Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serie wydawnicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serie wydawnicze. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 stycznia 2015

Z wizytą w pałacu Pusłowskich

W roku 2014 Uniwersytet Jagielloński (na którym, nawiasem mówiąc, miałam szczęście i przyjemność studiować) świętował swoje 650-lecie. Z tej okazji wydano cykl "Historia budynków Uniwersytetu Jagiellońskiego", zapoczątkowany już w 2009 roku. 




W ubiegłym roku ukazała się praca "Pałac Pusłowskich" Andrzeja Chwalby, która szczególnie mnie zainteresowała nie tylko przez sentyment do Uniwersytetu, ale także jako wspomnienie o rezydencji związanej z rodziną,  którą notuję w mojej obecnie piszącej się książce.
Latem tego roku odwiedziłam pałac Pusłowskich, o czym pisałam w poście Moje szlaki w Krakowie, ale o jego bogatej historii dowiedziałam się dopiero - w tak obszernej formie - z prezentowanej właśnie książki.


Pałac od strony ogrodu.



Jest to książka nie tylko dla miłośników Krakowa i architektury. Autor chciał dotrzeć do większej liczby czytelników, dlatego książka nie jest ciężką naukową "cegłą", ale interesującą historią, gdzie dzieje Krakowa, pałacu, rodziny Pusłowskich na tle XIX i XX stulecia, tworzą fascynującą opowieść. 
Pałac był nie tylko domem, był miejscem, gdzie zgromadzono imponującą kolekcję sztuki. Losy tego zbioru możemy śledzić wraz z autorem.

Przy okazji dowiadujemy się szeregu ciekawostek. Pod koniec XIX stulecia władze miejskie skutecznie interweniowały u właścicieli posesji, jeśli zauważyły, że np. mur od strony ulicy "szpetny przedstawia widok" (s. 26). Hrabia Pusłowski mur musiał naprawić, by estetyka miasta nie ucierpiała...
Zanim w początkach XX wieku zaprowadzono w pałacu elektryczność światło dawały lampy naftowe. Miesięcznie zużywano kilkadziesiąt litrów nafty!

Wiele miejsca poświęcono ostatniemu właścicielowi pałacu Franciszkowi Xaweremu Pusłowskiemu, który zmarł w 1968 roku w wieku 93 lat. Pusłowski mieszkał cały czas, do śmierci, w pałacu,  ale jego sytuacja w latach powojennych, szczególnie stalinowskich, była trudna. Przekazał 112 obiektów z kolekcji, za namową prof. Estreichera, Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. O tym jak Estreicher wywoził z pałacu dzieła sztuki (w tym także te, które nie zostały podarowane Uniwersytetowi) mówi bardzo ciekawy rozdział "Dezintegracja kolekcji".

Dziś dawna kolekcja Pusłowskich znajduje się w rożnych miejscach Krakowa - w Collegium Maius, w Muzeum Narodowym w Sukiennicach, Bibliotece Jagiellońskiej, Dworku Matejki w Krzesławicach, a także w najnowszym oddziale Muzeum Narodowego - Europeum.

Dziedziniec Collegium Maius

***
"Pałac Pusłowskich" (2014, Księgarnia Akademicka) wydany jest w twardej okładce, zawiera 24 rozdziały, bibliografię, wkładkę z ilustracjami, indeks osobowy.

***
Opowieść biograficzną o Franciszku Xawerym Pusłowskim napisała Maria Rostworowska Czas nie stracony. Życie i dzieło Xawerego Pusłowskiego.

O wystawie "Arystokrata u wód" zorganizowanej w Collegium Maius prezentującej wybrane przedmioty z kolekcji Pusłowskich pisałam w poście Wiosenne wystawy w Krakowie.


wtorek, 26 sierpnia 2014

Książki i ja, czyli o moich skarbach.

W czasie wakacji na blogu Guciamal, a potem także na kilku innych (książkowiec, kaye) można było poczytać bardzo ciekawe posty dotyczące książek, a ściślej naszej osobistej, ukochanej biblioteczki. Naszej, bo domowej.
Wakacje się kończą, sądząc po aurze za oknem mamy już jesień, więc w tych ostatnich dniach sierpnia i ja do zabawy jeszcze dołączę.  Znalazłam trochę czasu na sfotografowanie fragmentów mojej biblioteczki, więc oto Ona.


Ostała się jeszcze jedna półeczka z porcelaną...
Jej los jest jednak przesądzony!
Książki stoją w dwóch rzędach, czego na zdjęciu
oczywiście nie widać.

MOJA BIBLIOTEKA i odpowiedzi na kilka pytań...


Jak powstała twoja biblioteka?

Część książek "od zawsze" była w domu. Sporo kupowała moja Mama,  a potem, gdy i ja połknęłam książkowego bakcyla zaczęłam tworzyć własną bibliotekę. Książki historyczne, biografie, pamiętniki, albumy o sztuce to jej trzon. Jest także trochę "odziedziczonej"  beletrystyki. 

Na zdjęciach przedstawiam jedynie to, co mieści się w jednym pokoju, gdzie znajduje się moje "centrum dowodzenia". Naprzeciw biblioteczki mam wygodny duży stół, laptop, krzesła pełne książek, segregatorów i notatek. Tu piszę, czytam i spędzam najwięcej czasu.




Czy jest jakiś ład w twojej bibliotece? 
Żadnego. Niemniej z dokładnością mogę wskazać, gdzie mam jaki tytuł. 




Ile wydajesz miesięcznie na książki? 

Zbyt wiele...



Czy pożyczasz swoje książki? 

Nie lubię pożyczać książek i w zasadzie tego nie robię. Książki albo potem nie wracają albo wracają, ale już jakieś inne, odmienione, nie takie... Od razu widzę każde zagięcie kartki, rysę na okładce... To taka mała fobia:)




Czy masz emocjonalny stosunek do książek? 
Oczywiście! To moi domownicy. 


Czy robisz notatki w książkach (bazgrzesz, piszesz, zaginasz rogi)? 
W niektórych robię notatki ołówkiem, zaznaczam coś na marginesach, niekiedy przyklejam samoprzylepne, kolorowe karteczki. Dotyczy to tylko tych książek, które wykorzystuję podczas pisania swoich własnych.


Jak szybko czytasz?
Chyba szybko, gdy coś mnie interesuje nie ma siły, by mnie od książki odciągnąć. 

Fragment półki z albumami. Jest na dolnym
regale ze względu na wagę...
Czy wracasz do książek raz przeczytanych? 
Do pamiętników i listów wracam często, poszukując informacji. Jeśli chodzi o beletrystykę to mam trzy tytuły, które czytam od zawsze i to po wielokroć:  Anna Karenina Tołstoja, Lalka Prusa i Łuk Triumfalny Remarque'a.



Ile piszesz dziennie?
Piszę dużo, niekiedy codziennie, potem przerwa. Bywa tak, że nie piszę, bo to nie mój dzień lub po prostu trzeba popracować zawodowo. A potem przychodzi wena... i tak powstają książki.

***

Na koniec fragment półeczki, gdzie trzymam Swoje Książki w liczbie 7. 



"Gdy ktoś czyta, zawsze albo się czegoś nauczy, albo zapomni o tym co mu dolega, albo zaśnie - w każdym razie – wygra."

/Henryk Sienkiewicz/


środa, 20 sierpnia 2014

Peczara nad Bohem we wspomnieniach pań Potockich

"Peczara", która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa LTW, to książka składająca się z zapisków pań Potockich.  Pierwsza część książki to Dziennik 1914-1919 Janiny Zofii Potockiej (1851-1928), a drugą stanowią Moje własne wspomnienia jej córki Zofii Barbary Potockiej (1883-1974). 
Peczara - słynna rezydencja Potockich położona nad Bohem, na urodzajnej Ukrainie. Jedna z setek rezydencji, gniazd rodzinnych, będących  świadectwem polskiego istnienia na Kresach. 



Swe ostatnie lata w Peczarze kreśli Janina Zofia z Potockich Potocka, żona Konstantego, w dzienniku, który rozpoczyna pisać w 1914 roku, tuż po zabójstwie arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie. Jej zapiski w formie dziennika, to prywatne notatki, na użytek własny i rodziny. Relacjonuje nastroje ogólne i swoje własne podczas doniosłych wydarzeń w początkach XX wieku. Spogląda na  pomału odchodzący jej dawny świat. Jednym z największych ciosów była śmierć syna Tomasza, który zginął w bitwie nad Bzurą. Zapiski Janiny Potockiej urywają się nagle 30 marca 1919 roku.
Druga część książki, literacko znaczenie lepsza, to wspomnienia córki Janiny - Zofii, spisane w Krakowie, w 1971 roku.

Peczara odmalowana świetnym piórem Zofii jaśnieje niczym najwspanialszy zakątek wyłaniający się  z pamięci starszej już damy, która powraca na Ukrainę we wspomnieniach.  Na skalistych, wysokich zboczach jaru położonego nad Bohem wybudowano pałac. Rzeka była w tym miejscu szeroka, pełna wielkich granitowych głazów, niezwykle malownicza. Neoklasycystyczna rezydencja z obszernym tarasem i pięknym ogrodem przez rodziców Zofii (szczególnie niezwykle gospodarnego ojca) była stale upiększana i modernizowana. Powstała stacja pomp, kilometry dróg, mosty, młyn. A z tych udogodnień korzystała cała miejscowa ludność, ta sama, która potem bez wahania przeprowadziła w Peczarze pogrom, doprowadziła do zniszczenia i unicestwienia prawie wszystkiego, co miało związek z Potockimi. 

Okładka bez obwoluty

Zofia angażowała się w wiele przedsięwzięć, nie stała biernie obok, starała się być pomocna. Pełniła obowiązki pielęgniarki w wojskowym szpitalu w Peczarze, gdy trzeba było zamieniała się w nauczycielkę organizując szkółki wiejskie dla dzieci. Z jej wspomnień wyłania się obraz silnej, odważnej kobiety, która stawia czoło wszelkim okolicznościom. Gdy rodzina opuściła już pałac, a Zofia przeniosła się do Winnicy przyjeżdżała niekiedy (co też było aktem odwagi) do Peczary. 
Gdy przyjechała ostatni raz zabrała na trzech wozach z pomocą zaufanej służby cenne pamiątki, wyjeżdżała o świcie niestrzeżoną przez nikogo bramą. Czuła, że to może być pożegnanie na zawsze: "Głaskałam ściany i rzadkie pozostałe meble, po czym nie żegnając się z nikim, udając, że tu wkrótce powrócę, siadłam na sanie.  W oczach stojących przed domem czytałam, że wiedzą i rozumieją. Raz jeszcze odwróciłam się ku domowi, temu cmentarzysku wspomnień. Przed gankiem stało paru wiernych, a stary Nikifor ręką łzy w oczach wycierał." (s.308)

26 grudnia 1917 roku rozpoczął się pogrom Peczary. Pijany tłum wtargnął do pałacu, rabowała cała wieś, przybywali nawet mieszkańcy okolicznych wsi. Piwnice były jeszcze pełne trunków, które rozochociły tłum. Gdy znaleziono sztuczne ognie zapalono je w kancelarii pełnej dokumentów, akt, papierów. Pożar tylko podgrzał nastroje...
Pogrom trwał dwa dni. Fotografie zrobione już latem 1918 roku uwieczniły efekt zniszczenia.


***
Wspomnienia pań Potockich poprzedza wstęp napisany przez Annę Potocką, dla której Zofia była ciotką (siostrą teścia). 
"Peczara" to trzecia książka wspomnieniowa rodziny Potockich z linii tulczynieckiej. W 2010 roku ukazały się "Z moich wspomnień" Marii z Radziwiłłów Franciszkowej Potockiej, rok później "Przez góry, doliny..." Anny Rey Konstantowej Potockiej (autorki wstępu do "Peczary"). Mamy więc do czynienia z tryptykiem, którego poszczególne części uzupełniają wiedzę o rodzinie i Peczarze. Książki te to nie tylko wspomnienia osobiste i rodzinne, to także ogromny zapis emocji, spojrzenie na polską historię i tradycję.



Warto tu dodać, że Anna Potocka w 1994 roku pojechała do Peczary. Wspomina to w swej książce "Przez góry, doliny..." (s. 293-299). Nie został żaden ślad po pałacu, z jego cegieł wybudowano inne budynki. Na miejscu rezydencji Potockich postawiono nowoczesny szpital. Ostała się jedynie kaplica i zdziczały park...
"Jedynie rzeka była ta sama. Rzeka nad której brzegami stało tyle dworów, pałaców, zamków polskich, gdy te ziemie były krańcami naszej Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Rzeka tak cudna, szumiąca wartkimi falami po porohach, pamiętająca czasy dobre i złe." (s. 298)

***
"Peczara" zawiera 406 stron, indeks osobowy, przypisy przybliżające nam opisane w książce postacie, unikalne czarno-białe fotografie z archiwum rodzinnego Potockich. Oprawa twarda z obwolutą.


niedziela, 11 maja 2014

Majowe lektury

Lektury na maj - wiele ich nie jest, ale to chyba wszystko, co uda mi się w tym miesiącu przeczytać. Pracuję nad kolejną "własną" książką i czasu na te niezbyt związane z tematem nie mam obecnie zbyt wiele.
Co jest na mojej majowej półce?

                     



















1. Czytany obecnie Anny Szatkowskiej "Był dom" - książka zakupiona w Dworze Kossaków w Górkach Wielkich, podczas majówki.
2. Kilka dni temu odebrałam zamówiony bezpośrednio w muzealnym sklepiku piękny ilustrowany przewodnik "Zamek-Łańcut". Do obejrzenia (co już uczyniłam!) i poczytania.
3. "Jedwab. Szlakami dżonek i karawan" Aleksandry Kajdańskiej i Edwarda Kajdańskiego. Ta lektura dopiero przede mną... Książkę otrzymałam z miłą dedykacją od Autorów.
4. Wreszcie czwarta, ostatnia pozycja. Przyszła w tym tygodniu (pocztą lotniczą!) z niewielkiego muzeum pod Moskwą - Lytkarino.  To biografia generała Czernyszewa, wsławionego w czasie wojen napoleońskich, którego pierwszą żoną była Polka - Teofila z Morawskich, o której 14 lat temu napisałam moją pierwszą debiutancką książkę.
Jestem jeszcze z tego pokolenia, które uczyło się od podstawówki obowiązkowo rosyjskiego. Czytam wolno, zaglądając do słownika, który odszukałam w piwnicy po wielu latach, kiedy był niepotrzebny...


środa, 19 marca 2014

Wrócić do Sorrento?...

Przegląd własnej biblioteczki czasem kończy się niezwykłymi odkryciami. Całkiem przypadkiem znalazłam parę dni temu schowaną pośród grubych tomów "Komedii ludzkiej" Balzaca, wciśniętą w kącik bibliotecznego regału, niewielką książeczkę pisaną przez Annę German "Wrócić do Sorrento?..."
Ucieszyłam się  z tego odkrycia, bo po pierwsze byłam zaskoczona, że taka książka jest w domu, po drugie oglądałam nie tak dawno temu serial o Annie German, który przybliżył mi postać tej znakomitej piosenkarki.




Książeczka zawiera 135 stron, wydana była przez ISKRY w 1970 roku, w serii "Autentyk". Wydawca na skrzydełku obwoluty wyjaśnia, że jest to seria  "książek ludzi ciekawego życiorysu."
Anna German poświęciła swe wspomnienia matce, a treść otwiera list do czytelników, pisany już po włoskim wypadku samochodowym, który dramatycznie przerwał jej karierę.

Pisanie miało na pewno w pewien sposób oczyścić wspomnienia, miało być terapią. Anna German we wstępie pisze szczerze, że nieco boi się tego pisarskiego sprawdzianu, bo kontakt z piórem miała sporadyczny.  Boi się także, że "nawet poczucie humoru zostało we mnie zagipsowane".
Tak się jednak nie stało...

Gdy wzięłam do ręki tę niewielką książeczkę chciałam jedynie przejrzeć i za chwilkę znów włożyć ją na dawne miejsce. Ale pozostała ze mną od pierwszej do ostatniej strony. To już siła opowieści autorki, jej szczerości i emocji. 




Pamiętam w domu czarne winylowe płyty z  piosenkami Anny German, które mama słuchała na adapterze Bambino, potem na lepszej klasy sprzęcie, czyli Emanuelu. Byłam zbyt mała, by rozumieć te piosenki. Podobnie jak wielu "odkryłam" Annę German dzięki serialowi.  Teraz, jej wspomnienia są dla mnie dopełnieniem wiedzy o artystce.

Artystce, która w książce "Wrócić do Sorrento?..." nie gwiazdorzy, nie ukrywa kompleksów, mimo urody i młodości niezbyt dobrze czuje się w sukienkach "przed kolano", lubi ludzi autentycznych i szczerych. 
Ciekawa lektura o wrażliwej, silnej kobiecie.


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Zapowiedzi, które mnie zaciekawiły.

Ostatnio porozglądałam się w internecie po książkowych zapowiedziach i odkryłam kilka, które mnie zainteresowały.


W znanej serii PIW "Biografie Sławnych Ludzi", tym razem "Anna Austriacka" - królowa Francji, żona Ludwika XIII i matka twórcy Wersalu. 
Kto czytał lub oglądał "Trzech muszkieterów" (pewnie wszyscy) ten pamięta królową zakochaną w księciu Buckingham i dzielnego muszkietera (kawaler D'Artagnan) gotowego bronić honoru królowej przed spiskującym kardynałem Richelieu.
Wojciech S. Magdziarz przed laty wydał biografię Ludwika XIV, więc prezentowana tu książka nie jest z gatunku płaszcza i szpady, lecz będzie - mam nadzieję - ciekawie poprowadzoną historią królowej opartą na gruntownej wiedzy historycznej.
Kupię na pewno! 






Tego samego autora książka "Uwodziciele władzy. Geneza i organizacja dworu Ludwika XIV".
Wyd. PWN

Jeszcze trochę wiedzy o dworze i królu,  który miał odwagę powiedzieć i uwierzyć w słowa:
 "Państwo - to ja!". 










Znów historia, ale tym razem Rosji.
Richard Pipes "Rosja carów" - pierwsza część trylogii prezentująca historię Rosji od IX do XIX stulecia. 
Ponoć znakomite studium wladzy.
Wyd. Magnum.










Wreszcie biografia kreatora mody "Christian Dior" pióra Marie France Pochna.
W zapowiedziach o książce można przeczytać: "Styl w modzie, będący ucieleśnieniem kobiecości zmysłowym połączeniem szaleństwa i elegancji, w jednej chwili przyniósł Diorowi sławę, tchnął nowego ducha w epokę, która grzęzła w powojennym marazmie, a także wskrzesił sztukę życia, gdy wszyscy przestali już w nią wierzyć. Pierwsza i najpełniejsza dotąd biografia Christiana Diora ukazuje go jako człowieka niedocenianego, który stworzył najsłynniejsze logo na świecie."

Wyd. Bukowy Las
Okładka skórzana.

piątek, 12 lipca 2013

Biografie Sławnych Ludzi - seria PIW

Któż nie zna towarzyszącej nam od lat słynnej serii Państwowego Instytutu Wydawniczego "Biografie Sławnych Ludzi"? 
Wizerunki znanych postaci historycznych, wśród których mamy władców, pisarzy, kompozytorów, polityków, awanturników i szarlatanów... Zawsze jednak są to osoby, które wywarły wpływ na swoją epokę, zapisały się w historii nie zawsze może chwalebnie, ale na pewno znacząco.



Ostatnio przeniosłam się dzięki biografii "Napoleon III" do Paryża II połowy XIX stulecia - przebudowywanego przez Haussmanna.
Epoka krynolin, luksusu, otępienia społeczeństwa szybką możliwością wzbogacenia podczas najróżniejszych spekulacji. Epoka transformacji, nadziei i zwątpień.
Rodzenie się kapitalizmu.
Jeszcze jedna historia o tym, że upadek z wysoka najbardziej boli.

Spośród prezentowanych tu biografii szczególne wrażenie zrobiły na mnie:

"Ludwik II Bawarski" - dzięki niej dowiedziałam dlaczego bawarskie zamki Ludwika wyglądają właśnie w ten sposób. W związku z czym miałam nieco inne spojrzenie na pewne sprawy i nie musiałam tak dokładnie słuchać przewodnika w drodze do Neuschwanstein.
"Cesarzowa Elżbieta" - czar słodkiej Sissi o wyglądzie Romy Schneider prysł po przeczytaniu tej książki. Choć sympatia wciąż pozostała.

środa, 12 czerwca 2013

Maria Kalergis oczami Stanisława Szenica

Od jakiegoś czasu tkwię  ponownie w XIX stuleciu - czytam, notuję, poznaję, odkrywam...
Sięgnęłam z tego też powodu po niegdyś bardzo popularną biografię znakomitego Stanisława Szenica "Maria Kalergis". 
PIW wydawał  serię "Ludzie żywi" (nie wiem czy jest kontynuowana?), w której to ukazały się m.in. książki o Chopinie, Asnyku, Garibaldim.
Piszę o egzemplarzu bibliotecznym, bo nigdy książki tej nie miałam w swoich zbiorach. 
W 1973 roku, wydano ten tytuł już po raz czwarty w imponującym nakładzie 20 tysięcy!



Bohaterką jest tu Maria Kalergis - postać znana w salonach Paryża, Petersburga i Warszawy, muza artystów, kobieta o zniewalającej urodzie obdarzona muzycznym talentem.  Jej ojcem był Niemiec w służbie rosyjskiej, matka była Polką, mąż milionowym Grekiem, po którym została jej córka i oryginalne nazwisko.
Złączyła ją miłość z Adamem Potockim - przystojnym jedynakiem, panem na Krzeszowicach. Na drodze do wspólnego szczęścia staje ówczesna obyczajowość, a przede wszystkim matka Adama. 
Maria jest piękna, bogata, niezależna, ale jest też rozwódką (żyła w separacji z mężem  rozwód ponoć nigdy nie został przeprowadzony) z dzieckiem. Ktoś taki nie mógł zostać hrabiną Potocką.
Czy to Potocki kochał za mało  czy jego matka zbyt silnie naciskała na zerwanie? Nie wiemy... Do zerwania jednak doszło. Ale korespondencja między nimi nigdy nie ustała. Jej listy do niego wydano w odrębnym tomie  w 1986 roku (PIW). Ocalały złożone w archiwum Potockich. Nie zniszczyła ich żona Adama - Katarzyna z Branickich (siostra Elizy Krasińskiej), wręcz przeciwnie - przechowała porządkując ogromne rodzinne archiwum, włożyła do dużej białej koperty, opisała, zostawiła dla potomnych. 




Maria wychodzi po raz drugi za mąż za Rosjanina - Muchanowa. W Warszawie jest postacią pierwszoplanową, damą u której się bywa, a jeszcze więcej, o której się mówi. Znała Chopina, Norwida (który się w niej beznadziejnie kochał), Moniuszkę, Liszta. Pisano o niej wiersze, plotkowano, podziwiano. Sprawy kultury, szczególnie muzycznej, były dla niej bardzo ważne. Nie miała za to szczęścia do portrecistów. Była - jakbyśmy to dziś powiedzieli - niefotogeniczna. 
Może gdyby zamówiła portret u Winterhaltera? Nikt tak jak on nie potrafił w tamtej dobie malować kobiet. Ale taki portret niestety nie powstał i dziś nie ma materialnych pamiątek poświadczających  urodę Marii Kalergis - wiadomo, że była wysoka, miała blond włosy, niebieskie oczy.
Książka opatrzona jest szczegółową bibliografią, spisem ilustracji, indeksem osobowym.
Warto przeczytać - miłośnicy biografii na pewno doskonale książkę znają. Ja przypomniałam sobie ją ponownie z przyjemnością.




Dołączyłam jeszcze zdjęcie książki  "Maria Kalergi. Listy do Adama Potockiego (PIW, 1986).

To uzupełnienie biografii Szenica, tym ciekawsze, że autor nie znał tych listów, które rzuciły wiele światła na związek Marii z Potockim (w książce Szenica w zasadzie epizodyczny).
Listy poprzedzone są obszernym wstępem, przypisami i streszczeniami życia Marii w kolejnych latach.
Jest to też próbka polskiego listu romantycznego, choć pisanego zgodnie z duchem tamtych czasów - po francusku.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Seria "A to Polska właśnie"

Dziś chciałam napisać o znanej, pięknej serii "A to Polska właśnie" Wydawnictwa Dolnośląskiego. Seria ta nagrodzona została w 2002 roku Godłem "Teraz Polska". 



Na zdjęciu zaledwie 6 książeczek z tej serii, ale część wypożyczyłam i do dziś nie doczekałam się ich powrotu. 
Książki te swego czasu przypadły mi bardzo do gustu, z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnych tytułów. Dobór tematyki, wspaniałe ilustracje (często publikowane po raz pierwszy), bibliografia czynią z niej jedną z najciekawszych serii książkowych ostatnich lat.
Książki do poczytania i obejrzenia, do refleksji i zadumy nad minionym. Książki o nas i dla nas, bo prezentują nasze polskie sprawy wielkie i małe. Stąd zapewne tytuł serii zainspirowany  "Weselem" S.Wyspiańskiego.
Bardzo ciekawe są także z tej serii: "Mickiewicz" Jacka  Łukasiewicza, "Miłosz" Andrzeja Zawady, "Kraków" Michała Rożka czy "Przy polskim stole" Krystyny Bockenheim.
Wszystkie godne polecenia...
Nie wiem, czy kontynuacja serii jeszcze jest w planach wydawcy, bo coraz rzadziej widuję je w księgarniach.