niedziela, 5 maja 2013

Śladem wiosny

Zapachniało, zakwieciło się... 
Wiosna rozszalała się kolorami po porządnej dawce deszczu. Wprawdzie opady zepsuły długi weekend, ale dla roślin były zbawienne. 
Teraz wszystko wychyla łebki do nieśmiałego jeszcze słonka i chwali się nieskromnie swą urodą. 
Krótka wycieczka po ogrodzie przyniosła takie oto odkrycia. Trudno było cieszyć się nimi wcześniej, gdyż przynajmniej u mnie aura była wyjątkowo mokra.





                                                                                    
Przewodnik po Galerii Malarstwa i Rzeźby w Poznaniu zamówiłam niedawno - podczytuję
 i oglądam.

sobota, 4 maja 2013

Pałacyk Kawalera w Świerklańcu, czyli fragment deszczowej majówki...

Świerklaniec, niewielka miejscowość niedaleko Tarnowskich Gór. Dziś znana z przepięknego parku krajobrazowego i zachowanego, mimo zawirowań historycznych, Pałacyku Kawalera. 
Jeszcze przed II wojną światową istniał tu imponujący ogromny pałac we francuskim stylu. Wybudowano go w XIX stuleciu, a zwano "Małym Wersalem". Niemiecki arystokrata Guido von Donnersmarck wybudował go jako prezent dla swojej żony Blanki de Paiva. Blanka, znana w Paryżu kurtyzana, zrobiła dość oszałamiającą karierę, stając się jedną z bogatszych kobiet tamtej epoki. A wszystko dlatego, że rozkochała w sobie niemieckiego milionera z Górnego Śląska, właściciela kopalń i hut - hrabiego Donnersmarcka.
II wojna nie oszczędziła pałacu. Jako rezydencja poniemiecka został obrabowany, a następnie spalony. Ruiny stały jeszcze do początku lat 60. XX wieku, kiedy postanowiono resztki rozebrać.  Imponującą bramę wjazdową przeniesiono np. do chorzowskiego zoo. Dziś po tej rezydencji nie ma już śladu, ale założenie pałacowe w części ocalało.

Pałac w Świerklańcu w czasach świetności, jeszcze przed burzą dziejową, która zmiotła go z powierzchni ziemi. Obraz współczesny wiszący na jednej ze ścian Pałacyku Kawalera


























Tuż obok wielkiego pałacu postawiono na część cesarza Wilhelma, który był tu z gościną, a nawet polował,  nieduży, kameralny pałacyk, nazwano go Pałacem Kawalera. Ta budowla miała więcej szczęścia - ocalał, a dziś przyjmuje gości w części hotelowej, restauracji i kawiarni w piwnicach. Warto zajrzeć do środka,  by poczuć klimat dawnych lat, elegancję, okazałość i wykwintność holu głównego. Zimą rozpala się tu w kominku, latem można wyjść na taras, w holu stoi pianino, czerwony dywan zaprasza do wejścia na piętro.

Pałacyk Kawalera, dziś 3* hotel i restauracja



























Udało mi się pospacerować po pięknym budzącym się do życia parku. Wprawdzie deszcz pokrapywał sobie, ale był niewielki. W parku rosną imponujące dęby i stare lipy - pomniki przyrody, wytyczone są alejki, ławeczki, jest fontanna, staw, zabytkowe rzeźby. Przede wszystkim jest jednak zabytkowy Pałacyk Kawalera. Zajrzyjmy do środka... Hol czaruje swą urodą, elegancją końca XIX stulecia.



  

W piwnicach znajduje się dość przytulna kawiarnia. Na ścianach zdjęcia dawnego pałacu, kinkiety ze sztucznych kryształków, stylizowane meble, świeże kwiaty w wazonach, niezła kawa.
Życie w Pałacyku Kawalera toczy się dalej... 

Kawiarnia pałacowa



wtorek, 30 kwietnia 2013

Panny Szymanowskie

Wiosennymi wieczorami sięgnęłam po raz kolejny po znakomitą książkę  Zbigniewa Sudolskiego "Panny Szymanowskie i ich losy". Książka wydana była dość dawno temu, bo w roku 1982, ma twardą okładkę  sporo, niestety słabej jakości, ilustracji. 
Zbigniew Sudolski, obecnie emerytowany profesor UW, specjalizuje się całe życie w znakomitych biografiach (Krasiński, Słowacki  Mickiewicz) wydał i opracował tysiące listów Zygmunta Krasińskiego do kochanki, przyjaciół  i rodziny.  Opracował i wydał w 4 tomach niezmiernie ciekawe listy jego żony Elizy z Branickich. Tytaniczna praca!  
Opowieść biograficzna "Panny Szymanowskie i ich losy" to pasjonująca lektura. Mamy wiek XIX. Warszawa, Petersburg, Paryż,  Florencja...


Autor prowadzi nas przez XIX-wieczną Europę wraz ze swymi bohaterkami. Mowa tu o dwóch córkach pianistki Marii Szymanowskiej - Celinie i Helenie oraz o Zofii Szymanowskiej, ich przyrodniej siostrze.

Trzy kobiety, trzy zupełnie inne życiorysy.  Helena po wyjściu za mąż za Franciszka Malewskiego pozostaje w Petersburgu, jej siostra piękna Celina jedzie do Paryża, by ofiarować swą rękę nieco zaskoczonemu tym faktem Mickiewiczowi. Zofia zostaje żoną Teofila Lenartowicza i mieszka wraz z nim we Florencji.
Niedole emigracji, codzienne zwykłe i niezwykłe życie tych trzech kobiet śledzić można z prawdziwym zaciekawieniem. Jest tu miejsce na koncerty, spacery, podróże, rodzinne szczęścia i tragedie, smutki i radości, choroby, sukcesy, przyjaźnie... Co chwilę pojawiają się wielkie, znane nazwiska.
Zbigniew Sudolski opowiada o losach swych bohaterek interesująco, powołuje się na autentyczną korespondencję, wysnuwa przy tym swoje własne wnioski. Bierze w obronę szczególnie Celinę Mickiewiczową, o której często pisano bardzo krytycznie, fałszując jej wizerunek. Obrazy bohaterek malowane są  przez Sudolskiego jakby od nowa. Nie pochlebia, nie zaciera i nie przemilcza faktów, chce być obiektywny. Widać przede wszystkim, że stara się zrozumieć panny Szymanowskie.
Książka poprzedzona jest autorskim wstępem. Lubię tę część książek,  bo to miejsce, gdzie autor może zdradzić nieco "od kuchni" ze swej pracy,  pomysłów, inspiracji, trudności i tego wszystkiego, co składa się na powstanie książki.
Oczami wyobraźni widzę tę książkę wydaną dziś - na dobrej jakości papierze,  z wkładką poświęconą na ilustracje. Zachowało się przecież mnóstwo portretów, fotografii dotyczących panien Szymanowskich.
Jaka szkoda, że tak  rzadko wznawia się u nas książki bardzo wartościowe, ale starsze, mające kilkadziesiąt lat. Można je dziś spotkać jedynie w domowych biblioteczkach lub na półkach bibliotek. Zapomniałabym, są jeszcze na Allegro. Opisywana przeze mnie książka pojawiła się tam niedawno za jedyne ... 3 zł.
Kto nie czytał,  szczerze polecam. Na końcu książki znajdziemy też tablice genealogiczne, wykaz ważniejszych prac i rękopisów, spis ilustracji.
Zamykając książkę było mi szkoda, że historia  tych znanych rodzin polskich żyjących na emigracji już się skończyła. 
Panny Szymanowskie miały ciekawe życie, choć każda z nich podążyła inną drogą i miała swoją odrębną historię...

piątek, 26 kwietnia 2013

W poszukiwaniu wiosennych kolorów

Ogród...
Bardzo lubię to słowo. Parki, ogrody, rosaria, palmiarnie to miejsca, które uwielbiam, odwiedzam, fotografuję. Zachwyt przyrodą, odpoczynek wśród zieleni, kwiatów, wiekowych drzew, radość z własnoręcznie zasadzonych i pielęgnowanych roślin to kolejny element mojego świata. Wiosna zmusza nie tylko do ogrodowych prac, ale skłania do podziwiania budzącej się przyrody. 
Mój ogródek wysiłkiem rodzinnym doprowadzony został do stanu "używalności" po zimowym śnie...
Pierwsze kolorowe oznaki ogrodowego życia już są i cieszą oczy.








poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

To piękne święto "Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich"
obchodzimy już jutro - 23 kwietnia.
Patronatem obejmuje ten dzień,  po raz pierwszy obchodzony w 1995 roku, UNESCO.
Data nie została wybrana przypadkowo, gdyż właśnie 23 kwietnia literatura pożegnała wielu wybitnych, znanych pisarzy, m.in. Szekspira ( data według kalendarza juliańskiego) 
czy Cervantesa.

To święto wszystkich Czytelników, Wydawców, Autorów, Księgarzy i Miłośników książek...



Dla mnie kwietniowe Święto prawie zbiegło się  z wydaniem przez Wydawnictwo LTW mojej kolejnej opowieści biograficznej, o której już na blogu pisałam.
Świętuję więc podwójnie...
Wszystkim kochającym książki, wśród książek mieszkających, nie wyobrażających sobie bez nich życia, piszącym do szuflady, a także tym, którzy mają to szczęście, że mogą  swoje "pisanie" wydać - życzę nieustających  literackich oczarowań!



piątek, 19 kwietnia 2013

Winterhalter - portrecista i czarodziej

Jeśli żyłybyśmy w połowie XIX stulecia, pochodziły z rodu królewskiego lub należały  do elity ówczesnego społeczeństwa europejskiego, to najprawdopodobniej skierowałybyśmy swe kroki do pewnej  paryskiej pracowni.
Mam na myśli pracownię malarską jednego z najsłynniejszych portrecistów tamtego stulecia - Franza Xaviera Winterhaltera. Niemiecki malarz urodzony w Schwarzwaldzie, pochodzący    z rolniczej rodziny stał się ulubieńcem najznakomitszych kobiet tamtej epoki. Nikt tak jak on nie potrafił oddać uroku, czaru, piękna swych modelek. Ubierał je w strojne suknie, koronki, powiewne tiule i muśliny, sznury pereł, kolie z diamentów, szmaragdów...
  

Do rąk wkładał im bukietów róż, czasem książki. Tworzył wizerunki, którym trudno było się oprzeć, a które dziś zdobią ściany wielu światowych muzeów (polskich także).
Jedną z koronowanych modelek portrecisty była cesarzowa Eugenia, którą portretował wielokrotnie. Jednym z jego najsłynniejszych portretów jest wizerunek cesarzowej z damami dworu. 
Ten portret zdobi piękny album o malarstwie Winterhaltera wydany w Paryżu w 1988 roku.

Portrecista malował też królową Wiktorię, cesarzową Sissi, ale także wiele arystokratek francuskich, angielskich, rosyjskich i oczywiście polskich.
Maria Potocka, Helena Sanguszkówna, Katarzyna Potocka, Liza Przezdziecka, a przede wszystkim Eliza z Branickich Krasińska pozowały słynnemu malarzowi.

Eliza Krasińska ceniła go szczególnie,  a jej  portret wraz z trójką dzieci - Władysławem,  Zygmuntem i Marią należy do piękniejszych prac artysty. Tak się szczęśliwie złożyło, że portret ten w złoconej ramie zdobi IV stronę okładki mojej książki  "Pani na Złotym Potoku".
W internecie możemy znaleźć dziesiątki portretów Winterhaltera, których tu nie publikuję, ponieważ staram się zamieszczać jedynie własne zdjęcia. 

Z portretami tego artysty spotykamy się do dziś nie tylko zwiedzając muzea czy przeglądając albumy o sztuce. 
Jedna z cukierniczych firm wykorzystała na pudełeczku czekoladek znany portret cesarzowej Sissi. Smakołyki z cesarzową są bardzo popularne w Austrii.  Cóż na to powiedziałby sam mistrz Winterhalter? Tego już się nie dowiemy...





wtorek, 16 kwietnia 2013

Pani na Złotym Potoku

Właśnie ukazała się w księgarniach -  "Pani na Złotym Potoku. Opowieść o Marii z Krasińskich Raczyńskiej". To moja najnowsza, piąta już (a może dopiero?) książka, wydana  w kwietniu 2013 roku przez Wydawnictwo LTW.  Wydawca pisze o książce:

Pani na Złotym Potoku to biograficzna opowieść o Marii Beatrix z Krasińskich Raczyńskiej (1850–1884). W książce tej możemy przyjrzeć się życiu córki romantycznego poety Zygmunta Krasińskiego. Kobiety, obdarzonej dużą inteligencją, artystycznymi talentami, ale także niełatwym charakterem. Wraz z bohaterką przemierzamy Europę podczas jej licznych podróży, poznajemy kulisy planowanego w tajemnicy królewskiego mariażu, bywamy na balach, odwiedzamy siedziby polskiej arystokracji. Autorka sięgnęła nie tylko do listów i pamiętników z epoki, XIX-wiecznej prasy, ale przede wszystkim do materiałów archiwalnych. Stare, pokryte patyną czasu dokumenty odkryły dawny świat: pełen szczęścia, zabaw, ale także rozterek i tragedii. 
Świat, który przeminął…
























Kim była Maria z Krasińskich Raczyńska? Pochodziła ze znakomitego rodu, jej ojcem był poeta Zygmunt Krasiński,  matką słynąca z urody, ale i inteligencji  Eliza z Branickich, autorka fascynującego zbioru listów wydanych kilkanaście lat temu w opracowaniu prof. Zbigniewa Sudolskiego. 
Maria miała wiele talentów. Pięknie śpiewała (pobierała lekcje u zawodowców), ale to raczej uzdolnienia literackie mogły przyczynić się kiedyś do jej sławy. Tak się nie stało, zmarła mając 34 lata, nie ukończywszy biografii, nad którą pracowała. Przeżyła wiele tragedii, śmierć rodziców, 3 rodzeństwa (w tym ukochanego brata Władysława), a także narzeczonego króla Szwecji i Norwegii.
O mały włos mielibyśmy na tronie tych państw królową z Polski...
Dzieje wyboru męża miały troszkę posmak skandalu w ówczesnych kołach arystokratycznych. Czy Maria "odbiła" narzeczonego ukochanej kuzynce i szwagierce?
Wiele podróżowała, bywała w świecie. Bale, premiery, kuracje w uzdrowiskach były wyznacznikiem spędzania czasu przez ludzi z jej środowiska.  Wreszcie poza podróżami do Francji czy Włoch jest tu też miejsce na pobyt w polskich zachowanych do dziś, choć w diametralnie rożnym stanie fizycznym i prawnym, rezydencjach w Rogalinie i tytułowym Złotym Potoku.
W swych sądach o świecie konkretna i  nieszablonowa, nawet odważna. Wymykająca się jednoznacznej ocenie indywidualistka. Kobieta jak mawiano "egzotyczna".

Jak każda z tego rodzaju książek powstawała długo. To, że ukazała się rok po poprzedniej biografii  Dama w jedwabnej sukni nie znaczy, że pracowałam nad nią tylko rok. Nie. To raczej kłopoty ze znalezieniem wydawcy poprzedniej książki spowodowały, że zanim wydałam Damę pracowałam już nad kolejną biografią...
Książka liczy 184 strony. Ale by powstały, musiałam poświecić temu tematowi kilka lat pracy, przejrzeć setki materiałów i książek, z których nieraz wybrało się tylko jedno zdanie. To były też kontakty z muzeami, archiwami, bibliotekami. 
Stare pamiętniki, fotografie, mikrofilmy, podróże do miejsc, rozmowy z ludźmi, ale przede wszystkim długie chwile samotnej pracy. Inspirującej, niezwykłej, taką którą kocham.
Archiwum Raczyńskich zostało zniszczone w czasie II wojny światowej, stąd materiał do życia córki poety był dość skromny. Odnalazłam jednak odpisy jej listów we wrocławskim Ossolineum, dotarłam (co nie było łatwe) do archiwalnych numerów "Świtu" z 1884 roku. Ta pozytywistyczna gazeta wydawana przez Marię Konopnicką  swego czasu zamieściła listy Marii do przyjaciółki. Na kilka jej pism trafiłam jeszcze w innych bibliotekach i archiwach. Z tych "skrawków" zbudowałam całość.

Jest to moje spojrzenie na postać w gruncie rzeczy bardzo mało znanej kobiety. Po zgromadzeniu całości materiału do tej książki, właśnie taki obraz bohaterki powstał. I taką opowieść o niej czytelnikom proponuję... Wiem, że nie wszyscy zgodzą się z  ujęciem pewnych zagadnień, opinii, spostrzeżeń. 

Na okładce wykorzystano fotografię Marii Raczyńskiej ze zbiorów Muzeum Romantyzmu w Opinogórze, a na IV stronie okładki widać przepiękny portret Winterhaltera, na którym  słynny portrecista przedstawił Elizę z Branickich Krasińską ze swymi dziećmi: Władysławem  Zygmuntem i malutką, dwuletnią Marią - bohaterką tej książki.
W książce znajduje się   kilkadziesiąt  ilustracji. Część to moje autorskie zdjęcia, część to fotografie pozyskane z  Muzeum Regionalnego im. Zygmunta Krasińskiego w Złotym Potoku czy Muzeum Romantyzmu w Opinogórze. Inne fotografie pochodzą z Muzeum Zamoyskich w Kozłowce, Archiwum Narodowego w Krakowie, Archiwum Państwowego w Częstochowie, a także archiwum Wydawnictwa LTW.
                               

Kto jest zainteresowany tego typu literaturą zapraszam do czytania. Zarówno życzliwych jak 
i krytycznych czytelników wysłucham z jednakową uwagą.
                                                                            *******
O książce napisano:
Recenzja na blogu - Słowem malowane
Recenzja  Piotra Zychowicza  w tygodniku " Do Rzeczy", nr 19 (3-9 czerwca 2013).
Recenzja na blogu Notatnik Kaye
Recenzja na blogu Szczur w antykwariacie
Archiwum Mery Orzeszko
W Krainie Czytania i Historii