wtorek, 6 maja 2014

Maj w Beskidzie Śląskim

Znów zrobiło się pięknie i słonecznie. Tak było przez pierwsze dwa dni majówki, które spędziłam w Beskidzie Śląskim. Zielono, słonecznie, w otoczeniu gór, kwitnących azalii i ogromnej ilości... czasu wolnego.
Kawka w cukierni, wizyta w malutkiej księgarence w Ustroniu, gdzie na wystawie zobaczyłam swoją ostatnią książkę, spacerki z widokiem na Wisłę, spojrzenie na kolorowe fontanny, kolejka na Czantorię, a potem - jak dla mnie, rasowego mieszczucha - "daleki i stromy" spacer na szczyt. Zdobyty!

Poniżej krótka fotorelacja.

Na Czantorii

Czantoria (po czeskiej stronie)
Wisła w Ustroniu
Kwitnąca azalia (Górki Wielkie)
W Ustroniu jest niezwykła biblioteka... 
W zabytkowym budynku, ozdobiona wspaniałymi muralami. 

Biblioteka




Panorama Ustronia


sobota, 3 maja 2014

Majówka w Dworze Kossaków

Beskidy mam na wyciągnięcie ręki, a raczej szybkie przemieszczenie się w ich kierunku trasą  S1. O Beskidach jeszcze napiszę, ale dziś o moim postscriptum do przeczytanej niedawno biografii Zofii Kossak, którą napisała Joanna Jurgała-Jureczka.

Gdy przeczytałam biografię Zofii z Kossaków Szatkowskiej zapragnęłam ponownie odwiedzić Górki Wielkie, gdzie dziś znajduje się w domku ogrodnika jej muzeum, a obok w częściowo odbudowanym dworze Centrum Kultury i Sztuki "Dwór Kossaków". Miejsce piękne, które odwiedziłam nie tak dawno, ale zimą. Wówczas nie pokazało wszystkich swych uroków. Spowity mgłą dwór, uśpiony zimową przerwą w przyrodzie ogród i park, nie ukazały całego uroku tego miejsca. Teraz w majowym słońcu nastąpiła kolejna odsłona, jakże inna i jakże piękna. 


Gdy na deptakach pobliskiej Wisły i Ustronia spacerowały tłumy, tutaj w Górkach panował całkowity spokój.  Na piętrze dworu, w jednej z sal, odbywały się międzynarodowe warsztaty, a turystów nie było wcale. Moja wizyta przebiegła tak jak lubię najbardziej - z dala od gwaru i tłoku, takie miejsca warto zwiedzać w samotności.
Był dwór, park w swej pierwszej zieleni, kwitnące azalie, śpiew ptaków i cisza...

Tablica informacyjna na ścianie dworu
Dwór Kossaków w wiosennej oprawie
Pomnik poświęcony Zofii Kossak

Park
Ścieżka prowadząca do domku ogrodnika, gdzie dziś
znajduje się Muzeum Pisarki

Tuż przy parku na polanie "pomnik" konia.
Rzeźba godna pędzla Kossaków...
Czas na pożegnanie...
Jeszcze jedno spojrzenie w stronę dworu.
To nie koniec moich spotkań z Zofią z Kossaków. Podjechałam jeszcze na cmentarz poszukać jej grobu. Tu, w Górkach została pochowana.  Na grobie, gdzie pochowano kilka lat później jej męża Zygmunta Szatkowskiego można przeczytać słowa Ewangelii: "Mowa wasza niech będzie: tak-tak, nie-nie".



*****
W Dworku można kupić książki Zofii z Kossaków (np. Pożogę, Krzyżowców), jest też jej wspomniana na początku postu biografia i książka, o której myślałam już od dawna - "Był dom..." Anny Szatkowskiej.
Zakupiłam, a nawet ozdobiłam pamiątkowymi pieczątkami. Lektura przede mną...




wtorek, 22 kwietnia 2014

Opactwo w Tyńcu - wspomnienia świątecznych wizyt.

"W Tyńcu, w gospodzie 'Pod Lutym Turem', należącej do opactwa, siedziało kilku ludzi słuchając opowiadania wojaka bywalca, który z dalekich stron przybywszy prawił im o przygodach..."  - tak zaczyna Henryk Sienkiewicz "Krzyżaków".

Śladem Sienkiewiczowskich bohaterów podążyłam już dawno temu i od jakiś 10 lat systematycznie wspaniałe opactwo benedyktynów odwiedzam, patrząc jednocześnie na zmiany, które dokonują się w tych tysiącletnich murach.



Sienkiewicz pisze dalej:
"Księżna Danuta, Maćko i  Zbyszko bywali już poprzednio w Tyńcu, ale w orszaku byli dworzanie, którzy widzieli go po raz pierwszy - i ci podnosząc oczy patrzyli ze zdumieniem na wspaniałe opactwo, na zębate mury biegnące wzdłuż skał nad urwiskami, na gmachy stojące to na zboczach góry, to wewnątrz blanków, spiętrzone, wyniosłe i jaśniejące złotem od wschodzącego słońca."


Najstarszy klasztor benedyktyński w Polsce to spotkanie nie tylko z duchowością, ale także historią i sztuką. Działa tu Muzeum, prowadzone są rekolekcje i warsztaty edukacyjne dla dzieci, jest sklepik z produktami benedyktyńskimi i kawiarnia z widokiem na dziedziniec opactwa i leniwie płynącą  u jego wapiennych skał Wisłę. 

Korzystając ze świątecznego wyjazdu do Krakowa odwiedziłam Tyniec po raz kolejny. 
Przeważnie nie ma tu tylu ludzi, jest spokój. W tygodniu, w godzinach dopołudniowych, można trafić na zupełne pustki.
W ciszy historia przemawia najgłośniej.

Wapienne skały, na których zbudowano opactwo /zdjęcie z 2010 r./
Tyniec  /zdjęcie z 2011 r./

piątek, 18 kwietnia 2014

Wielkanocna kolekcja

Biblioteka Narodowa pochwaliła się swymi bogatymi zbiorami i wydobyła z zakamarków magazynów, często niedostępne na co dzień dla oka zwiedzających, eksponaty.
Tym razem piękne świąteczne pocztówki. W stylu retro.
Trafiają do domeny publicznej, więc można z nich bez przeszkód korzystać i przypomnieć ich elegancję i piękno.

                     

                  


zbiory Biblioteki Narodowej;  http://www.polona.pl/

Wszystkim zaglądającym na mojego bloga życzę spokojnych, pełnych dobrych myśli
świątecznych dni.


wtorek, 15 kwietnia 2014

Wiosenny pokaz mody w stylu retro

Wiosenne porządki na półkach zaowocowały przypomnieniem mi, że mam oto taką niewielką książeczkę, w zasadzie broszurkę pt. "Wiosenny pokaz mody w stylu retro. Wystawa żurnali z lat 1833-1939 zachowanych w zbiorach biblioteki zamkowej w Łańcucie."
Książeczka wydana w 1981 roku przez Muzeum-Zamek w Łańcucie ma dziś mocno pożółkłe kartki i jest równie "retro" jak i tematyka, której dotyczy.


Temat wydał mi się szczególnie na czasie, bo wiosna wybuchła ostatnio kwiatami, magnoliami, migdałowcami, tulipanami...

Książeczka, o której piszę to pamiątka wystawy jaka miała miejsce wiele lat temu w Łańcucie. W tamtejszej bibliotece zamkowej zachowały się czasopisma poświęcone modzie, gromadzone przez kolejne właścicielki tej rezydencji.
Całość ma 22 strony, 8 ilustracji czarno-białych i dwie wkładki na kredowym papierze, kolorowe, luźno dołączone do książeczki. Nakład 800 egzemplarzy. Tekst katalogu i organizacja wystawy: Maria Nitkiewicz.

Jest tu wiele ciekawostek, opisów mody w kolejnych sezonach.  Na przykład w 1843 roku zapanowała "moda na uczoność". Suknie ówczesne miały przedziwne nazwy. Modne były suknie à la gramatyk, frak à la profesor lub dyrektor.
Rankiem zakładano suknie muślinowe, a na głowę wkładano "kapotkę" w kolorze ... kapuścianym! 
Temat może wydawać się błahy, ale moda tamtych czasów to nie tylko "historia ubiorów, ale również (...) zjawisko społeczne powiązane z wydarzeniami politycznymi, rozwojem sztuki, kultury i ogólnie cywilizacji" (s. 12).




wtorek, 8 kwietnia 2014

Siostry Lachman - piękne nieznajome

W księgarniach ukazała się właśnie moja najnowsza opowieść biograficzna pod tytułem  
Siostry Lachman - piękne nieznajome.
To moja szósta książka i trzecia, którą wydałam w Wydawnictwie LTW.



Opis Wydawcy prezentowałam już we wcześniejszym poście, gdy książka była w zapowiedziach.

Siostry Lachman – piękne nieznajome to opowieść biograficzna o Laurze Świeykowskiej, późniejszej markizie de Noailles, Lizie Przezdzieckiej i Konstancji Raczyńskiej. Urodziwe, inteligentne, wzbudzające zachwyt córki carskiego pułkownika Jerzego Lachmana miały ciekawe życiorysy. Prowadziły salony, utrzymywały kontakty z artystami, zajmowały się działalnością dobroczynną i patriotyczną. 

Romantyczna Konstancja pod wpływem Teofila Lenartowicza pisała wiersze. Liza stała się korespondentką francuskiego pisarza Prospera Mériméego i zaufaną towarzyszką zabaw cesarzowej Eugenii. Laura rozwijała talenty dyplomatyczne jako współpracowniczka męża-ambasadora. 

Siostry Lachman, mimo iż niegdyś były bohaterkami pierwszych stron gazet, wierszy i powieści, a także nierzadko salonowych plotek, dziś są prawie zapomniane. Autorka wydobywa z cienia piękne nieznajome, kreśli ich sylwetki na tle obyczajowym i politycznym ówczesnej Europy, a wiek XIX to czas powstań narodowych, ostatniego cesarstwa we Francji, bogatych kresowych rezydencji, pisarzy szukających swoich muz, a także portretów pięknych pań, które do dziś zdobią ściany muzeów.



*****

Książka zawiera 13 rozdziałów, bibliografię, indeks osobowy i dokładny opis zamieszczonych w niej 76 ilustracji. Fotografie pochodzą m.in. z Fundacji im. Raczyńskich przy Muzeum Narodowym w Poznaniu, Muzeum Polskiego w Rapperswil, Archiwum Państwowego w Poznaniu czy Archiwum Akt Dawnych w Warszawie.
Gromadzenie ilustracji do książki jest jednym z moich ulubionych zajęć, gdyż uważam, że biografie to ten typ literatury, gdzie słowo łączy się ściśle z obrazem.Zdjęcie, portret, fotografia są często dopełnieniem treści książki.

Okładka twarda, stron 224.
Więcej zdradzą już karty książki...


******
O książce napisano:

sobota, 5 kwietnia 2014

Historia rodu Moszyńskich


Niekiedy lektura jednej książki pociąga za sobą następne, w podobnej tematyce. Tak stało się po przeczytaniu książki Marii Rostworowskiej "Historia całkiem możliwa", o której pisałam tutaj

Później wybrałam się na krakowską wystawę "Arystokrata u wód". To także miało związek z Moszyńskimi, ponieważ tytułowy arystokrata hr. Pusłowski ożenił się z jedną z panien Moszyńskich...

Na tym spotkanie z rodziną, która jeszcze w XVII wieku należała do średniozamożnej szlachty, nie mogło się skończyć. Gdy Jan Moszyński ożenił się z córką Augusta II i hrabiny Cosel kariera rodziny nabrała rozpędu. Jeden z jego synów dysponował już milionową, magnacką fortuną. Czy potomkowie potrafili o nią zadbać? Czy posłużyła im do rozwoju? Szerzenia kultury, wspierania postaw patriotycznych? 

Na te pytania odpowiada książka Piotra Bilińskiego „Moszyńscy. Studium z dziejów łoniowskiej linii rodu w XIX wieku." 


Jest to naukowa monografia rodziny, podzielona na IV rozdziały, w których najwięcej miejsca poświecono najznakomitszej postaci rodu – Piotrowi Moszyńskiemu, którego znany portret malowany przez Jana Matejkę zdobi okładkę książki.
Za działalność patriotyczną zesłany na Syberię, dwukrotnie żonaty, przeszedł niezwykłe koleje losu. Miał sześcioro dzieci. Jeden z synów zginął w powstaniu styczniowym. Córki założyły swoje rodziny.
Przewija się tu mnóstwo postaci związanych bardziej lub mniej z dziejami rodziny.
To opowieść o smutkach i małych radościach, poświęceniu, odwadze i bierności, niewłaściwych wyborach, honorze i braku honoru...

Książka jest pozycją naukową, wydana w 2006 roku przez Uniwersytet Jagielloński. Okładka miękka, książka jest klejona, z ilustracyjną wkładką na kredowym papierze. Zawiera rozbudowane przypisy i imponującą bibliografię. Jestem pod ogromnym wrażeniem ilości źródeł. Na 18 stronach autor wymienia archiwalia, z których korzystał! Kolejne strony zapełniają źródła drukowane.

To książka dla zainteresowanych historią XIX stulecia, którzy lubią czytać dobrze i starannie udokumentowane autentyczne historie.