sobota, 2 marca 2013

Godurowo i jego mieszkańcy

Dziś o książce Izabeli z Żółtowskich Broszkowskiej "Zółtowscy z Godurowa".
Książka wydana  w serii "Biblioteka WIĘZI" w 2010 roku. Wydana starannie, w twardej oprawie,    z wyklejką i mnóstwem fotografii z rodzinnych archiwów autorki. Fotografie zachowały urok dawnych czasów, prawie wszystkie są w sepii, a reprodukcje są dobrej jakości.
To rodzinna opowieść o przodkach, starym domu wybudowanym pod wielkim dębem, ziemiańskim życiu, codziennych kłopotach, ale jakże innych od tych dzisiejszych.

 Wydawca pisze o książce: 

„Stary dwór w Godurowie był świadkiem zarówno najpiękniejszych, niemal sielankowych chwil, jak i tragedii rodzinnych czterech pokoleń Żółtowskich. Dzieje tego zasłużonego dla Wielkopolski rodu, barwnie opisane na podstawie pamiętników, listów, wspomnień i innych dokumentów znalezionych w archiwach, wiernie oddają koloryt epoki przełomu XIX i XX wieku.

Autorka, córka ostatniego przed zagładą 1939 roku właściciela majątku, Benedykta Żółtowskiego, pisze w Posłowiu: „Opisałam ich dzieje nie po to, by wyliczać wysokie rodzinne koligacje, owe prababki Zamoyskie, Potockie, Sapieżanki czy Lubomirskie, bo to wszystko, choć kiedyś było bardzo ważne, przeminęło z wiatrem, pozostała natomiast tradycja gorącego patriotyzmu, głębokiej religijności i solidnej pracy ludzi przyzwoitych”.

Dobrze czyta się opowieść o mieszkańcach starego, barokowego dworu w Godurowie. Najciekawsze są fragmenty mówiące o dawnym obyczaju. Możemy dowiedzieć się z czego składał się np. posag zamożnej panny. Interesujące się takie np. spostrzeżenia: "Moda wtedy zmieniała się co kilkadziesiąt lat, także wyprawne suknie nosiło się prawie do śmierci." (s.61).
Jest wzmianka o chłopcu,  który najęty był w majątku do doglądania krów,  jednak swoją pracą niezbyt się przejmował,  bo wolał czytać ukradkiem "Krzyżaków". Przyjęty wreszcie we dworze jako pomocnik kamerdynera, zakradał się często do dworskiej  biblioteki i czytał zachłannie powieści historyczne. Chłopcem tym był Ignacy Stachowiak, w latach późniejszych oficer polskiego wywiadu.
Historia takich rodzin, ich trwanie, przekazywanie tradycji nie jest jedynie martwym zapisem w sztambuchu i kolekcją starych fotografii. Ta historia wciąż (choć już inaczej) ma ciąg dalszy... Świadczy o tym choćby fakt, że przepiękny ślubny szal z belgijskiej, cennej koronki, należący niegdyś do Ludwiki Żółtowskiej do dziś dnia służy jako welon ślubny kolejnym pokoleniom w tej rodzinie... 



Na jednym ze zdjęć widzimy Ludwikę Zółtowską w rodowym naszyjniku z  pereł.  W przypisie stronę wcześniej można przeczytać, że piękne perły przysłużyły się rodzinie w późniejszych  ciężkich czasach. Zapinkę od naszyjnika, którą był okazały szafir otoczony brylantami, autorka otrzymała w prezencie ślubnym, by potem sprzedać, aby wpłacić na mieszkanie tzw. M4. 
Życie Godurowa przekreśliła II wojna światowa...

                                                                          ***
Dwór spalony został w 1946 roku. W dawnym majątku działał PGR. 
W internecie znalazłam zdjęcie niedawno odbudowanego dworu w Godurowie, jest w rękach osoby prywatnej. Czy związanej z rodziną? Tego niestety nie wiem.
Rok temu ukazała się kontynuacja rodzinnej historii " Trudne lata. Żółtowscy z Godurowa 1939-1956.". Ta lektura jest jeszcze przede mną... 

9 komentarzy:

  1. To zdecydowanie moje klimaty, uwielbiam książki opisujące stare dwory i dzieje zamieszkujących je rodzin. Moje ulubione to "Ostatni mazur" Andrew Tarnowskiego oraz "Podwójne życie Szaszkiewiczowej" Ireny Kiki Szaszkiewiczowej. Chętnie przeczytam "Zółtowskich z Godurowa".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Ostatni mazur" przeczytałam przysłowiowym jednym tchem. Świetnie napisana książka! I historia rodu przedstawiona bez cenzury, za co autorowi "oberwało się", skoro wykluczono go ze Związku Rodu Tarnowskich.

      Usuń
  2. Pozdrawiam autorkę tego wydania biograficznego. Wiem cośkolwiek o Godurowie. Byłem świadkiem rozmowy Pani hr Marri iŻółtowsiej z moim dziadkiem - Szczepanem Jurczyńskim w 1945 w maju) Znam koleje losów pałacu przed spaleniem. . Ostatnie spotkanie (osobiście) z hrabiankami mieszkającymi w ówczas w Gostyniu miało miejsce na pogrzebie mojego dziadka w 1952.. Wieś Godurowo jest w moich wspomnieniach bardzo bliska - chociaż przebywałem (mieszkałem u dziadka) w niej tylko pół roku. Ale z opowiadań rodzinnych wiem bardzo wiele. Serdecznie pozdrawiam..!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorką książki jest Izabela z Żółtowskich Broszkowska, ja jedynie napisałam swoje refleksje po przeczytaniu tej książki.
      Dziękuję za podzielenie się garstką wspomnień.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem komentarze nie publikują się od razu, ale nie mam na to wpływu.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Witam serdecznie.
      Poszukuję od dawna opisanej pozycji. Może ktoś z Państwa jest w stanie mi pomóc i wskazać gdzie mogę tej książki poszukiwać? (niestety w sklepach nakład wyczerpany). Pragnę nadmienić, iż mój Pradziadek w 1910 był podleśniczym właśnie u Żółtowskich w Godurowie.
      Pozdrawiam
      M.Nowak

      Usuń
    4. Pozostają chyba jedynie antykwariaty albo można śledzić na allegro.
      Pozdrawiam i życzę zdobycia książki, bo to pięknie napisana rodzinna opowieść.

      Usuń

Wiosenne zmiany

Wiosna, zmiany, porządki... Mój blog przeszedł pewne "przemalowanie". Do końca nie jestem jeszcze zadowolona z tych zmian, ale ...

Popularne posty