę domu.  Nikt nie zaprzeczył. Bo czyż nie maiła racji?”
[ M. Musierowicz” Szósta klepka”]



Wiersz o porcelanie? Oczywiście, że jest, i to pewnie nie jeden. Ale ten Czesława Miłosza, gdzie porcelana jest tylko pretekstem do snucia innych rozważań, pamiętam najbardziej. Może dlatego, że w tamtym roku odkryłam Miłosza ponownie. Nie tego szkolnego, w sumie trudnego do zinterpretowania,  ale człowieka prawdziwego, który żył, tworzył, pisał... Czasem odwiedzenie miejsc związanych z pisarzem wyzwala jakiś magiczny z nim związek. Tak stało się po mojej wizycie w Krasnogrudzie, w dworku "Miłoszówka", potem był odnalezienie domu pisarza w Krakowie, potem jeszcze najnowsza biografia A.Franaszka i wiersze, wiersze... Także i ten o porcelanie.

" Różowe moje spodeczki,                           
Kwieciste filiżanki...  (...)
Słychać gdzie ziemia stęka
Maleńkich spodeczków trzaski.
Sny majstrów drogocenne,
Pióra zamarzłych łabędzi
Idą w ruczaje podziemne

I żadnej o nich pamięci.
Więc ledwo zerwę się z rana
Mijam to zadumany.
Niczego mi proszę pana

Tak nie żal jak porcelany"
 [Czesław Miłosz: Piosenka o porcelanie]

O tym, że porcelanę wynaleźli Chińczycy wiadomo... O tym, że w Europie jej początków należy szukać w  Saksonii też chyba wiadomo. W powieści historycznej Kraszewskiego "Hrabina Cosel" elektor saski i król Polski August II wraz ze swą kochanką odwiedza niejakiego Bottigera-alchemika, który miał wynaleźć złoto. Wynalazł... porcelanę!
"... król posunął się kroków kilka ku stołowi  oko jego zatrzymało się z uwagą na przedmiocie, który wśród papierów się znajdował. Było to kilka jaspisowej barwy filiżaneczek, które wielkiemu znawcy i miłośnikowi porcelany (...) wydały się wschodnim  wyrobem (...)
- Ale to najśliczniejsza w świecie porcelana! - zawołał król zachwycony - (...) Nim zrobisz złoto, na Boga rób mi porcelanę!"
[ J.I.Kraszewski: Hrabina Cosel] 



                         "Najtrudniejszą rzeczą rewolucji jest czuwać nad porcelaną"
                                                            /Georges Clemenseau/

piątek, 4 stycznia 2013

Przy kawiarnianym stoliku

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie ostatnio przeczytana książka Krzysztofa Jakubowskiego "Kawa i ciastko o każdej porze. Historia krakowskich kawiarni i cukierni." Książka posiada poza wieloma walorami poznawczymi także coś, co bardzo lubię - wyklejkę, a w zasadzie dwie. Jedna to  "Kawiarniany plan Krakowa 1770-1945", a druga to "Kawiarniany plan Krakowa 1945-2000".

O czym jest książka nie będę pisać, bo recenzji ma już sporo. Temat ciekawy, ilość zdjęć zadowalająca, całość godna polecenia. Autor nie ogranicza się jedynie do zaprezentowania kawiarni i cukierni.  Pisze także o wpływie, jaki różne wypadki polityczne i zmiany ustrojowe miały na ich znikanie lub pojawianie się na mapie Krakowa.

Dziś napisać  chcę  o życiu kawiarnianym. Może raczej o kilku kawiarniach, niekoniecznie literackich i niekoniecznie wszystkich w Krakowie, ale dla mnie szczególnych.

Ilu z nas ma swoją ulubioną kawiarnię, taką do której zaglądamy wiedząc, że właśnie tam spotka nas coś dobrego. Kawa, ciastko to przecież nie tylko  zaspokojenie pragnienia czy ochota na "coś słodkiego" to przecież także chęć pobycia w wyjątkowych wnętrzach, w miejscach z historią, delektowanie się nieśpiesznym tempem życia, to podpatrywanie naszych sąsiadów (kto wie, kto siedzi przy sąsiednim stoliku?).

Mój subiektywny wybór przedstawia się mniej więcej tak:
  • "NOWOROLSKI" w Krakowie
Kawiarnia opisana w książce powyżej, od lat jedno z miejsc krakowskich, do którego zaglądam przede wszystkim ze względu na wytworne wnętrza i widok z okien. Lubię oglądać wnętrza tej kawiarni zaprojektowane jako osobne salony, stylowe, pełne elegancji. Lubił tu przychodzić Czesław Miłosz, który w księdze gości wpisał się krótko: "Jestem bywalcem".


  • "KAWIARNIA  EUROPEJSKA", też w Krakowie
Najbardziej lubię jej ostatni salonik i stolik koło zegara. Jest kameralnie i przytulnie. Kawiarnia z tradycjami, pięknie urządzona. Deser "Czarny las" wyborny!



  • Zostawiając Kraków przenoszę się do kameralnej Pszczyny, a tam... "CAFE U TELEMANNA"  
Telemann był nadwornym muzykiem panów na Pszczynie, do dziś na zamku trwa tradycja koncertów. W Bramie Wybrańców urządzono w historycznych wnętrzach przyjemną kawiarnię.
Deser Tiramisu pyszny!





  • " Kawiarnia Wiedeńska" w Lądku Zdroju. Zimowe odkrycie podczas tygodnia spędzonego w uzdrowisku. Codzienne wizyty, którym nie można było się oprzeć sprawiły, że wspominam to miejsce bardzo ciepło. Za oknami piękne widoki, mróz, a w środku cieplutko, miło, a świat wybornych ciast i tortów niesamowicie różnorodny.

Widok z okien kawiarni na uzdrowiskowy park i budynek "Wojciecha" oraz wnętrze kawiarni w dawnej hali spacerowej, stąd wygląd "długiego" pomieszczenia.
No to jeszcze tort - delikatny, wcale nie słodki, czekoladowo-orzechowy...


  • "PIOSENKA O PORCELANIE" w Krasnogrudzie
Jest przy pograniczu polsko-litewskim piękny, ocalony od zapomnienia dwór - Krasnogruda. Nad jeziorem Hołny. Niełatwo tam dojechać, ale... skarb, który kryje się za ogrodzeniem i długą aleją wysadzaną drzewami - bezcenny! Fundacja Pogranicze odratowała dwór, zaopiekowała się tym miejscem, promuje go. Ja spędziłam tam tylko parę godzin. W piwnicach dworu urządzono klimatyczną kawiarnię literacką, której nazwa nawiązuje do znanego wiersza Czesława Milosza.



niedziela, 30 grudnia 2012

Literackie fascynacje kawą

Paliwo dla pisarza? Talent, wena, pomysł, natchnienie?  Wszystko razem plus często magiczny, czarny napój – kawa. Ponoć przybyła do Europy z Konstantynopola. Ponoć pierwszą kawiarnię otwarł w Wiedniu Polak – Kulczycki. Ponoć…

Ostatnio wpadły mi przy świątecznych porządkach do ręki dwa wspaniałe albumy, o których … zapomniałam. Schowały się za innymi książkami i nie mając ich od dłuższego czasu na widoku, po prostu o nich nie pamiętałam.
Pierwszy z nich to „Najsłynniejsze kafejki literackie Europy” pióra Noël Riley Fitch, wydany przez Elipsę w 2008 roku.  A drugi to „Kulinarne fascynacje pana Balzaca” Gonzague Saint-Bris, wydany przez Wiedzę i Życie w 2001. Obydwie książki kupiłam przede wszystkim ze względu na zachwycające, nastrojowe zdjęcia. Albumy to przecież przede wszystkim uczta dla oczu.
Kawa jest jedną z bohaterek tych pięknych książek. Pobudza siły twórcze i może dlatego tak ukochało ją wielu pisarzy. Oscar Wilde, Ernest Hemingway, Adam Mickiewicz, Zygmunt Krasiński… ale jej największym smakoszem z pewnością był Honoriusz Balzac.
Pisał o niej często, pozostawił zresztą w swej twórczości mnóstwo kulinarnych wskazówek, a nawet gotowych przepisów.
Jaki wpływ miała kawa na pisarza? Ogromny. Pobudzała wspomnienia, porównania wysypywały się jak z rękawa, myśli biegły szybko i aktywizował się cały proces twórczy, w czasie którego „papier pokrywa się atramentem”.
Balzac pijał kawę czarną. Ciekawe są jego spostrzeżenia dotyczące kawy z mlekiem, którą ja osobiście preferuję. Co na taki napój mawiał francuski pisarz?

„…podanie kawy z mlekiem nie jest błędem; jest to po prostu śmieszne. Jedynie dozorcy piją tę prostacka mieszankę, która zasmuca, obciąża żołądek szkodliwym nalotem i osłabia system nerwowy”. (Kulinarne fascynacje…s.99)
Z preferencjami kulinarnymi pana Balzaca dyskutować nie będę, on lubił czarną, ja z mlekiem. I niech tak zostanie. Nawet wielcy ludzie mogą się mylić;-))))

Aż prosi się, by zacytować znany zapewne wszystkim fragment naszej epopei:

„Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w żadnym kraju
W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju
Jest do robienia kawy osobna niewiasta,
Nazwa się kawiarka, ta sprowadza z miasta
Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku,
I zna tajne sposoby gotowania trunku,
Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu,
Zapach moki i gęstość miodowego płynu.”
                                                                             ******

A do kawy polecam, by osiągnąć apogeum sił twórczych, „coś słodkiego”.
Jeszcze ze świątecznych wypieków. Tort czekoladowo-kokosowy lub babeczki z kremem waniliowym i czekoladowym.
Oby Nowy Rok 2013 był tak słodki, ale przede wszystkim pomyślny...

wtorek, 25 grudnia 2012

Kraków w świątecznej odsłonie

Nie będę tu pisać o wyjątkowej aurze Krakowa, jego magii, historii, niezwykłości... Każdy, kto kocha to miasto, a ja do tych osób należę, zna jego legendy, zakątki, tajemnice.
Chciałam podzielić się efektem świątecznej wizyty, niezbyt długiej, wieczornej. Rynek, Kiermasz Świąteczny, tysiące świateł, choinki, anioły, zapachy...
Uczta dla zmysłów.





 
Nieodłączny element krakowskiego rynku - dorożki. Tu naprzeciwko pięknego Hotelu Bonerowskiego.


Na Kiermaszu zachwyciło mnie stoisko Ceramiki Boleslawieckiej i wielki dzban będący doskonałą wizytówką tej znanej firmy.


Był hejnał z wieży mariackiej i ... księżyc przebijający się nieśmiało przez chmury i lekką, wieczorną mgłę...
A na koniec efekt świątecznych zakupów - mini bombki (bańki). Byly tak urocze, wielkości ok. 2 cm, że nie mogłam się im oprzeć.