czwartek, 8 czerwca 2017

Pałac w Małej Wsi, czyli śladem bohaterki książki.


Kto będzie na Mazowszu, w okolicach Grójca, niech pojedzie do niedalekiej Małej Wsi. Znajduje się tam piękny biały pałac. Przez lata niedostępny (po wojnie mieścił ośrodek wypoczynkowy Rady Ministrów), obecnie dzięki nowym właścicielom udostępniony jest także do zwiedzania. Po 3 latach renowacji wnętrza zachwycają. Szczególnie zapadną Wam w pamięci słynne malowidła, m.in. imponująca panorama XVIII-wiecznej Warszawy czy wspaniała Sala Pompejańska.





W zasadzie mogłam napisać ten post już w kwietniu, kończyłam jednak wówczas książkę, a teraz po jej premierze (18 maja podczas Warszawskich Targów Książki) mogę wreszcie na spokojnie powrócić we wspomnieniach do pięknych, wiosennych dni kwietniowych, gdy gościłam w Małej Wsi.
Mój wyjazd na Mazowsze planowany był od dawna. Długie miesiące pracy poświęciłam na badanie materiałów i dokumentów archiwalnych przygotowując książkę o jednej z właścicielek tej rezydencji - Klementynie z Kozietulskich Walickiej.


Wizyta w Małej Wsi była ową "wisienka na torcie" po długich miesiącach pisania, czytania listów pisanych 200 lat temu właśnie z tego miejsca, z Małej Wsi. 
Przebywanie w domu bohaterki książki, spojrzenie na to, co niegdyś ją otaczało (choć oczywiście już inne, zmienione) było nieodzowne i konieczne, by ostatecznie zakończyć książkę. 

3 czerwca 1786 roku rodzina Walickich wprowadziła się do klasycystycznego pałacu w Małej Wsi. Wybudował go teść Klementyny - wojewoda rawski Bazyli Walicki. Dwanaście lat później pałac zyskał nową panią - Klementynę z Kozietulskich Walicką, która wyszła za mąż za syna Bazylego - Józefa.
Portret pięknej damy pędzla Grassiego ozdabiał niegdyś pałacowe wnętrza, wisiał w salonie nad stołem. Dziś portret ten możemy oglądać w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu oraz ... na okładce mojej książki.

"Portret Klementyny", Wydawnictwo LTW, 2017 


Kim była piękna Klementyna? Posłużę się tu krótkim opisem z okładki książki:

Bohaterką książki jest siostra słynnego szwoleżera Jana Kozietulskiego – Klementyna z Kozietulskich 1 v. Walicka 2 v. Wichlińska (1780–1862). Była damą słynącą z wielkiej urody, potrafiącą wzbudzać gorące uczucia. Prowadziła salon intelektualny w Warszawie, zarządzała majątkiem ziemskim, dbała o ukochany pałac w Małej Wsi, niedaleko Grójca. Uczestniczka i obserwatorka wielu ważnych wydarzeń historycznych i towarzyskich, autorka i adresatka obszernej korespondencji, na podstawie której można odtworzyć szczegóły życia charakterystyczne dla jej epoki. 
Magdalena Jastrzębska pisząc swą książkę snuje opowieść o miłości, honorze, poczuciu obowiązku, tradycjach, przywiązaniu do ziemi i rodzinnego domu. Koleje życia Klementyny z Kozietulskich przypadające na barwną, niespokojną epokę, wypełnioną galerią malowniczych postaci – władców, książąt, generałów, heroin wielkich romansów – mogą zainteresować współczesnego czytelnika poszukującego autentycznych historii z minionych wieków.


Zapraszam Was na spacer po Małej Wsi. Taką ją zobaczyłam w pierwszy tak ciepły weekend budzącej się wówczas dopiero do życia wiosny. 


Pałac w różnych porach dnia prezentował się okazale, wieczorem podświetlony wydawał się jeszcze bardziej malowniczy.



Budząca się wiosna w pałacowym parku...



Pałac od strony ogrodu

Wieczorem...
Oświetlona restauracja Stara Wozownia, a po bokach widoczne dwie (z czterech) oficyny mieszczące apartamenty hotelowe.

Dla mnie najpiękniejsze pałacowe wnętrze - Sala Pompejańska pokryta dekoracją malarską w formie groteski.

Sala Warszawska pełniąca rolę sali jadalnej z imponującą malowaną panoramą XVIII-wiecznej Warszawy.
Imponujący stary platan w parku pałacowym zapewne niejedno widział....
Wieczorny spacer w świetle księżyca.
Mała Wieś to bardzo romantyczne miejsce!
Oficyna Lubomirskich.
Tu mieszkałam, na pięterku.

 Rankiem obudził mnie radosny śpiew ptaków i taki widok...

Po śmierci syna Klementyny - Aleksandra Walickiego i zięcia Stanisława Rzewuskiego, którzy zmarli w odstępie zaledwie kilku dni podczas epidemii cholery w Krakowie w 1831 roku, w pałacowym parku w Małej Wsi stanęło zgodnie z duchem romantycznej epoki mauzoleum poświęcone ich pamięci.



Pod kamiennym krzyżem wyryto napis...

Mauzoleum w parku w Małej Wsi.
Czy na jednej z kamiennych ławek siadała kiedyś Klementyna?

W sierpniu 1804 roku Klementyna pisała do męża Józefa z Małej Wsi: 
"Zatrudnienia domowe zwyczajnym idą trybem, wszystko porządnie i spokojnie i wierzaj mi mój Mężu, że nie masz nad życie na wsi".

Gdy będziecie w okolicach Grójca wygospodarujcie "dłuższą chwilę", by zobaczyć to niezwykłe miejsce - pełne historii, przechowujące pamięć o dawnych mieszkańcach i gościach. Dziś odrestaurowane troskliwą ręką obecnych właścicieli. Ja na pewno jeszcze kiedyś tam wrócę...



Strona pałacu w Małej Wsi: http://palacmalawies.pl/

O książce "Portret Klementyny" pisałam w poście pt. Egzemplarze autorskie, czyli chwila refleksji nad "Portretem Klementyny"


środa, 31 maja 2017

Wieści z Warszawskich Targów Książki 2017

Dziś ostatni dzień maja, a ja jeszcze na blogu nie podsumowałam mojej wizyty na Warszawskich Targach Książki. 
W tym roku targi odbywały się w terminie 18-21 maja. Ja dyżurowałam na stoisku Wydawnictwa LTW w sobotę, planowo w godzinach 12.00-13.00, ale  praktycznie nieco dłużej.
Okazją do przyjazdu na targi była m.in. premiera mojej nowej książki pt. 'Portret Klementyny".

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy odwiedzili mnie na stoisku Wydawnictwa LTW.
Dziękuję za rozmowy o książkach i ich bohaterach, o portretach pięknych pań, o twórczych inspiracjach, muzeach, drzewach genealogicznych i podróżach na Kresy. 
To bardzo inspirujące spotkania!






Po Targach - jak co roku - jeszcze chwila na spacer i zwiedzanie Warszawy. Pogoda przepiękna, cudny, ciepły maj. Sprawdziłam kolor stokrotek ozdabiających w donicach Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście. 
Zwiedziłam po raz kolejny, po kilku latach, Zamek Królewski. Tuż przed Nocą Muzeów. Poza trasą zamkową zobaczyłam jeszcze bardzo ciekawą wystawę czasową "Polskie białe złoto. Porcelana z Korca i Baranówki z kolekcji Andrzeja Wasilewskiego".


Ponieważ nastawiałam się na kilometrowe spacery z Targów Książki jako czytelniczka prawie nie skorzystałam i zakupów nie zrobiłam, ale zarejestrowałam kilka pozycji książkowych "na przyszłość" do zakupienia.
Wsiadając o 19.00 do pociągu powrotnego miałam w torbie tylko kilka "pamiątek", ale za to mnóstwo zdjęć i świadomość ciekawie spędzonego, pełnego wrażeń dnia.


To przede wszystkim ta pani - Klementyna z Kozietulskich Walicka - była dla mnie bohaterką dnia. Książka "Portret Klementyny" przyjechała z drukarni tuż przed targami, teraz - gdy opadły już targowe emocje - cieszę się z mojej kolejnej literackiej pracy w domowym zaciszu. Czekam też na Wasze opinie - listowne, mailowe lub inne, w dogodnej dla Was formie. 



środa, 17 maja 2017

Egzemplarze autorskie, czyli chwila refleksji nad "Portretem Klementyny"


Otrzymanie egzemplarzy autorskich - co tu dużo mówić, to jeden z najmilszych momentów pracy nad książką, a w zasadzie efektów tejże pracy. Tekst, myśli, wątpliwości, zdania, godziny, miesiące, a czasem i lata ślęczenia nad klawiaturą komputera, godziny spędzone w bibliotekach i archiwach, w pociągach, samochodzie, efekt podróży, spacerów, dziesiątek listów, maili, telefonów... to wszystko nabrało w końcu realnego kształtu. Stało się książką. 



Teraz czas upajania się jej widokiem, przekładania, oglądania, takiego... oswajania z bliskością, wreszcie czytania. Nie wiem jak mają inni autorzy, ale ja zawsze pierwszego dnia, gdy otrzymuję swoją książkę, jestem absolutnie niedostępna, bo zajęta ... czytaniem.
Ponownym, kolejnym, setnym... Znam ten tekst doskonale, ale teraz będzie smakował inaczej. Wydrukowany, udostępniony... Nagle ta historia i opowieść, nad którą do tej pory pracowałam, która była tylko moja, staje się - w końcu taki był tej pracy cel - ogólnodostępna. To zmienia wiele.


To ja się jeszcze moimi egzemplarzami pocieszę, a Was, drodzy Czytelnicy, zapraszam w podróż śladem pięknej pani starościny Klementyny z Kozietulskich Walickiej. Z tych samych Kozietulskich, których jeden z przedstawicieli, a dokładnie brat bohaterki, rozsławił rodowe nazwisko pod Somosierrą.

Dobrego czytania :) 
I dzielcie się ze mną swymi uwagami, spostrzeżeniami, propozycjami. 


/Zwróćcie uwagę, na niewielką karteczkę - erratę dołączoną do książki/

poniedziałek, 15 maja 2017

W kwitnącym i pachnącym majem Krakowie

Aura nie była dotychczas łaskawa, a i inne obowiązki nie służyły wybraniu się do Krakowa. W końcu pojechałam.  Maj zawitał na dobre, rozbujała się soczysta zieleń, zakwitło wszystko. Ucieszyło oczy spragnione kwiatów i kojącej, w najróżniejszych odcieniach, zieleni.
"Wiosna, ach to ty..." chciałoby się powtórzyć za poetą. 
Niedziela przywitała mnie w Krakowie spragnionymi słońca spacerowiczami. To jest chyba jedyne miejsce, gdzie tłok mi absolutnie nie przeszkadza. 
Kilometry krakowskiego spaceru, aż do bólu nóg ze zmęczenia.
Było pięknie, kwitnąco, pachnąco...
Jeśli macie ochotę wybierzcie się ze mną na spacer po majowym Krakowie. Zatrzymałam w kadrze kilka tamtych chwil...












piątek, 5 maja 2017

Wkrótce Warszawskie Targi Książki

W dniach 18-21 maja 2017 roku odbędzie się kolejne święto książki w Warszawie. 
Jeśli w sobotę wybieracie się na Warszawskie Targi Książki serdecznie zapraszam Was na stoisko Wydawnictwa LTW.
W sobotę w godzinach 12.00-13.00 będę dyżurować  pod nr 110 w sektorze D19.


Serdecznie zapraszam!



środa, 3 maja 2017

Niebawem nowa książka - "Portret Klementyny"

Mam ogromną przyjemność przedstawić Wam okładkę mojej kolejnej książki, opowieści biograficznej. Kim jest tytułowa Klementyna? Jaką rolę w powstaniu książki odegrał portret z okładki? Czy był inspiracją do poszukiwań i zgłębiania życia tej początkowo nieznanej mi zupełnie kobiety? A może był dopełnieniem prac, ową kropka nad i? Wszystko to wytłumaczyłam w autorskim wstępie. 


Na okładce wykorzystano portret Klementyny z Kozietulskich Walickiej
malowany przez Józefa Grassiego, który do 1945 roku
 zdobił sale pałacu w Małej Wsi, dziś na ekspozycji
w Muzeum Narodowym we Wrocławiu

Już niedługo - podczas Warszawskich Targów Książki 18-21 maja - premiera "Portretu Klementyny". To biografia napisana w oparciu o przestudiowanie setek, a tak naprawdę tysięcy stron, dokumentów archiwalnych. Ile ciekawostek można wydobyć z archiwów, z tych - wydawać by się mogło - zapominanych teczek pełnych pożółkłych dokumentów, starych paszportów, notatek, zapisków, zaproszeń, ale przede wszystkim korespondencji, wiedzą najlepiej ci, którzy lubią taką "archiwalną robotę". 
Odkrywamy często nowe, nieczytane, niepublikowane... To cały urok tej pracy. To jakby spacer po ścieżkach w lesie, do których nikt wcześniej nie dotarł.

Pani z okładki zachwyca urodą. Zewnętrzne piękno to jednak nie jedyny atut powabnej damy. Siostra napoleońskiego szwoleżera - Jana Kozietulskiego była kobietą mądrą, zaradną, znakomitą panią domu i swych rozległych dóbr. Jej ojciec był starostą będzińskim, młodość spędziła w Kompinie niedaleko Łowicza, potem zostając żoną Józefa Walickiego zamieszkała w pałacu w Małej Wsi, który na kilkadziesiąt lat stał się jej ukochanym domem. Mieszkała też w Warszawie, często bywała w Karlsbadzie, Egerze, Wiedniu, Florencji. 
Zachwyciły mnie zachowane miłosne listy, które słał do niej jej pierwszy mąż. Przenoszą one czytającego w epokę staropolskiej epistolografii.
Klementyna z Kozietulskich Walicka-Wichlińska przeżyła w swym życiu chwile szczęścia i towarzyskiego powodzenia uczestnicząc w balach Księstwa Warszawskiego. Znała Marię Walewską, księcia namiestnika Zajączka, Juliana Ursyna Niemcewicza, Marię Wirtemberską, generała Wincentego Krasińskiego. 
Tańczyła na tym samym balu, od którego rozpoczął się słynny romans Napoleona z Walewską... Była piękna, podziwiana, ale życie nie szczędziło jej smutków i trosk.
Z czasem śmierć zabierała najbliższe osoby: męża, dwoje małych dzieci, brata... Z czworga dzieci pozostała jej jedyna córka - Józefa, z którą zachowała się pokaźna korespondencja. 
Klementyna zmarła mając 82 lata, ja jednak mam ją przed oczami taką, jaką namalował - unieśmiertelniając jej piękno - Józef Grassi. 


Kto lubi historie sprzed lat, nie zmyślone, lecz prawdziwe, już niebawem zapraszam w kolejną czytelniczą podróż.  Tym bardziej, że książki nie kończę na historii Klementyny, a jeden z rozdziałów poświęcam jej potomkom, stąd będziecie mogli przeczytać też o rodzinach Zamoyskich, Tarnowskich, Lubomirskich czy Grocholskich oraz ich rezydencjach w Wysocku, Dzikowie czy Pietniczanach.

Całość ozdabiać będzie duża liczba zdjęć konkretnych miejsc (kościołów, pałaców, zamków), portretów, fotografii w sepii.




Nota wydawnicza o książce:

Bohaterką książki jest siostra słynnego szwoleżera Jana Kozietulskiego – Klementyna z Kozietulskich 1 v. Walicka 2 v. Wichlińska (1780–1862). Była damą słynącą z wielkiej urody potrafiącą wzbudzać gorące uczucia. Prowadziła salon intelektualny w Warszawie, zarządzała majątkiem ziemskim, dbała o ukochany pałac w Małej Wsi, niedaleko Grójca. Uczestniczka i obserwatorka wielu ważnych wydarzeń historycznych i towarzyskich, autorka i adresatka obszernej korespondencji, na podstawie której można odtworzyć szczegóły życia charakterystyczne dla jej epoki. Magdalena Jastrzębska pisząc swą książkę snuje opowieść o miłości, honorze, poczuciu obowiązku, tradycjach, przywiązaniu do ziemi i rodzinnego domu. Koleje życia Klementyny z Kozietulskich przypadające na barwną, niespokojną epokę, wypełnioną galerią malowniczych postaci – władców, książąt, generałów, heroin wielkich romansów – mogą zainteresować współczesnego czytelnika poszukującego autentycznych historii z minionych wieków.

piątek, 14 kwietnia 2017

Wielkanoc

Wszystkim czytającym ten blog, oglądającym, towarzyszącym mi od lat i od niedawna 
z okazji Świąt Wielkanocnych składam najlepsze życzenia.
Niech te Święta będą zdrowe, pogodne i spokojne, 
spędzone w miłej atmosferze, dające nam wytchnienie, chwilę
na to, by zwolnić, odpocząć, uśmiechnąć się bez powodu.

Wesołych Świąt!




sobota, 8 kwietnia 2017

Kustosz i samotnik. Tom poświęcony pamięci Romana Aftanazego.

W marcu 2017 roku pojawiła się nakładem Wydawnictwa Ossolineum niezwykła książka. W roku, w którym przypadł jubileusz dwustulecia tej zasłużonej dla polskiej kultury i nauki instytucji (Zakładu Narodowego im. Ossolińskich) wydano publikację poświęconą pamięci niezwykłego człowieka - Romana Aftanazego.
Dla wszystkich wielbicieli Kresów, rezydencji ziemiańskich, to nazwisko doskonale znane. Aftanazy był bowiem instytucją. Człowiekiem, który sam, bez asystentów, zespołu badawczego, za własne fundusze, po godzinach pracy, przez kilkadziesiąt lat zbierał materiały i pisał wielkie dzieło swego życia - jedenastotomową monografię Dzieje rezydencji na dawnych Kresach Rzeczypospolitej. Pisał w czasach, gdy o Kresach nie mówiono, a szansa na wydanie tych materiałów w PRL-u była w zasadzie żadna. Mimo to nie poddawał się, temat polskich dworów i pałaców na wschód od powojennej granicy był jego życiową pasją.




Książka Kustosz i samotnik nie jest typową biografią, to zbiór niezależnych od siebie rozdziałów, na który składa się m.in. szkic biograficzny o Aftanazym, jego lwowski pamiętnik, wybrane listy czy wspomnienia czynione przez jego nielicznych przyjaciół.
Z całości zgromadzonych wspomnień, listów, biogramu wyłania się ciekawy człowiek, wierny swym pasjom, niezwykle pracowity, życzliwy innym i całe życie tęskniący za swym ukochanym Lwowem.

Roman Aftanazy urodził się w 1914 roku Morszynie koło Stryja, studiował we Lwowie, w młodości dzięki szkolnym przyjaźniom często bywał w poleskich dworach, w 1944 roku zatrudnił się w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich. Szybko dał się poznać jako sumienny pracownik.  Po kartę ewakuacyjną zgłosił się dopiero w 1946 roku. W swym pamiętniku pisał, że gdy wreszcie otrzymał dokument, dzięki któremu mógł pojechać do Polski "uczułem się po prostu głupio. W pewnym momencie żal mi się zrobiło oddanych sowieckich papierów, bo wg nich byłem Polakiem, obywatelem Lwowa. Według nowego dokumentu natomiast stawałem się cudzoziemcem we ... Lwowie. Jak tragiczne bywają nieraz powikłania losu!" (s. 142-143)


Brał udział w przygotowaniach przewozu części zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich do Polski. Wiele z nich uratował. W Przemyślu przejmował zbiory i transportował dalej, do Wrocławia. Tam zresztą zamieszkał. Zawodowo związany był do końca życia z Biblioteką Ossolineum, gdzie zwano go Kustoszem. W jego sercu na zawsze pozostał jednak obraz Lwowa - miasta młodości i utraconych Kresów, do których zawsze tęsknił.

Aftanazy zasłynął jednak z pracy, którą wykonywał poza etatem w Ossolineum. Po godzinach pisał swe wielkie dzieło chcąc uratować od zapomnienia świat kultury ziemiańskiej na Kresach. Jego materiał dokumentacyjny zgromadzony jeszcze przed wojną był imponujący. Gromadził stale nowy korespondując z tysiącami osób. W ciągu 50 lat pracy nad Dziejami rezydencji... wysłał kilkadziesiąt tysięcy listów. Średnio pisał 2-3 dziennie, prosił dawnych właścicieli dworów i pałaców (samo uzyskanie danych adresowych było pracochłonne) o informacje, wspomnienia, fotografie. 
Jego praca była czymś niespotykanym, absolutnie wyjątkowym, szczególnie w czasach, gdy ze względów politycznych wiadomo było, że nikt nie wyda opracowania o Kresach Wschodnich. O jego pracy nikt w Ossolineum nie wiedział, tym bardziej że Roman Aftanazy był człowiekiem skromnym, nie afiszował się ze swymi zainteresowaniami, a przyjaciół, którzy wiedzieli o jego pasji było niewielu. 


Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Wrocławiu 

Przy prowadzonej tak rozległej korespondencji wieść o Aftanazym posiadającym tak niezwykłe materiały rozeszła się szybko w środowisku ziemian i historyków. W 1984 roku odwiedził go we Wrocławiu prof. Mossakowski z Instytutu Sztuki PAN wraz z kolegami. Profesor zapoznał się z imponującym materiałem i postanowił wydać go drukiem. Dwa lata później zaczęto drukować pierwsze tomy, w niewielkim nakładzie, tylko dla bibliotek naukowych. Tytuł, który wybrano miał nie sugerować zakresu terytorialnego, jakiego dotyczyły opisywane siedziby. Pierwsze wydanie dzieła Aftanazego nosiło tytuł Materiały do dziejów rezydencji.
Po 1989 roku dzieło wydało w dobrej szacie graficznej Wydawnictwo ZNiO pod tytułem Dzieje rezydencji na dawnych Kresach Rzeczypospolitej.


W swoich zbiorach mam tylko jeden tom...

W latach 1991-1997 wydano 11 tomów opisujących dzieje prawie 1500 zamków, dworów, pałaców - bezcenne źródło do zachowania pamięci o miejscach, których często już nie ma...
Wykorzystano ponad 6800 ilustracji!
Roman Aftanazy za swe nie mające precedensu w polskiej nauce dzieło został odznaczony i nagrodzony wielokrotnie. Zmarł w 2004 roku, w swym domu. Pochowany został zgodnie ze swym życzeniem na warszawskich Powązkach, pewnie dlatego, że "Powązki znajdują się o tyle bliżej Lwowa..." (s. 207)



            Ciekawostki z życia i pracy Romana Aftanazego:

*  Aftanazy mieszkał na 8 piętrze wrocławskiego wieżowca, na 30 metrach. Gdy przekraczało się próg jego mieszkania odwiedzający mieli wrażenie, że oto przenieśli się do staropolskiego dworu. Stylowe meble, sztychy, obrazy, wartościowy, piękny księgozbiór, miśnieńska porcelana wypełniały mieszkanie badacza.

* Część pieniędzy z licznych nagród, które otrzymał za Dzieje rezydencji... przeznaczył na cele społeczne.

* Po 1946 roku nigdy nie odwiedził rodzinnych ziem, ale przez wiele lat raz w roku wsiadał do pociągu w Przemyślu, który jadąc do Ustrzyk jechał przez skrawek dawnych polskich terenów, które oglądał z okien pociągu...

* Był samotnikiem. Sprawiał wrażenie niedostępnego, ale jednocześnie był człowiekiem bardzo życzliwym i o nieskazitelnych manierach.

* Postępująca choroba oczu spowodowała, że pracował z lupą.

* Lubił wyruszać na krótkie wycieczki w okolicach Wrocławia, m.in. na Ślężę, przypominała mu ona bowiem widok Wysokiego Zamku we Lwowie.

Wspomnienia o Romanie Aftanazym:

"Nie wstawał od biurka całymi dniami, tygodniami, miesiącami - właściwie całymi latami"
                                                                                                            /Jan Kolasa, s. 191/

"Wydaje się, że znał i rozumiał ziemiaństwo często lepiej od tych, którzy byli jego częścią.Czuł się z nim związany bardziej niż z jakąkolwiek grupą społeczną. I usiłował ocalić od zapomnienia to, co wytworzyło wartościowego. Spadkobierca nie  z urodzenia, ale z przekonania, któremu nie obcy był ból utraty skrywany głęboko pod maską sarkazmu."
                                                                                                           /Jan Dowgiałło, s. 206/


W 2014 roku, podczas wizyty w Ossolineum,
sfotografowałam tablicę poświęconą
Romanowi Aftanazemu